Basia już nie powie „kocham cię, mamo”

Nie żyje 8-letnia, niepełnosprawna Basia, cierpiąca na nieuleczalną chorobę genetyczną. Brakuje słów, aby opisać tragedię rodziny. Dziewczynka zmarła w domu. Reanimowano ją, ale nie udało się jej uratować. Wcześniej lekarz podczas teleporady przepisał Basi antybiotyk, ale jej stan się pogarszał. – Chciałam, aby córkę przebadano, ale przez całe to zamieszanie z Covid-19 system stał się niewydolny. Nie obwiniam żadnej konkretnej osoby, bo mojemu dziecku nic nie wróci już życia, a czasu nie cofnę. Zawsze będę kochała moją Basiulkę… – mówi zrozpaczona matka.

Historię małej Basi z Chełma opisywaliśmy miesiąc temu w artykule pt. Czy znowu powie „Kocham cię mamo?”. Apelowaliśmy wtedy o pieniądze na rehabilitację chorej dziewczynki. Niestety, Basia nie powie już do swojej mamy: kocham cię. 8-latka nie żyje. Dziewczynkę i troje jej rodzeństwa wychowywali rodzice – pani Małgorzata Kamieniecka z mężem. Przez ostatnie miesiące rodzina żyła w strachu o zdrowie i życie Basi. Przyćmiewał on radość z oczekiwania na kolejnego małego członka rodziny.

Basia urodziła się z czterokończynowym porażeniem mózgowym, epilepsją. Pani Małgorzata mówi jednak, że do 7. roku życia jej córeczka funkcjonowała w miarę normalnie – uczęszczała do przedszkola, miała kolegów i koleżanki, układała puzzle, uwielbiała malować i bawić się z rodzeństwem. Wszystko zmieniło się pewnego listopadowego dnia w ubiegłym roku, kiedy to rano Basia nie była w stanie wstać o własnych siłach do przedszkola. Wkrótce rodzice usłyszeli okrutną diagnozę – choroba Hallervordena-Spatza.

To bardzo rzadka i nieuleczalna choroba genetyczna. Jej przyczyną jest odkładanie się żelaza w mózgu, co doprowadza do śmierci komórek mózgowych i stopniowego zwyrodnienia ośrodkowego układu nerwowego. Choroba występuje raz na sześć milionów urodzeń. Dzieci, które na nią cierpią, nagle przestają mówić, chodzić, mają trudności z przełykaniem i zaburzenia widzenia. Rodzice z przerażeniem obserwowali, jak stan ich córeczki się pogarsza. Jeszcze na początku września dziewczynka mówiła „kocham cię, mamo”, a potem jej codziennością było leżenie i ataki bólu przerywane snem po podanych silnych lekach.

We wrześniu br. Basia obchodziła ósme urodziny. Spędziła je w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, bo akurat wtedy jej stan się pogorszył. Potem dziewczynka wróciła do domu. Mama Basi opowiada, że w środę, 14 października, Basia zaczęła kaszleć. Pani Małgorzata zadzwoniła do przychodni chełmskiego MSP ZOZ, gdzie Basia zaopcjowana była do lekarza rodzinnego. Chciała, aby lekarz przyjechał zbadać dziecko. Udzielono teleporady i przepisano antybiotyk. Mama Basi mówi, że następnego dnia nie było z Basią lepiej. Twierdzi, że nie dostała telefonu z przychodni, ale w MSP ZOZ tłumaczą, że tego dnia nie mieli zapisanego dziecka na teleporadę.

Pani Małgorzata opowiada, że w międzyczasie próbowała dzwonić i szukać pielęgniarki albo innego medyka, który przyjechałby zbadać Basię, ale bezskutecznie. W jednym z hospicjum w regionie usłyszała, że to nie ich rejon, a w kolejnym potrzebne było skierowanie od lekarza rodzinnego, który akurat był nieobecny w pracy. Pani Małgorzata mówi, że dowiadywali się o miejsce w warszawskim szpitalu, w którym Basia była wcześniej leczona, ale tam też mieli usłyszeć, że przyjęć nie ma, bo tak wiele jest przypadków Covid-19.

– Po podaniu antybiotyku po osiemnastej w piątek i odciąganiu ssakiem z dzieckiem było lepiej – opowiada pani Małgorzata. – W nocy Basia przebudziła się o 3.50, daliśmy jej antybiotyk, odessaliśmy i dziecko położyło się spać. W sobotę rano dzwoniliśmy po pogotowie – dwa razy. Mąż reanimował córkę… Nie udało się przywrócić już Basi życia. Doszło do niewydolności krążeniowo oddechowej, zmarła na zapalenie płuc.

Mariusz Żabiński, dyrektor MSP ZOZ w Chełmie, mówi, że mama Basi zadzwoniła do przychodni w środę, około godziny 18. Twierdzi, że o tej porze wizyta domowa nie była już możliwa, a w ramach teleporady przepisano dziecku antybiotyk.

– Wdrożyliśmy leczenie farmakologiczne i była prośba o kontakt za dwa dni, aby skontrolować, jaki jest efekt leczenia antybiotykowego – mówi dyrektor Żabiński. – W czwartek nie było zapisu na teleporadę. W piątek była kolejna teleporada i matka prosiła o zmianę leku. W dokumentacji jest adnotacja, że w razie pogorszenia stanu należy wezwać karetkę. To nie jest tak, że nie realizujemy wizyt domowych. Na każdą sytuację składają się różne okoliczności i tak też było w tej, a lekarze często zastanawiają się, co jeszcze mogli zrobić…

Mama Basi mówi, że za to, co się stało, nie obwinia żadnej konkretnej osoby.

– Mojemu dziecku nic nie wróci już życia – mówi pani Małgorzata. – Chciałam nagłośnić tę sytuację, bo tak nie może być, że wszyscy wszędzie tłumaczą się Covid-19. To, że jest epidemia, nie znaczy, że można zamykać się na chorych, potrzebujących pomocy. Dziś ostatnie pożegnanie Basi, jutro jej pogrzeb. Nie mogę się załamać, bo mam w domu jeszcze troje dzieci, a kolejne w drodze. Ale jest mi bardzo ciężko. Gdy tylko widzę rzecz, która należała do Basi, to od razu łzy same mi płyną z oczu. Wiem jednak, że Basia już nie cierpi z powodu choroby, którą miała w sobie. Czasu nie cofnę. Kocham ją całym sercem. Basiulka na zawsze pozostanie w moim sercu…

Chełmska prokuratura zleciła sekcję zwłok. Oficjalnie jej wyników jeszcze nie ma. (mo)