Chełmianie wspomagają szpital

Ludzie solidaryzują się ze służbą zdrowia, bo wiedzą, że jej praca jest kluczowa w walce z pandemią. Ale niektóre akcje wywołują niepotrzebne zamieszanie i domysły. Było tak m.in. z transportem fartuchów dla chełmskiego szpitala, o którym sam szpital nic nie wiedział.

Podobnie jak w całej Polsce także w Chełmie nie brakuje przedsiębiorców i prywatnych osób, gotowych poświęcić swój czas i pieniądze, żeby wspomóc pracowników służby zdrowia, którzy na pierwszej linii walczą z pandemią. Chełmscy restauratorzy m.in. z Zajazdu Trzy Dęby, Grubego Benka, Boskiej Włoskiej a także Cukierni Kijewscy oferowali posiłki dla pracowników oddziału zakaźnego chełmskiego szpitala a Yamato Sushi Chełm dla ratowników pogotowia. Zbiórki w internecie prowadzą prywatne osoby, bo potrzeb jest wiele.

Monika Mielniczuk z Chełma na facebooku skrzyknęła znajomych i zorganizowała zbiórkę środków ochrony, m.in. maseczek, i wody, które trafiły na oddział. A dzięki jej aktywności i zaangażowaniu odezwała się do niej firma ze Szwecji, w której pracuje Polka z informacją, że ma fartuchy ochronne dla chełmskiego szpitala. Z internetowego wpisu przedstawicielki firmy można było wywnioskować, że w Szwecji z powodu polskiej biurokracji utknął transport kontenera z 27 tysiącami fartuchów dla naszej lecznicy. Dlatego M. Mielniczuk postanowiła działać.

– Dostałam informację od Anny ze Szwecji, że jej firma ma jeszcze tak potrzebne wszystkim fartuchy ochronne – mówi M. Mielniczuk. – Odzież chciała kupić firma z Danii, ale Anna starała się, jak mogła, żeby transport trafił do Polski. Czas odgrywał ważną rolę, bo nie mogła blokować sprzedaży bez końca. Dlatego odezwała się do prezydenta Chełma z informacją o takiej możliwości. I prezydent przekazał sprawę dalej, do Warszawy. Ale tam zaczęły się schody i wybrzydzanie. A to, że fartuchy nie są niby jałowe a to, że kolor nie taki itp.

– Faktycznie skontaktowała się ze mną pani w sprawie fartuchów i to, co mogłem zrobić, to przekazać kwestię dalej, do Ministerstwa Rozwoju, które nadzoruje Agencję Rezerw Materiałowych zajmującą się zakupami – mówi Jakub Banaszek, chociaż to nie prezydent a marszałek województwa jest organem prowadzącym dla chełmskiej lecznicy.

O transporcie fartuchów oficjalnie nic nie wiedział chełmski szpital. Dyrekcja nie składała w tej sprawie żadnego zamówienia i nie była stroną w negocjacjach ani – jak się potem okazało – transakcji.

– Wyszła z tego dosyć dziwna sytuacja, bo w sprawie tych fartuchów dzwonili do mnie nawet politycy a my z nikim na ich odbiór się nie umawialiśmy – mówi Kamila Ćwik, dyrektor szpitala w Chełmie. – To była jakaś samodzielna inicjatywa pani z Chełma. Mieliśmy tylko jeden sygnał, że ktoś nam chce te fartuchy przekazać, ale potem okazało się, że trzeba za nie płacić. Oczywiście fartuchy są nam potrzebne, natomiast staramy się zapewnić materiały własnymi siłami. Poważną kwotą wsparł nas właśnie marszałek województwa, dostajemy też środki ochrony z Agencji Rezerw Materiałowych. Przy okazji dziękuję wszystkim, którzy wspierają nas przekazując środki ochrony albo asortyment spożywczy. Jesteśmy za to wdzięczni.

Zamieszanie z fartuchami trwało przez dwa dni. W minioną środę pojawiły się pozytywne informacje. – Dzięki Annie Lund, która wcale nie musiała wysyłać towaru do Polski, mogła sprzedać go Duńczykom! Mogła machnąć ręką (…) To dzięki niej mamy szansę choć w małym stopniu pokryć zapotrzebowanie! – poinformowała na swoim profilu M. Mielniczuk.

ARM zdecydowała się na zakup kontenera ze Szwecji. To jednak nie oznacza, że fartuchy trafią akurat do Chełma.

Piotr Krawczuk, doradca w Ministerstwie Rozwoju powiedział nam, że Agencja najlepiej wie, jakich materiałów potrzebuje i jakiej muszą być jakości. – Będzie je rozdzielać według zapotrzebowania, które zgłaszają placówki w całej Polsce – powiedział nam. (bf)