Błędne koło w PUP-ie?

Nasza Czytelniczka chciałaby, aby urząd pracy dofinansował jej synowi kurs prawa jazdy na autobusy. Zanim „pośredniak” wyłoży na to pieniądze, bezrobotny sam musi znaleźć pracodawcę, który zagwarantuje mu zatrudnienie. – Jak znaleźć takiego pracodawcę, skoro nie ma się znajomości? Kto zatrudni „osobę z ulicy”? – pyta rozgoryczona Czytelniczka.

– Mam 24-letniego, bezrobotnego syna, który marzy, aby zostać kierowcą autobusu – opowiada nasza Czytelniczka. – Nie stać nas na prawo jazdy tej kategorii, bo to koszt rzędu kilku tysięcy złotych. Zapytałam w urzędzie pracy o dotację na ten cel. Powiedziano mi, że owszem mogą w całości opłacić synowi kurs prawa jazdy, ale najpierw musi on mieć gwarancję zatrudnienia pracodawcy. Wszędzie w ofertach pracy wymagają prawa jazdy, to podstawowa sprawa, bez której można o zatrudnieniu pomarzyć. To jakieś błędne koło.
Barbara Gil, p.o. dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy w Chełmie, potwierdza, że dofinansowania na kursy praw jazdy są dostępne, ale zanim bezrobotny zostanie na nie skierowany musi znaleźć pracodawcę, który zagwarantuje mu 3-miesięczne zatrudnienie.
– Takie są przepisy i nie mamy na to wpływu – mówi dyrektor Gil. – Są dwie możliwości: osoba bezrobotna do 24 roku życia, zarejestrowana w PUP może otrzymać tzw. bon szkoleniowy o wartości do 4 tys. zł, który pokrywa m.in. koszty szkolenia, dojazdu na szkolenie, zakwaterowania, badań lekarskich. Druga możliwość dotyczy szkoleń indywidualnych finansowanych z funduszu pracy. Jako urząd finansujemy kurs prawa jazdy osobom bezrobotnym bez względu na wiek. W obu przypadkach najpierw trzeba samemu znaleźć pracodawcę, który zagwarantuje zatrudnienie po ukończeniu szkolenia. Sporo pracodawców potrzebuje kierowców autobusów. Dysponujemy ofertami pracy w tym zakresie. Radzimy, aby osoba, która chce otrzymać dofinansowanie na kurs prawa jazdy, skontaktowała się z pracodawcami z tej branży i spróbowała znaleźć takiego, który zagwarantuje jej zatrudnienie. Można przyjść do nas i podamy adresy takich pracodawców.
Naszej Czytelniczki nie przekonują takie wyjaśnienia. – Nie bardzo wierzę, że ktoś osobie z ulicy, bez uprawnień zagwarantuje pracę, teraz wszędzie trzeba mieć znajomości – mówi rozgoryczona kobieta. (mo)