Biurokraci bez litości

Urzędnicy wojewody zachęcają do wynajmowania lokali w chełmskim „gmachu”, ale to, jak później traktują najemców, pozostawia wiele do życzenia. – Niech potencjalnych wynajmujących nie zwiodą same stawki czynszu, bo przy najdrobniejszej zwłoce urząd natychmiast nakłada dotkliwą karę – przestrzega chełmski przedsiębiorca.

Przez kilka miesięcy jego firma wynajmowała biuro w chełmskim „gmachu”. Na bieżąco regulowała faktury, które przesyłali mu pracownicy Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie.
– Co miesiąc dostawałem trzy odrębne faktury: jedną za wynajem pomieszczenia, drugą za ochronę i sprzątanie i trzecią chyba za korzystanie z mediów. Faktury regulowałem zaraz po odebraniu, na długo przez wyznaczonym terminem – mówi. – Ale w ostatnim miesiącu najmu przeoczyłem jedną z tych mniejszych faktur, a drugą zapłaciłem z trzydniowym opóźnieniem, zamiast 21 listopada uregulowałem należność 24 listopada, sam bez żadnego wezwania.
Najemca zdziwił się mocno, kiedy zaraz na początku grudnia dostał z urzędu notę księgową z datą 27 listopada z naliczeniem odsetek za tę trzydniową zwłokę i dodatkową opłatę ponad 160 zł (równowartości 40 euro) tytułem „rekompensaty kosztów odzyskiwania należności”.
– Choć w obowiązujących w obrocie relacjach wynajmujący – najemca, zwłaszcza przy dłuższej współpracy, za kilkudniowe opóźnienie w zapłacie nie stosuje się odsetek, bo każdemu zdarza się coś przeoczyć, wyjechać czy zachorować i nie uregulować czegoś w terminie, to naliczenie tych odsetek przez LUW jeszcze byłem w stanie zrozumieć, ale te 160 zł tytułem „rekompensaty kosztów” już nie. Przecież zapłaciłem należność bez żadnego wzywania, urząd nie poniósł żadnych kosztów jej odzyskiwania – zżyma się przedsiębiorca. – A już całkiem trafił mnie szlag, kiedy dostałem drugą notę wzywającą do zapłacenia kolejnej opłaty 166 zł za spóźnienie zapłaty tej drugiej, małej faktury. Kiedy zadzwoniłem do księgowości LUW z pytaniem jak mogą żądać ode mnie dodatkowych 320 zł, skoro nie ponieśli faktycznie żadnych kosztów odzyskiwania należności, usłyszałem tylko, że mają takie prawo i je stosują.

Nie ma przeproś…

Na pobieranie opłaty w wysokości równowartości 40 euro tytułem „rekompensaty poniesionych przez wierzyciela kosztów odzyskiwania należności” pozwala znowelizowana w 2016 roku ustawa o terminach zapłaty w transakcjach handlowych. Mało który z przedsiębiorców o tym wie, bo w normalnych relacjach gospodarczych nakładania takich opłat wobec swoich kontrahentów, którzy spóźnili się kilka dni z zapłatą, nikt nie stosuje. Najwyraźniej urzędnicy LUW postanowili skrupulatnie korzystać z tej możliwości łupienia przedsiębiorców. Teoretycznie każda instytucja, każdy wierzyciel mogliby tak robić, ale wydaje się to nieetyczne. Tym bardziej, że Sąd Najwyższy orzekł, że żaden przepis nie może stanowić narzędzia nadużywania uprawnień w rękach wierzycieli. A zobowiązanie, nawet, jeśli powstało, nie musi być egzekwowane bezwarunkowo.
Pustych lokali w największym chełmskim biurowcu nie brakuje, ale z takim podejściem urzędnikom trudno będzie ściągnąć najemców do „gmachu”. – Zanim najemca podejmie decyzję o wynajmie tam lokalu, powinien wiedzieć, że za spóźnienie choćby kilku dni z zapłatą zostanie obciążony „karą” w wysokości 40 euro – przestrzega nasz rozmówca.
Zapytaliśmy urzędników wojewody, dlaczego stosują takie zasady windykacji. Radosław Brzózka, rzecznik wojewody lubelskiego, przekonuje, że urząd postępuje po prostu zgodnie z przepisami. (bf)