Chwile grozy przy Chełmskiej

Podtruty czadem palacz kotłowni i ewakuowany przez strażaków cały blok – we wtorek mieszkańcy budynku wielorodzinnego w Woli Uhruskiej przeżyli chwile grozy, bo do ich mieszkań przewodami wentylacyjnymi dostał się zabójczy tlenek węgla. Nieprzytomnego palacza znaleźli i uratowali dwaj mężczyźni – Marcin Mikulski i Marek Charuk.

Marcin Mikulski i Marek Charuk we wtorek (5 grudnia) wykonywali prace budowalno-remontowe w bloku przy ulicy Chełmskiej w Woli Uhruskiej. – Gdy przechodziliśmy obok schodów prowadzących do kotłowni w wejściu zauważyliśmy leżącego mężczyznę – mówi M. Mikulski. – Natychmiast do niego podbiegliśmy i od razu wynieśliśmy go na zewnątrz, na świeże powietrze. Szybko wezwaliśmy też pomoc. Jako pierwsi na miejscu pojawili się strażacy z OSP w Woli Uhruskiej i to oni podali tlen nieprzytomnemu. Potem zabrało go pogotowie – dodaje pan Marcin. Zatruty czadem palacz, a kto wie, czy też nie inni mieszkańcy bloku życie zawdzięczają właśnie tym dwóm mężczyznom. Nie wiadomo bowiem, co by się stało, gdyby nikt go nie zauważył. Wkrótce na miejscu zjawiły się też 3 jednostki JRG z Włodawy. – Nie był to pożar, a bardzo duże zadymienie – mówi Waldemar Makarewicz z PSP we Włodawie. – Nasze działania skupiły się na zlokalizowaniu źródła zadymienia. Niestety, konieczna okazała się ewakuacja wszystkich 25 mieszkańców bloku, bo nasze urządzenia wykryły w mieszkaniach tlenek węgla, który rozprzestrzenił się z kotłowni po całym budynku przewodami wentylacyjnymi realnie zagrażając zdrowiu, a nawet życiu ludzi. Po przewietrzeniu wszystkich pomieszczeń ich lokatorzy mogli wrócić do środka. Przyczyną zadymienia okazał się zbyt mało drożny przewód kominowy – dodaje Makarewicz.
Empatią i zaangażowaniem w pomoc mieszkańcom zaangażował się też obecny na miejscu wójt gminy, Jan Łukasik, który dla ewakuowanych osób organizował pierwszą pomoc i nocleg. Na szczęście okazały się one niepotrzebne, bo po kilku godzinach wietrzenia strażacy ok. godziny 19 pozwolili ludziom wrócić do mieszkań.
Najbardziej prawdopodobną przyczyną zaczadzenia było zawalenie się sadzy w kominie, która spadła do pieca, skutecznie go zatykając. Palacz usiłował usunąć usterkę, ale ze względu na bardzo duże zadymienie i wydobywający się z instalacji tlenek węgla, nie dał rady. Bardzo szybko się podtruł, bo nie był w stanie samodzielnie wydostać się na zewnątrz. Stracił przytomność praktycznie w samych drzwiach. Na szczęście szybka reakcja M. Mikulskiego i M. Charuka oraz podanie tlenu przez strażaków sprawiły, że z tej przygody uszedł z życiem. Jego stan w szpitalu poprawił się na tyle, że jeszcze tego samego wieczoru wyszedł do domu. (bm)