Bierzmowanie – zamieszanie

Od samego początku przygotowania do sakramentu bierzmowania szły w parafii pw. Najświętszego Serca Jezusowego we Włodawie jak po grudzie. Jeszcze w ub.r. podzielono kandydatów na grupy i informowano ich o spotkaniach za pomocą… społecznego komunikatora.

Kto nie miał Facebooka lub przypadkowo do niego nie zajrzał, ten nie miał informacji o tym, kiedy i gdzie spotkanie, a nawet egzamin. Do jeszcze większego zamieszania doszło tuż przed samym sakramentem bierzmowania. Otóż przez pół roku nikt nie wiedział, kiedy ten sakrament nastąpi. Wszystko podobno zależało od możliwości komunikacyjnych i czasowych księdza biskupa, bo tylko on może tego sakramentu udzielić (poza wyjątkowymi sytuacjami).

Co ciekawe w bliźniaczej parafii – pw. św. Ludwika datę tego sakramentu młodzież znała od zimy. Ustalono ją na 10 czerwca, na godz. 16 (skądinąd też nie wiadomo dlaczego ktoś wymyślił akurat poniedziałek, nie zaś zwyczajowo dzień wolny – sobotę lub niedzielę). W parafii NSJ jeszcze w połowie maja nikt nie znał daty bierzmowania. Ukazała się ona nagle na Facebooku jako piątek, 31 maja godz. 18. Wielu rodziców zamówiło nawet lokale, by ugościć na ten dzień znajomych i świadków.

Szybko jednak musieli odmawiać zrozpaczonym restauratorom, gdyż po kilku dniach okazało się, że jednak nie 31 maja, lecz w sobotę, 15 czerwca o godz. 12 zacznie się msza, w czasie której młodzi katolicy dostąpią aktu sakramentu wejścia w duchową dorosłość. Niektórzy musieli więc znowu rezerwować stoliki i świadków prosić o dostosowanie się do tego nowego terminu.

To jednak nic. Po kilku dniach na portalu społecznościowym parafii ukazał się nowy komunikat, że termin został ponownie zmieniony. Bez słowa przepraszam czy jakiegokolwiek wyjaśnienia. Nowa data to poniedziałek, 10 czerwca godz. 14. Ci, którzy to czytali, do końca nie wiedzieli, czy się śmiać, czy płakać. Przecież to dzień roboczy. Muszę się z pracy zwolnić, moja żona również.

Do tego świadek też może mieć problemy ze zwolnieniem. A dodatkowo to przecież jeszcze nauka w szkole, też trzeba będzie usprawiedliwić. Jak proboszcz w ten sposób chciał zachęcić młodych do Kościoła, to na pewno uzyskał efekt odwrotny. Oczywiście nikt nikogo nie zmusza do bycia katolikiem, ale dobry zwyczaj i kultura obowiązują zawsze. Duchownych tym bardziej.