Criminal tango

Centralne Biuro Antykorupcyjne uważa, że były dyrektor lubelskiego Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego Krzysztof Babisz (niegdyś sejmikowy radny PO i lubelski kurator oświaty) dopuścił się „niegospodarności i naruszenia dyscypliny finansów publicznych” w kierowanej przez siebie placówce. Z kolei przed lubelskim sądem rozpoczął się proces Artura Habzy, byłego dyrektora departamentu gospodarki i współpracy zagranicznej Urzędu Marszałkowskiego za czasów PO-PSL, odpowiadającego za „przekroczenie uprawnień służbowych i działanie na szkodę interesu publicznego w związku z poświadczeniem nieprawdy w dokumentach”. Czy to walka z aferami, czy polityczna zemsta?


Kraśnickie rozgrywki?

Babisz bezprzetargowo wynajął działkę w Kraśniku pod otwarcie tam nowego Ośrodka. Tym samym związał kierowaną przez siebie instytucję umową na 138 miesięcy o łącznej wartości 2 milionów 36 tysięcy złotych. Według CBA naruszył prawo, bo zakup i budowa własnych obiektów byłaby znacznie tańsza i korzystniejsza, nadto zaś dostępne były oferty tańsze od wybranej. Zdaniem polityka działał on w najlepszym interesie WORD-u oraz dla wygody kandydatów na kierowców powiatu kraśnickiego.

Krzysztof Babisz, nim został radnym sejmiku i kuratorem oświaty, był zastępcą kontrowersyjnego burmistrza Kraśnika, Piotra Czubińskiego, skazanego później prawomocnym wyrokiem za łapówkarstwo. Ekipa Czubińskiego była w ostrym sporze politycznym z obecnym marszałkiem województwa, liderem kraśnickiego PiS, Jarosławem Stawiarskim, który w 2006 roku przegrał z Czubińskim wybory na burmistrza. Opozycja widzi więc w akcji przeciw Babiszowi tak polityczną, jak i osobistą vendettę.

Polegnie na misji?

Z kolei Artur Habza (PSL), odwołany po objęciu rządów w województwie przez PiS ze stanowiska dyrektora departamentu gospodarki i współpracy zagranicznej urzędu marszałkowskiego, odpowiada przed sądem za przekroczenie uprawień, działanie na szkodę interesu publicznego i poświadczenie nieprawdy w dokumentach.

Chodzi o organizację przez urząd marszałkowski w 2015 roku misji gospodarczej do Uzbekistanu. Miała w niej wziąć udział firma, który w pierwszej kolejności nie została z powodów formalnych zakwalifikowana do wyjazdu i dopiero po odwołaniu się i uwzględnieniu reklamacji przez Habzę znalazła się w gronie kilku firm, które wyjechały do Taszkientu.

Przeprowadzona rok później przez CBA kontrola w urzędzie miała wykazać, że podpis jednego z właścicieli firmy na dokumentach aplikacyjnych do udziału w misji został podrobiony. Według ustaleń śledczych miały to zrobić pracowniczki departamentu na polecenie dyrektora Habzy. Swoim czynem miał wyrządzić szkodę w wysokości ponad 11 tys. zł, bo tyle dopłacał urząd do udziału każdej firmy w wyjeździe do Uzbekistanu. Tyle, że firma faktycznie wzięła udział w misji i spełniała merytoryczne kryteria kwalifikujące do takiego wyjazdu.

– Jestem przekonany, że ta sprawa zakończy się w sądzie korzystnym dla mnie orzeczeniem – mówił nam po odwołaniu ze stanowiska Artur Habza.

Proces właśnie się rozpoczął. Obie pracownice departamentu przyznały się do winy i zgodziły na poddanie karze. Habza domaga się uniewinnienia. TAK