Będzie nowy przewoźnik?

Jest nadzieja na to, że na trasy powiatu włodawskiego, nawet te nierentowne, powróci komunikacja autobusowa. Starosta Andrzej Romańczuk przyznaje, że prowadzi negocjacje z zainteresowanym przewoźnikiem i zapewnia, że nawet gdyby rozmowy zakończyły się fiaskiem, to uczniowie naprawdę potrzebujący będą mieli zapewniony dowóz.

W ubiegłym roku chełmski PKS kursował m.in przez Zaświatycze, Krasówkę i Żuków, zapewniając mieszkańcom tych miejscowości dojazd do Włodawy. Niestety, kursy te okazały się nierentowne i przewoźnik wycofał się. Obecnie z najdalej położonych miejscowości powiatu lub tych leżących na uboczu praktycznie nie można dostać się komunikacją publiczną do miasta. Kto nie ma samochodu, ten jest „uziemiony” – nie dostanie się do urzędu czy lekarza. Prywatnymi samochodami jeździ też coraz więcej uczniów. Do podstawówek i gimnazjów dowieźć muszą ich gminy, ale licealiści czy uczniowie zawodówek są zdani tylko na siebie. Problem zna starosta, Andrzej Romańczuk, który twierdzi, że nie pozostanie bierny. – Trwają negocjacje z przewoźnikiem, który jest zainteresowany uruchomieniem komunikacji publicznej w naszym powiecie – mówi. – Nie wiem, co z tego wyjdzie, ale jestem dobrej myśli. Trzeba jednak dmuchać na zimne i mieć plan awaryjny. Dlatego dyrektorom szkół poleciłem zwiększenie liczby miejsc w internatach, by zmieścili się w nich uczniowie dojeżdżający. Dyrektorzy mają też zrobić sondę, która zbada, ile osób nie będzie w stanie dostać się do internatu. Dla takiej młodzieży z całego powiatu zapewnimy dojazd do szkoły i do domu organizując dwa kursy – w piątki i w niedziele. Chodzi o to, aby z dojazdów korzystała młodzież tylko ta rzeczywiście potrzebująca – dodaje Romańczuk.
Inne rozwiązanie ma wójt Włodawy, Tadeusz Sawicki, który na własną rękę przeprowadził małe rozeznanie. – Jedynym rozwiązaniem wydaje mi się dogadanie się z taksówkarzami – tłumaczy. – Samochód 7-osobowy te powiedzmy 9-10 kilometrów w jedną stronę jest w stanie przejechać za 65 złotych, co jest kwotą do przejścia. Innego sensownego rozwiązania na razie nie widzę. (bm)