Chełmscy ratownicy wyróżnieni

Z całej Polski niewielu uzyskało awans zawodowy, wśród nich są ratownicy z chełmskiego WOPR

Tylko sześciu ratowników z całej Polski spełniło wymogi do awansu zawodowego. Wśród nich znaleźli się dwaj członkowie Rejonowego WOPR w Chełmie. Niestety, po powrocie czekała na nich smutna rzeczywistość…

Tak, jak policjanci cieszą się z odznaczeń i awansów przyznawanych podczas corocznych obchodów Święta Policji, tak ratownictwo wodne ma swoje święto przypadające na dzień 29 czerwca. Dla nich również oznacza to przyznawanie nowych uprawnień, z tą różnicą, że najpierw musza przejść specjalistyczne szkolenie, zdać egzaminy teoretyczne oraz praktyczne z pływania i nurkowania pod wodą. Lekko nie ma.

W tym roku szkolenie centralne w ośrodku „Tama”, organizowane przez Zarząd Główny Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, zakończyło się przyznaniem tytułu Starszego Ratownika WOPR dla zaledwie 6 ratowników z całego kraju (wielu kandydatów odpadło już na etapie przesyłania dokumentów). W gronie najlepszych znaleźli się dwaj członkowie Rejonowego WOPR w Chełmie, Grzegorz Zupan i Robert Kasprzak. Wyżej w hierarchii stoją od nich tylko instruktorzy WOPR oraz instruktorzy-wykładowcy. Tytuł instruktora, czyli przedostatni z możliwych stopni awansu, uzyskał natomiast Artur Klaudel, również z chełmskiego WOPR.

Wyróżnienie w tak wąskim gronie tym bardziej zasługuje na uznanie. Przykre jest niestety to, że choć na co dzień starają się edukować i upominać wypoczywających nad Jeziorem Białym, skutek bywa różny.

– Ludzie powtarzają wciąż te same błędy, a efekt zawsze jest taki sam. Nie pilnują dzieci, wypływają z nimi na kajakach czy rowerach wodnych bez kapoków i lekceważą fakt, że woda to żywioł – jest niebezpieczna. Wciąż zwracamy uwagę wczasowiczom, by pamiętali o kamizelkach, tym bardziej dla swoich dzieci. Upominamy, gdy ktoś pływa kajakiem po jeziorze i po alkoholu, albo gdy bez namysłu wypłynie na materacu czy flamingu zbyt daleko od brzegu – mówi Grzegorz Zupan.

Plagą są wciąż skoki na główkę do jeziora. W sobotę (20 lipca) Grzegorz, który pełnił dyżur wraz z Krzysztofem Bąkowskim, odebrał zgłoszenie od dyspozytora do akcji ratunkowej przy ośrodku „Słoneczna przystań”. Dzwonił strażak-ochotnik z prośbą o interwencję. Gdy płynęli na miejsce, machał im z oddali, podczas gdy na pomoście świadek zdarzenia udzielał już pomocy młodemu, nieprzytomnemu mężczyźnie – ofierze skoku do wody. – Ledwo oddychał. Udrożniliśmy mu drogi oddechowe, a następnie prowadziliśmy akcję reanimacyjną wraz z zespołem ratownictwa medycznego. To było czyste szaleństwo, bez chwili do stracenia. W końcu udało nam się go zabezpieczyć, a w międzyczasie przbyło Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Śmigłowiec wylądował na boisku w Okunince i tam doszło do przekazania pacjenta – opowiada G. Zupan.

Zaledwie kilka godzin wcześniej ściągali z wody beztroskich pływaków, a dwa dni później z jeziora wyciągnięte zostały zwłoki poszukiwanego od piątkowej nocy uczestnika wieczoru kawalerskiego. Ojciec denata na widok zmarłego syna doznał ciężkiego ataku szoku. Konieczna była pomoc i podanie tlenu mężczyźnie. – To są ludzkie tragedie, nie jest łatwo na to patrzeć – mówi Zupan. (pc, fot. Białostockie WOPR)