Co się odwlecze…

Żeby jak najdłużej odwlec odpowiedź na pytania naszej redakcji, starosta chełmski chwyta się zagrań rodem z piaskownicy. Chce, żebyśmy udowadniali, że dziennikarz, który zadaje mu pytania, na pewno jest dziennikarzem. Czyżby umowa użyczenia służbowego samochodu na prywatny wypad z żoną, o co dopytujemy, nie była poprzedzona konieczną do tego uchwałą zarządu powiatu?

Wypad na urlop z żoną służbowym samochodem powiatu chyba odbija się czkawką staroście chełmskiemu Piotrowi Deniszczukowi. Kolejna gazeta pisze o prywacie starosty i odręcznie uzupełnionej umowie użyczenia auta. Umowę redakcje mogły zobaczyć oczywiście dopiero po powrocie starosty z wypadu do kurortu. To tylko podsyca podejrzenia, że była sporządzona i podpisana już po fakcie, gdy sprawa prywaty ujrzała światło dzienne.

Lokalni samorządowcy wciąż są zdumieni zachowaniem starosty. I mówią, że nigdy nie przyszedłby im do głowy pomysł, żeby zabrać samochód pracownikom i popędzić nim na wczasy. Na dodatek nie płacąc za to ani złotówki. Bo, zgodnie z umową, użyczenie auto było bezpłatne.

Ale zdaniem jednego z prawników każda umowa użyczenia powinna być poprzedzona uchwałą rady powiatu a przynajmniej uchwałą zarządu powiatu. Zresztą taką praktykę powiat chełmski do tej pory stosował. Gdy użyczał nieruchomości po dawnym liceum w Rejowcu, zgodę na to wyrażała rada powiatu. Gdy użyczano bezpłatnie remonter gminom, uchwałę podejmował zarząd powiatu.

Aby rozwiać wątpliwości i rosnące domysły, że urzędnicy przygotowali i podpisali umowę dopiero po całym zamieszaniu i powrocie starosty z urlopu, poprosiliśmy o przesłanie skanu uchwały zarządu powiatu w tej sprawie. Chcieliśmy także, aby prawnik powiatu wypowiedział się czy przepisy wymagają takiej uchwały czy nie. Po dwóch tygodniach zamiast odpowiedzi starosta przesłał autorowi pytań pismo:

„W związku z faktem, iż powołuje się Pan na status dziennikarza Nowego Tygodnia w Chełmie warunkiem uzyskania dostępu do informacji publicznej w trybie art. 3a ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (…) jest potwierdzenie, że jest Pan przedstawicielem prasy”. Starosta chciał, aby przesłać mu jakiś dokument uwiarygadniający pracę dla redakcji Nowego Tygodnia.

Oczywiście nie ma nic dziwnego w tym, że urzędnik chce wiedzieć czy rozmawia z przedstawicielem prasy. Ale chyba głowa już nie ta, bo przez ostatnie pięć lat setki razy rozmawiał i korespondował z autorem pytań i przecież wie, że jest on dziennikarzem.

Oczywiście to płytkie zagranie ma pewnie na celu zwlekanie z odpowiedzią na pytania dotyczące uchwały zarządu. To jeszcze bardziej każe nam drążyć temat.

Starosta w tym w samym piśmie przyznał, że jeśli nie otrzyma potwierdzenia pracy dla redakcji, pytania zostaną potraktowane jako wniosek „obywatelski”, a odpowiedź przesłana zgodnie z treścią ustawy o dostępie do informacji publicznej – oczywiście w dłuższym terminie. Ale co się odwlecze…

A skoro starosta lubi przytaczać paragrafy, to może niech przeczyta ten dotyczący utrudniania pracy mediom i konsekwencji, jakie mogą go za to spotkać – zwłaszcza art. 44.1 – wspomnianej ustawy Prawo prasowe. (bf)