Bykowy Soboń

Czy nieżonaci z własnego wyboru mężczyźni powinni płacić dodatkowy podatek? Żart wiceministra rozwoju, świdnickiego posła Artura Sobonia, przyniósł mu zupełnie niezamierzoną popularność i ogromną falę internetowego hejtu.


I choć parlamentarzysta wcale nie uznaje swojego występu za wpadkę, a popularności pozazdrościła mu nawet opozycja to problem polityki podatkowej i socjalnej rządu oraz jej kosztów jest jak najbardziej poważny.

Soboń w rządzie PiS odpowiada za program Mieszkanie+ i reklamuje go jak umie. Od dłuższego już czasu projekt budowy mieszkań na długoletni wynajem (z opcją docelowego wykupu) na gruntach znajdujących w gestii podmiotów Skarbu Państwa jest przyjmowany sceptycznie przez część mediów, analityków rynku oraz oczywiście opozycję. Tej koncepcji jedni zarzucają przeniesienie punktu ciężkości z własności na najem (a więc brak elementu uwłaszczenia Polaków, które PiS obiecywało w kampanii wyborczej), inni skupiają się na kwestiach praktycznych – wysokich kosztach najmu, niedopracowanej infrastrukturze, źle dobranych terenach inwestycyjnych, braku dróg i innych słabościach programu. Nikt jednak nie zadał Mieszkaniu+ takiego ciosu, jak sam minister Soboń.

O trzy zdania za dużo

Poszło dosłownie o trzy zdania z wywiadu, którego wiceminister udzielił tabloidowi „Fakt”: „Prywatnie uważam, że takie osoby powinny płacić „bykowe”, bo to by skłoniło ich do założenia rodziny. Mówię pół żartem, pół serio, bo chciałbym, by Mieszkanie+ było przede wszystkim programem dla rodzin. W ustawie jednak ujęliśmy to w taki sposób, że dopłaty wypłacane będą nie tylko rodzinom w klasycznym tego słowa znaczeniu. Są różne życiowe sytuacje”. Poza tym w rozmowie padło wiele ważnych deklaracji, jak przyznanie, że dotychczasowe lokalizacje osiedli realizowanych w ramach programu dalekie były od doskonałości, że nie osiągnięto zakładanej kompletności infrastrukturalnej ofert, czyli powstania zwartych kompleksów z własnymi ciągami handlowymi, szkołami, miejscami rekreacyjnymi. Soboń mówił też, co zamierza wraz z rządem zrobić, by program funkcjonował lepiej, ale i tak wystarczył fragment o „bykowym”.

Może sobie wyjaśniać…

Momentalnie zareagował Internet. Pojawiły się dziesiątki memów, oczywiście przede wszystkim nawiązujących do faktu, że kawalerem jest przecież prezes PiS, Jarosław Kaczyński. PR-ową szpilę wbiło też od razu lubelskie PSL, mające z Soboniem na pieńku od jego merytorycznej krytyki z czasów, gdy jeszcze był radnym Sejmiku. Polityk w odpowiedzi próbował dalej dowcipkować, ale w końcu musiał przyznać, że temat żyje już własnym życiem: „Nie chcę mówić o manipulacji, ale wszystkich, którzy ten wątek podchwycili, zachęcam do przeczytania całej rozmowy. W treści jest wyraźnie zaznaczone, o czym mówimy poważnie, a co jest żartem. Za nieporozumienie przepraszam i biorę je całkowicie na siebie. Cała ta sytuacja to dla mnie nauczka, żeby w rozmowach z tabloidami nie żartować i nie szukać barwnych zestawień” – oświadczył Soboń, ale sprawa żyje własnym życiem… TAK

Wszystko przez tytuł…

W Polsce po 1945 roku „bykowym” nazywano potocznie podatek, a właściwie podwyższoną kwotę podatku dochodowego płacony przez osoby niezamężne/nieżonate i bezdzietne powyżej 21. roku życia. Od roku 1957 „bykowe” płacić musiały osoby powyżej 25. roku życia, w latach 70. podatek zniesiono.
W rozmowie z nami poseł Artur Soboń wyjaśnił, że cały wywiad został zmanipulowany tytułem, który nijak ma się do treści.
– Zdajemy sobie sprawę, że są różne sytuacje życiowe – o czym zresztą powiedziałem w wywiadzie. O dopłatę do czynszu będą mogły się starać zarówno rodzony w klasycznym pojęciu jak i osoby samotne – wyjaśnia A. Soboń. – Jest to zapisane w projekcie ustawy.
Poseł zapewnił na również, że rząd nie ma zamiarów wprowadzania podatku od osób bezdzietnych i niezamężnych.
– To oczywista oczywistość. Użyłem barwnego porównania i zażartowałem, a to zostało wykorzystane, jak zostało i teraz żyje własnym życiem – komentuje świdnicki poseł. (w)