Chciał rozpalić w piecu. Nadział się na nóż

Wbił sobie nóż w brzuch, gdy strugał kawałek drewna na podpałkę. Krew trysnęła, jelita wyszły na wierzch. Ratownikom mówił, że nawet tak bardzo nie boli… Mężczyzna zmarł w szpitalu, ale bynajmniej nie od ugodzenia nożem.

Sceny jak z amerykańskiego horroru rozegrały się w Sielcu (gmina Leśniowice), w sobotę późnym wieczorem (4 stycznia). Mężczyzna (48 lat) siedział w mieszkaniu i strugał kawałek drewna na podpałkę, chciał napalić w piecu i ogrzać domostwo. Problem w tym, że był pijany (późniejsze badanie wykazało w jego organizmie aż 4 promile alkoholu).

Zamiast „od siebie” operował nożem w drugą stronę, czego nigdy nie powinno się robić – w efekcie przypadkowo wbił sobie nóż w brzuch. Ostrze przebiło powłokę brzuszną, ale nie uszkodziło jelit. Gdy po godz. 22 do domu rodziny przyjechała pomoc, mężczyzna siedział z jelitami na wierzchu. Był przytomny, kontaktowy, mówił, że aż tak mocno go nie boli…

Jeszcze tej samej nocy został zoperowany. Doszło jednak do krwotoku wewnętrznego. Lekarze ponownie zabrali go na blok, otworzyli brzuch, a następnie żołądek, ale nie znaleźli miejsca krwawienia. Pacjent wrócił na OIOM i już nie obudził. W poniedziałek (6 stycznia) stwierdzono jego zgon.

Sprawę bada Prokuratura Rejonowa w Chełmie. Dokładną przyczynę śmierci 48-latka ma wskazać zlecona sekcja zwłok. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że bezpośrednią przyczyną nie była z pewnością rana cięta nożem, a doszło do krwawienia z żylaków przełyku (za główne przyczyny żylaków uznaje się choroby wątroby, a także nadmierne spożywanie alkoholu).

– Był taki uczynny i pomocny. Osierocił dwoje dzieci. Szkoda człowieka – mówią sąsiedzi (pc)