Bił, palił, wygrażał siekierą

Resocjalizacja najwyraźniej nie działa w każdym przypadku. Minął zaledwie miesiąc od wyjścia z więzienia, a 50-latek znów trafił za kratki. Bandyta groził rodzinie, biegał po posesji z siekierą, wzniecił pożar, a na koniec dał popis szaleńca na sali sądowej. Prawdopodobnie zostanie zbadany psychiatrycznie.

Krzysztof K. z Marysina (gm. Siedliszcze) jest doskonale znany policjantom, choćby z komisariatu w Rejowcu. Odbywał karę pół roku pozbawienia wolności za czyny przeciwko mieniu z użyciem przemocy oraz znęcanie się nad matką. We wrześniu 50-latek opuścił mury więzienia i wrócił do domu rodzinnego. W ciągu miesiąca zamienił życie domowników w koszmar.
Non stop pijany groził, że zabije matkę, siostrę i jej córki. Mówił, że je pobije i spali żywcem. Pewnego dnia wziął do ręki siekierę i zaczął nią wymachiwać na oślep, odgrażając się, że następnym razem odrąbie nią głowy kobiet. W niedzielę (16 października) zgromadził na podwórzu stertę przedmiotów i je podpalił. W ten sposób chciał przestraszyć i tak już zlęknięte kobiety oraz pokazać im, co się stanie z nimi, gdy dalej będą mu wchodzić w drogę.
Mężczyzna został zatrzymany i doprowadzony do prokuratury. – Został zastosowany areszt. Poprzez groźby mężczyzna popełnił przestępstwo w warunkach recydywy – informuje Andrzej Lebiedowicz, zastępca prokuratora rejonowego w Chełmie.

We wtorek (18 października) miało miejsce posiedzenie sądu w sprawie tymczasowego aresztu dla bandyty z Marysina. W sali sądowej mężczyzna miał zachowywać się jak szaleniec. 50-latek udowodnił, że jest nieobliczalny i niebezpieczny. Był wściekły i wrzeszczał, że jeśli go zamkną, nie będzie dostawał renty socjalnej. O mały włos, a trzeba by było go trzymać, by nie przedarł się w stronę sędziego. Niewykluczone, że do sądu zostanie skierowany wniosek o badanie stanu zdrowia psychicznego K. (pc)