COVID znowu uderzy?

Ministerstwo Zdrowia już zapowiada, że szykuje się na „drugą falę koronawirusa” i choć ponowny szczyt zachorowań typowany jest na okres grypowy, czyli grudzień/styczeń – to ponownego uderzenia pandemii mamy (zdaniem urzędników) spodziewać się już we wrześniu.


Może to oznaczać powrót do niektórych obostrzeń, w tym także tych motywowanych obawami o „nadmierne obciążenie ochrony zdrowia”. Tymczasem sprawdzamy kolejne konkretne dane wskazujące, że nawet w najgorszym okresie lockdownu – nawet nie zbliżono się do pełnego wykorzystania rezerw, zwłaszcza sprzętowych polskiej, w tym i lubelskiej medycyny.

Respiratory stały niewykorzystywane

Jak już wiemy – sytuacja epidemiczna Polski odznacza się stabilnym trendem zarażeń, w efekcie czego do dzisiaj było ich w Polsce ponad 41 tysięcy. Jak być może jednak pamiętamy – najważniejsza miała być nawet nie liczba zarażeń i zachorowań, ale groźba przeciążenia szpitali. I tu okazuje się, że od pewnego czasu liczba hospitalizacji jest niemal stała – tzn. leczonych jest po ok. 1,6 tys. pacjentów, zaś pod obserwacją znajduje się nie więcej niż 10 tysięcy osób. W całym kraju, powtórzmy, a to ilość do zagospodarowania łóżkami zakaźnymi jakichś trzech województw. I nie było więcej nawet w szczycie restrykcji.

I wreszcie wskaźnik trzeci – te straszne kolejki po respiratory, w których w męczarniach mieli umierać duszący się na COVID-19. Jak na pewno pamiętamy (w końcu dobra pamięć jest kluczowa przy takich psychozach) – respiratorów po ostatnich zakupach mamy w Polsce 11.100. A ile obecnie jest zajętych z powodów koronawirusa? – Mniej niż 80 – przyznaje Wojciech Andrusiewicz, rzecznik ministra zdrowia. Nie osiem tysięcy – a 80 sztuk. I nie było na raz udzielane więcej świadczeń tego typu niż 140.

Wyjątkowo droga paranoja…

Należałoby się zastanowić nad sensem zakupów tysięcy sztuk sprzętu, który choćby najlepszy, ale nieużywany, bez stałych kontraktów na świadczenia z NFZ – jest tylko kupą żelastwa, kosztującą miliony, których zabraknie być może na inne, realnie potrzebne urządzenia. Ktoś na tym zastraszeniu ewidentnie zarobił i to ładnych parę groszy, skoro początkowo narobiono paniki, że rzeczonych urządzeń jest 10 razy mniej, do zakupów rzuciły się więc i samorządy, i spółki Skarbu Państwa działające w jakże ratunkowym trybie sponsorskim – a każda taka maszynka chodzi co najmniej po 100.000 zł. Dla samych zakupów ministerialnych (czyli przeszło 1.200 stuk) – daje to ponad 130.000.000 zł (co udało się ustalić posłom z sejmowej komisji zdrowia – wiadomo, rząd z zasady kupuję kapkę drożej, jak to w hurcie, ale za to za podatników…).

Jeśli teraz nie wyciągniemy z tego wniosków, to naprawdę jesienią nam wmówią lądowanie kosmitów.

Lubelszczyzna – też nie ma się czego bać

O te same liczby i ilości zapytaliśmy Lubelski Oddział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia. Ministerstwu ustalenie faktów i danych liczbowych zajęło niespełna dwie godziny. Lubelscy urzędnicy by ustalić ile w regionie jest respiratorów, ilu udzielono przy ich użyciu świadczeń i jakie były tego koszty, a także ile wykonano testów na wirusa SARS-CoV-2 metodą RT-PCR – potrzebowali dwóch tygodni. Od razu człowiek czuje się zdrowiej wiedząc w jak fachowych rękach znajdują się jego składki…

Najważniejsze jednak, że w końcu się udało.

– Liczba respiratorów wykazanych w zasobach potencjału w ramach umów zawartych przez Lubelski OW NFZ w rodzaju leczenie szpitalne wynosi: wg stanu na 1 stycznia 2020 r. – 562, wg stanu na 9 lipca 2020 r. – 584 – poinformowała Małgorzata Bartoszek, rzeczniczka LOW NFZ.

Jak więc widać – nie mieliśmy, ani nadal nie mamy żadnych powodów do obaw, że sprzętu zabraknie – zwłaszcza, że go za blisko 2,5 mln zł dokupiono…

Ciekawsze są jednak dane dotyczące obłożenia respiratorów (nie tylko ze względu na koronawirusa, bowiem sprawozdawczość szpitalna podobno nadal nie wyodrębnia tej kategorii świadczeń). Jak podaje pani rzecznik – W I i II kwartale roku 2019 i 2020 r. liczba hospitalizacji zrealizowanych m.in. przy użyciu respiratorów w ramach umów zawartych przez Lubelski OW NFZ w oddziałach szpitalnych wyniosła odpowiednio:

Jak widać – w 2020 r., w szczycie pandemii – liczba świadczeń udzielanych przy użyciu respiratorów była niższa niż w analogicznych okresach roku ubiegłego!

A zatem i ministerstwo, i NFZ, i organy prowadzące szpitale (w tym zwłaszcza samorząd województwa) – wiedziały znakomicie, że nie ma obaw na pojawienie się na Lubelszczyźnie „zabójczych kolejek”. Mimo to jednak straszono nas dalej – bo to przecież… czysty wydatek (czyli czyjś zysk). Jak wreszcie udało się ustalić Funduszowi – tylko „w okresie od kwietnia do czerwca 2020 r. Lubelski OW NFZ sfinansował 19.209 testów na obecność koronawirusa na łączną kwotę ponad 3,8 mln zł” – poinformowała rzecznik Małgorzata Bartoszek.

Cóż, pieniądz jest pieniądz. Czy już rozumiemy więc czemu „druga fala pandemii” naprawdę musi przyjść?

TAK

Liczba wykonanych hospitalizacji oraz wartość wykonanych hospitalizacji sfinansowanych przez NFZ w zależności od okresu:
I kw. 2019
762 16 947 393,72 zł
II kw. 2019
822 30 043 282,71 zł
I kw. 2020
643 16 519 695,43 zł
II kw. 2020
507 17 298 955,92 zł