Blokuje gminną inwestycję

– Nie pamiętam, by w historii gminnych inwestycji ktoś sprawiał nam aż tyle problemów – mówi wójt Woli Uhruskiej, Jan Łukasik o mieszkance ulicy Zielonej. Najpierw kobieta nie zgodziła się na wykup kawałeczka swojej działki, potem skierowała sprawę do sądu, a ostatnio wezwała policję po tym, jak wykonawca inwestycji rozebrał jej ogrodzenie, gdy ta nie zrobiła tego na własną rękę. – Bez mojej zgody zniszczono mi parkan. Kto za to zapłaci? – denerwuje się kobieta.

Gmina Wola Uhruska, a właściwie wykonawca robót, ma czas do końca października, by ukończyć budowę ciągu komunikacyjnego w centrum tej miejscowości. Cztery gruntowe do tej pory ulice – Zielona, Ogrodowa, Przelotowa i Nadbużańska – zyskały asfaltowe nawierzchnie i chodniki. Inwestycja jest już prawie na ukończeniu – trwa wykańczanie ulicy Zielonej, choć to od niej gminne władze planowały remont rozpocząć, bo przy niej znajduje się kościół. Niestety, na drodze stanęła jedna z mieszkanek tej ulicy, która już w fazie planowania remontu nie okazywała zbyt wielkiego entuzjazmu z faktu, że do domu będzie mogła chodzić nie po błocie, a równym chodnikiem. W miarę postępowania inwestycji sprawiała coraz więcej problemów. Najpierw nie zgodziła się na sprzedanie gminie 12,5 metra kwadratowego swojej działki, by w tym miejscu mogło powstać zakole na skrzyżowaniu ulic Zielonej i Przelotowej. – Moi sąsiedzi dostali o wiele więcej pieniędzy, niż mi za to samo zaproponował wójt, więc się nie zgodziłam i od decyzji gminy odwołałam się do wojewody, a następnie sprawę zgłosiłam do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie – mówi kobieta. – Choć sąd nie wydał jeszcze żadnego orzeczenia, tydzień temu wykonawca inwestycji, bez mojej zgody rozwalił moje ogrodzenie od strony ulicy Zielonej. To betonowy płot, który został całkowicie zniszczony. Kto teraz mi za tę szkodę zapłaci? – pyta rozgoryczona.
Zupełnie inaczej sprawę widzi wójt Jan Łukasik i pozostali mieszkańcy ulicy Zielonej. – Odkąd pamiętam, ta pani wykazywała postawę roszczeniową. Była przeciwna wszystkiemu i wszystkim i tak jest do dzisiaj. Ludzie z wytęsknieniem czekali na ten remont, a ona jedyna zamiast się cieszyć, rzuca kłody pod nogi – mówi jeden z jej sąsiadów. – Posiadamy zezwolenie na realizację inwestycji drogowej wydane przez starostę i na podstawie tego dokumentu możemy ją realizować – tłumaczy wójt. – Ta pani, podobnie jak wielu jej sąsiadów, przed laty weszła z ogrodzeniem w pas drogowy i na dobrą sprawę powinna je przesunąć lub rozebrać na własny koszt. Zwróciliśmy się do niej pisemnie z taką prośbą, ale reakcji nie było żadnej. W końcu wykonawca, któremu groziła kara za niedotrzymanie terminu realizacji tej inwestycji, udał się do tej pani i poinformował ją, że jeśli nie rozbierze płotu, to zrobi to on. Pani zgody oczywiście nie wyraziła, więc robotnicy zdemontowali ogrodzenie i przystąpili do układania krawężników. Zaznaczyć należy, że betonowy płot miał już swoje lata i wiele przęseł było popękanych i połamanych. Po zakończeniu remontu ogrodzenie oczywiście naprawimy – zapewnia Łukasik. – Nie spotkałem się z podobnym przypadkiem, by ktoś na taką skalę usiłował zablokować jakąś inwestycję. Owszem, przy każdej znajdywały się niezadowolone osoby, ale zawsze udawało nam się znaleźć z nimi wspólny język. Tu sprawa wygląda zupełnie inaczej, choć zapewniam, że każdemu za wykup kawałeczka działki oferowaliśmy taką samą kwotę – dodaje wójt. (bm)