Chełmsko-niemiecka bariera komunikacyjna

– Cieszę się, że na media lokalne w Chełmie wciąż jeszcze można liczyć – chwali „Nowy Tydzień” tłumaczka przysięgła reprezentująca dwóch Niemców, którzy nie mogli porozumieć się z chełmską policją w kwestii odbioru skradzionego im mienia znacznej wartości.

Chodzi o 11 silników zaburtowych, ujawnionych w maju ubiegłego roku na terenie jednego z magazynów w Dorohusku. Jak się szybko okazało, urządzenia, których wartość oszacowano na około 300 tysięcy złotych, zostały skradzione w Niemczech. Choć większość z nich miała usunięte oznaczenia identyfikacyjne, udało się dotrzeć do właścicieli.

– Dwaj obywatele niemieccy z Berlina wyrazili wolę przyjazdu do Chełma po odbiór swojej własności. Pandemia i zamknięta granica uniemożliwiły jednak przyjazd pod koniec ubiegłego roku. Panowie chcą przyjechać teraz, we wrześniu, ale muszą wcześniej się umówić, zarezerwować hotel itd. Z Berlina do Chełma to nie wyskok za róg – opowiada reprezentująca Niemców tłumacz przysięgła, która w ubiegłym tygodniu poprosiła nas o pomoc w tej sprawie.

Jak mówi kobieta, zarówno sami poszkodowani, jak i ona, bezskutecznie próbowali skontaktować się z chełmską komendą policji, by umówić termin odbioru odzyskanych silników. Na e-maile nikt jednak nie odpisał, a telefon pozostawał głuchy. – Chełm obraził się na Berlin i basta! – komentuje.

Jak ustaliliśmy, prowadzący sprawę policjant przebywa na zwolnieniu lekarskim. Ostatecznie jednak udało się porozumieć z organami ścigania. Chełmscy policjanci odszukali e-mail od Niemców, którzy czekają na dalsze informacje. – Mam nadzieję, że tym razem się uda. Bardzo dziękuję za pomoc. Cieszę się, że na media lokalne w Chełmie wciąż jeszcze można liczyć – chwali „Nowy Tydzień” tłumaczka przysięgła z Niemiec (co – z wrodzoną skromnością – odnotowujemy wyłącznie z dziennikarskiego obowiązku). (pc)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here