Bohater z Pawłowa

Gdyby nie wyszedł na papierosa, inaczej by się to skończyło. To on ją uratował – mówią dumni ze swojego sąsiada mieszkańcy Pawłowa. Pan Mariusz Biela to ich lokalny bohater. On sam jest pewien, że każdy zrobiłby to samo na jego miejscu.

Zwykli ludzie, śmiertelnicy. To oni zostają bohaterami. Jednym z nich, co z dumą podkreśla niemal cała społeczność Pawłowa w gminie Rejowiec Fabryczny, jest pan Mariusz Biela. To on, w poniedziałek wieczorem (15 lutego), nie zważając na nic, ruszył na pomoc potrzebującej sąsiadce.

Nie ma w zwyczaju palić w domu, więc wyszedł na zewnątrz na papierosa. Wtedy zobaczył unoszące się nad domem sąsiadki kłęby buchającego dymu.

– Dzieli nas jedna posesja. Zobaczyłem, że spomiędzy dachówek wydobywa się dym. Ognia jeszcze nie było. Od razu wskoczyłem do domu po telefon i krzyknąłem do żony i dzieci, że jest pożar u sąsiadki. Chwyciłem za komórkę i pobiegłem do niej, w międzyczasie dzwoniąc pod 112. Drzwi były zamknięte. Dzwoniłem i stukałem, aż mi otworzyła. Była już rozebrana i gotowa do spania. Początkowo nie wierzyła, że pali się poddasze. Pomogłem jej się ubrać, bo kobieta porusza się o dwóch kulach, i ruszyliśmy do wyjścia. Wyprowadziłem ją na zewnątrz – opowiada pan Mariusz.

Wtedy do akcji wkroczyli dwaj policjanci z komisariatu w Rejowcu Fabrycznym, którzy dotarli na miejsce w ciągu zaledwie kilku minut od zgłoszenia do WCPR. Będąc po raz pierwszy w życiu w takiej sytuacji, również nie zawahali się i weszli do domu niepełnosprawnej kobiety, którego poddasze powoli zaczął już trawić ogień. Musieli sprawdzić, czy aby na pewno nikt więcej nie wymaga ewakuacji. Zostawiając sąsiadkę w bezpiecznym miejscu, pan Mariusz wbiegł jeszcze do środka po telewizor, a policjanci wynieśli butlę z gazem, by nie doszło do wybuchu. Zaraz zbiegli się też inni sąsiedzi do pomocy. Z wiadrami pełnymi wody usiłowali ugasić płomienie, nim na miejsce dojechała straż.

Dom nadaje się tylko do remontu, ale najważniejsze, że starszej pani nic się nie stało. Tyle dobrego, że akurat wtedy jej sąsiada dopadł głód nikotynowy, bo gdyby pożar został zauważony choćby kilkanaście minut później, finał mógłby być dramatyczny. – Tu nikt nie jest obojętny na drugiego człowieka, pomagamy sobie nawzajem. Każdy na moim miejscu postąpiłby tak samo – zapewnia mężczyzna, którego cały Pawłów ma za bohatera. (pc)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here