Chełmianin wyrusza na podbój Chin!

Rafał Kijańczuk (z lewej) z trenerem Adamem Nowakiem (w środku) - specem od zapasów i Marcinem Poźniakiem, trenerem głównym

W sobotę, 12 maja, cały sportowy Chełm będzie trzymał kciuki za Rafała Kijańczuka z Fabryki Sportu, który w chińskim Shenhzen zadebiutuje na Gali MMA, organizowanej przez znaną na całym świecie rosyjską organizację M-1 Global. Kijańczuk stoi u progu wielkiej kariery w MMA. Przepustką do niej na pewno będzie ewentualne zwycięstwo nad angielskim gladiatorem, Matthew Clempnerem.


O Rafale Kijańczuku zrobiło się głośno po wygranych w efektownym stylu walkach na zawodowych galach w Puławach, Chełmie, czy Lublinie. Z rywalami rozprawiał się w kilkanaście sekund. Nic dziwnego, że utalentowanym zawodnikiem z Fabryki Sportu zainteresowała się znana rosyjska organizacja M-1 Global, z którą Kijańczuk podpisał kontrakt na jedną walkę w dalekim Shenhzen. Tuż przed wyjazdem do Chin, mimo napiętego czasu, wielu godzin spędzanych na treningach, chełmianin znalazł chwilę, by przybliżyć czytelnikom Nowego Tygodnia swoją zawodową karierę.

Nowy Tydzień: – Rafał, od ilu lat walczysz w MMA i kiedy doszedłeś do wniosku, że tę dyscyplinę sportu chcesz uprawiać profesjonalnie?
Rafał Kijańczuk: – Treningi MMA rozpocząłem w 2012 roku. Wkrótce mija 6 lat odkąd trenuje ten sport. Wiadomo, że były różne etapy, raz z większą częstotliwością raz z mniejszą jeśli chodzi o zajęcia, trafiały się też dłuższe przerwy. Profesjonalne podejście do treningu, jak i przygotowań mam natomiast od 7 miesięcy. Właśnie wtedy powiedziałem sobie: albo teraz, albo nigdy, bo i tak dość długo zwlekałem z zawodowymi startami. Myślę jednak, że dobrze się stało, ponieważ mogłem zdobyć doświadczenie amatorskie i dojrzeć do tego sportu.
– Dlaczego MMA, a nie inna dyscyplina sportów walki, np. karate, judo, boks?
– Boks i karate trenowałem na samym początku. To było moje pierwsze podejście do sportów walki. To co mnie przekonało do MMA, to wszechstronność technik w takiej walce, a wiąże się to również z bardzo urozmaiconymi treningami.
– MMA to sport bardzo niebezpieczny, przez wielu uważany za mocno brutalny. W walce zawodnicy są narażeni na utratę zdrowia, a nawet życia. Czy wchodząc do oktagonu myślisz o tym, czy jesteś tak skoncentrowany na walce z przeciwnikiem, że nie przejmujesz się ewentualnymi skutkami?
– MMA jest tak samo niebezpieczne, jak każdy inny sport walki. Nie widzę różnicy w aspekcie kontuzji pomiędzy zawodnikami MMA, a na przykład zapaśnikami czy pięściarzami. Brutalność MMA to bardziej stereotyp wiążący się z tym, że walczymy w klatce. Tak naprawdę nasza walka niczym się nie różni od walk innych dyscyplin, tylko my mieszamy te dyscypliny, no i dochodzą jeszcze uderzenia w walce na ziemi.
– W dotychczasowych walkach amatorskich doznałeś jednej porażki z Michałem Oleksiejczukiem, aktualnie zawodnikiem UFC. Jak uważasz, czy gdybyś wówczas posiadał obecne umiejętności, wynik tej walki mógłby być inny?
– Nie chcę wysuwać takich wniosków, że wygrałbym, bo to nie jest w moim stylu. Na pewno ta walka by inaczej wyglądała. W tamtym momencie była duża różnica pomiędzy nami, Michał mieszał starty zawodowe z amatorskimi. Wówczas miał zawodowy rekord 5-2 a ja toczyłem dopiero 4 walkę amatorską.
– W zawodowym MMA robisz furorę, wygrywasz walki w efektownym i szybkim stylu. Przeciwnicy byli słabi, czy ty byłeś tak mocny?
– Nie chciałbym mówić, że byli słabi, bo nie chcę im niczego ujmować, ale być może nie byli po prostu dopasowani do moich umiejętności. Dochodzi jeszcze fakt, że na samym początku trzeba ostrożnie dobierać przeciwników, żeby mieć możliwość większego marginesu błędów w walce.
– Opowiedz, jak doszło do podpisania kontraktu z M-1 Global. To, że już 12 maja będzie walczył na Gali w Chinach, zaskoczyło Cię mocno? Twoja kariera dzięki temu chyba nabiera dużego tempa…
– Ofertę walki dla M-1 otrzymałem od promotorów Carpathian Warriors, którzy poznali mnie w Puławach, gdzie wygrałem w efektownym stylu z ich zawodnikiem z Ukrainy. Zapamiętali i docenili mnie, za co im dziękuję. Przyjąłem to na spokojnie, bo wiem jak wygląda kontraktowanie walk i od propozycji do otrzymania dokumentów jest długa droga. Dopiero w połowie kwietnia dostaliśmy wszystkie papiery i wtedy zostało to oficjalnie potwierdzone. Był jednak kolejny problem z wizą chińską, gdzie nie mieliśmy pewności czy ją dostaniemy. Ostatecznie otrzymaliśmy ją w ostatnim możliwym terminie przed weekendem majowym, podczas którego konsulat nie pracuje.
– Walka w Chinach będzie jedyną w tym roku poza granicami kraju, czy masz już jakieś konkretne plany? Czy też dopiero wynik tego pojedynku na Gali w Shenhzen da odpowiedź na to pytanie?
– Mam plany na dwie kolejne walki w tym roku, aczkolwiek chcę walczyć jak najczęściej, jeśli zdrowie tylko pozwoli. W lipcu stoczę walkę w Anglii w Southampton z Brazylijczykiem, posiadającym czarny pas w brazylijskim jiu-jitsu. Każdy start uzależniony jest od mojej dyspozycji po poprzedniej walce. Będę bardzo zadowolony, jeśli uda mi się zawalczyć nawet 7 razy w roku.
– Gala w Chinach już w najbliższą sobotę 12 maja. Powiedz, co wiesz o swoim przeciwniku, Angliku Matthew Clempnerze? Jak oceniasz swoje szanse w tej walce?
– Wiemy, że jest bardzo utytułowanym judoką i sambistą. W 2012 roku, kiedy ja zaczynałem treningi MMA, on już zdobywał srebrny medal mistrzostw świata w sambo i startował na igrzyskach olimpijskich w Londynie w judo. Ja natomiast mam bogate doświadczenie amatorskie w MMA, którego on nie ma. Zawodowo mamy podobny bilans, 29 kwietnia stoczył kolejną walkę, którą wygrał w 1 rundzie. Także do walki ze mną przystępuje z rekordem 3-0. Uważam, że nie walczył jeszcze z solidnymi przeciwnikami. Tych, z którymi walczył zdominował siłowo i myślę, że ze mną tak łatwo miał nie będzie. Przede wszystkim jestem bardziej przekrojowym zawodnikiem, z wyraźną przewagą w stójce, podczas gdy on jest typowo jednopłaszczyznowym zawodnikiem. Kluczem do zwycięstwa w tej walce będzie taktyka. Wygra ten, kto narzuci przeciwnikowi swój styl walki.
– Jak wyglądają twoje przygotowania do tej walki?
– Przygotowania są bardzo krótkie jak na tak ważną walkę, aczkolwiek jestem w ciągłym treningu i mam za sobą dobre przygotowanie fizyczne. Trenuję tym razem tylko w Chełmie, gdzie moi trenerzy Marcin Poźniak i Kamil Mirzwa przykładają szczególną uwagę do przygotowań. Ponadto w przygotowaniach pod tego przeciwnika pomagają mi znajomi zapaśnicy.
– Wiadomo już, gdzie będzie można na żywo śledzić twoją walkę?
– Cała gala będzie transmitowana na żywo na stronie organizacji m1global.tv i w aplikacji mobilnej M1 Global TV. Wystarczy tylko zarejestrować się na darmowym koncie i można oglądać. Trzeba pamiętać o dziwnej porze transmisji z racji innej strefy czasowej w Chinach, gdzie różnica czasu wynosi 6 godzin w stosunku do czasu polskiego.
– Czego życzy się zawodnikom MMA przed wejściem do oktagonu?
– Chyba zdrowia przede wszystkim. A tak po za tym „rób swoje” i nic więcej.
– W takim razie zrób swoje w Chinach!
* * *
Rafał Kijańczuk składa wielkie podziękowania dla Marcina Poźniaka i Kamila Mirzwy z Fabryki Sportu Chełm za solidne przygotowanie go do tej walki jak i do wcześniejszych. – Dziękuję również moim sponsorom, firmom: Beltor, LGK Octagon, MB Bartecki, POLSTELLIT, Epaka Krasnystaw, Greg&Paul Auto Services Limited, Instytut Witaminowy Lublin, dzięki którym mogę się poświęcić dla tego sportu – dodaje R. Kijańczuk. – Chciałbym zaprosić również nowe firmy do wspierania mnie na sportowej drodze oraz współpracy sponsoringowej. (ps)