Cudnie i kolorowo rozświetlona ciemność

Na festiwal ten jak zwykle złożyło się mnóstwo wydarzeń: koncerty, wystawy sztuki w galeriach i instalacje, spektakle teatralne. Jednak noc z 3 na 4 czerwca nie była nasycona artystycznie więcej niż w minione lata, może nawet mniej. Imprezę zdominowały sztuki wizualne. Zyskały na tym niektóre uliczki, skwery i podwórka opodal Starego Miasta. Lecz główną rolę, i tak naprawdę jedyną, odgrywała przestrzeń staromiejska.


Chyba większość uczestników Nocy Kultury rozpoczęła swe peregrynacje festiwalowe na Krakowskim Przedmieściu, lecz ono jakieś bez wyrazu w tym roku. Klimat próbowała ocieplać aranżacja ulicznych lamp stylizowana na barwne abażury przez grupy artystyczne Atak Spawacza i Stare Szyje – szkoda że jedynie po stronie parzystej ulicy. Przed kościołem św. Ducha wystąpił duet raperów: Michał Kozak – Patryk Dawidowicz, wspomagający się beat-boxowym instrumentarium. Przed ratuszem mocne rytmy dobiegające z londyńskiego piętrusa – przerobiono go na ruchomą scenęs objeżdżającą tej nocy sporą część miasta.
– Mamy tu niepowtarzalną atmosferę zabawy i muzycznej improwizacji. Każdy może wsiąść i włączyć się w jam-session. Do jazdy dołączamy m.in. na przystankach: Brama Krakowska, plac Wolności czy kampus UMCS – zachęcał Arek Kaźmierak z CK będący dyspozytorem tej „jazzowej linii”. I to jedyne (przynajmniej w godz. 21-23) muzyczne atrakcje na deptaku.
Przed zanurzeniem się w lubelskie „Soho rozrywki” – Stare Miasto, jeszcze tylko spojrzenie na projekt „Hydrozagadka – wieża ciśnień 2017” przy placu Wolności. Ta instalacja artystyczna i historyczna przewyższa okalające ją kamienice. 22-metrowa wieża należała niegdyś do Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Lublinie. Teraz wyrosła w jej miejscu po 70 latach nieobecności, jej wierna makieta. Jej projekt graficzny, obejmujący powierzchnię 700 mkw., wykonał Kolektyw Kilku.com.

Poprzez Bramę Krakowską

… ciągnął nieprzebrany, festiwalowy tłum na niezwykle atrakcyjne tej nocy Stare Miasto. Trybunał w rynku ozdabiało mnóstwo balonów – wypływały całą masą z okien w barwach tego wieczoru: żółć, pomarańcz, czerwień i róż.
Zaskakiwała ul. Jezuicka, którą trudno było przejść obojętnie, gdyż kusiła każdego „Grami Ulicznymi”. To swoisty tor przeszkód, który przypomniał nam dzieciństwo, podwórkowe zabawy w gumę czy klasy. Tę instalację artystyczną wykonała Niezależna Grupa Piękno Panie.
W pobliżu bramy Rybnej ustawiono „Floral” – wielobarwna instalację z żywych kwiatów i liści. Ozdobne rośliny pokryły 40 mkw. ścian wewnątrz bramy i stały się jedynym w swoim rodzaju „żywym muralem”. Dalej, już przy placu Rybnym, inna ekologiczna instalacja, na znajomym klombie wokół wierzby. To „Zielona Herbatka”, mająca niezwykłych autorów – stworzyły ją lubelskie przedszkolaki. Zasadziły one roślinki w… naczyniach kuchennych: zbędnych, wyszczerbionych, np. filiżankach, kubkach, wazonikach.
W tej scenerii widzowie obserwowali tajemniczy spektakl „Tayri-Huku-Cariad”, który wystawiał Teatr Imperialny – 12 studentów teatrologii UMCS, rzecz o miłości przez pryzmat

X Przykazań…

Ulicę Grodzką ubarwiały „Ba!Lony” Jarosława Koziary i „Łapacz Snów” Małgorzaty Wasilek i Wiktorii Bryczkowskiej. Przy Archidiakońskiej podziwialiśmy „Wycinanki z Lasu” – aluzyjną ekspozycję autorstwa Anny Fuszary. Była tu też wystawa „Dachy Starego Miasta” – zdjęcia Mirosław „Nordyk” Jurczuk wykonał z poziomu dachów, dzięki czemu ich odbiorca mógł poczuć się jak na spacerze „granią” lubelskich kamienic.

Plac Po farze i okolice

Tu odbyły się koncerty, które skupiały najwięcej publiczności. Może i trudno nazwać muzyką to, co „grali” Groove Onkels, perkusyjno-recyklingowe show z Niemiec. Ich motto brzmi „Rytm jest w wiadrze…” Czwórka przezabawnych „śmieciarzy” wydobywała dźwięki z owych pojemników – z wiader, butelek – przy pomocy łyżek, ale i WC-szczotek tworząc przy tym komiczną choreografię. Słyszeliśmy ich wiele razy tego wieczora. Pomiędzy tymi występami przyziemie dawnej fary rozświetlał przez godzinę laserowy show do ostrej muzyki transowej na zmianę ze utworami Bacha, Vivaldiego i innych. To naprzemienne widowisko skupiało ogromną liczbę widzów, nie licząc słuchaczy z pobliskich wybiegów kawiarni.
– Jesteśmy tym zauroczeni w warstwie dźwiękowej i efektów świetlnych – mówili Halina Staszczak z Krasnegostawu oraz Ewa Wójcik i Konrad Łukasik z Lublina. Inni widzowie też byli zgodni co do tego, że to chyba najlepsza scena wydarzeń Nocy Kultury.
Równocześnie na Grodzkiej, przed siedzibą Warsztatów Kultury (organizatora festiwalu), występował duet: Łukasz Jemioła z Lublina i czeski beat-boxer Tiny Beat z Pragi. Ten spontaniczny koncert hitów z niemal wszystkich stylów muzyki przyciągnął ok. 1000 widzów, tworząc zator na ulicy. Królowała piosenka „Pocztówka z Lublina”, która jest przebojem jubileuszu 700-lecia miasta.
Tymczasem w Teatrze Starym przez 5 godzin trwała erupcja nieskrępowanego jazzu w wykonaniu takich muzyków, jak: Dorota Miśkiewicz, Henryk Miśkiewicz, Krzysztof Herdzin, Robert Kubiszyn, Paweł Pańta. To wybitni artyści, którzy lubią i siebie nawzajem, i lubią Lublin.

Nowe życie niektórych ulic

Ta noc faworyzowała zapyziałą dotąd ul. Furmańską. Możemy tu było dotknąć ceramicznych kamieniczek-lampionów w projekcie „Historie z gliny”. Między śmietnikami podwórka spotykaliśmy wielkie, kolorowe „Kokony”, zrobione ze sznurów i kleju. Obok, z bramy, wyglądała wielkoformatowa ryba, widać było ptaki w formie mega-lampionów z wikliny i papieru. To projekt „Tzim Tzum”, który wykonali Francois Monnet i Isabel Barthelemy (Francja). Na jednym z tych tworów wyświetlano animację, a z innego dochodziła niezwykła pieśń – „Hamelachim” skomponowana przez Horowitza, tj. Widzącego z Lublina, nagrana specjalnie na Noc Kultury. Podobne instalację znaleźliśmy w lubelskiej Galerii Gala – wykonali ją artyści Vichy wraz ze studentami KUL i adeptami florystyki pod kierunkiem Pawła Adamca.
Noc Kultury pozostanie na dłużej przy Cyruliczej 4 za sprawą muralu „Czułość Ryb” na wielkiej ścianie kamienicy (projekt Rafał Eret, wykonanie Cezary Hunkiewicz). Na tym podwórku uczestnicy Nocy natknęli się też na instalację „W gąszczu chrząszczy” składającą się z dużych rzeźb (autor Cezary Sielicki) ozdobionych przez grupę lubelskich artystów. Tuż po imprezie „chrząszcze” trafią na teren przed Galerią Labirynt, gdzie będą dalej bawiły oko. Interwencja artystyczna na tyłach Lubartowskiej nosiła nazwę „Stworzenie świata”, co oby się kojarzyło z rewitalizacją zaułka.

Kierunek Lubelski Zamek

Wspinających się po stopniach do jego bram ludzi oczarowywał „Efekt Motyli”. To tysiące papierowych owadów – żmudna robota wykonana przez Kat Grudzień, zafascynowaną sztuką origami.
W tę Noc na Zamku teatr neTTheatre świętował swoje 10. urodziny. Na dziedzińcu trwał koncert „Dzieci Wieszcze”, który wypełniały obrazy i muzyka ze spektakli z ostatnich 5 lat: „Morrison/Śmiercisyn”, „Bieguny”, „Hideout/Kryjówka”, „Znak Jonasza”, „Pudełko” oraz „Requiem”.
– Posłuchaj! To do ciebie! W naszych podróżach poszukujemy dalekich krewnych… Dziś wracamy, by ci wszystko opowiedzieć, jeszcze raz zatańczyć z duchami. I będziemy te gusła odprawiać razem – zachęcał Paweł Passini, twórca tej ambitnej sceny, tutaj grający na keyboardzie i śpiewający wraz z improwizowaną kapelą – korzenną, klezmerską.
Wiele mądrości było słychać z ust aktorów neTTheatre w ramach owej śpiewogry – m.in. słynne Norwidowskie słowa o polskim narodzie i tworzonej przez niego społeczności, o patriotyzmie osobistym, a nie „dekretowanym” przez państwo. Aż żal, że tak mało ludzi zostawało dłużej w kręgu tej aury. Dokąd szli?
Tuż obok, z dachu Tarasów Zamkowych płynęła muzyka polsko-brytyjskiej pary: Smolik i Kev Fox oraz warszawskiej formacji New People: mieszanka stylów pop lat 70-tych i disco. Teraz wiemy skąd te puste krzesła przed sceną na Zamku…
Inny w brzmieniu i w innym miejscu był duet Groove Brothers – to bracia Jacek i Wojtek Fedkowiczowie. Muzyczne inspiracje czerpią ze stylów dub, elektronic oraz techno. Grali dla nas na Kowalskiej. Wokół było niewielu słuchających. I tyle na tej ulicy, która w ubiegłą Noc Kultury tętniła życiem, miała warszawski i lwowski sznyt.
– Oj, to już zupełnie nie ta atmosfera, nie ta ulica co rok temu. Tamta Noc Kultury była niezapomniana – stwierdził Artur Szczepaniak fotografujący stado świetlistych meduz nad gmachem kasyna.

A w Centrum Spotkania Kultur?

Trwały tam targi dobrego stylu „East and Art” i wydarzenia towarzyszące. – Sztuka inspiruje, zasila swoimi zasobami niemal każdą dziedzinę. Kreatywność i szeroko rozumiane wzornictwo przemysłowe są obecnie nośnikiem idei i wyrazem naszych potrzeb. Każdy element tych targów to pomysł i inspiracja, ale również pytanie – uzasadniał taki właśnie udział CSK w Nocy Kultury Piotr Franaszek, dyrektor. Będą to cykliczne targi dobrego stylu, których mieliśmy oto premierową edycję. W specjalnie zaprojektowanych concept store’ach, w formie loftowych kubików, w stylowo wyposażonej przestrzeni showroomu oraz przestrzeni Centrum można było zobaczyć, a także kupić produkty projektantów mody, artystów, designerów, producentów przedmiotów codziennego użytku, wziąć udział w pokazach mistrzów florystyki, stylistyki fryzur, cukiernictwa.
40 wystawców z branży life-style zakręconych na punkcie „dizajnu” dowodziło, że dzięki ich produktom i usługom uczynimy życie przyjemniejszym, ciekawszym, ponoć ładniejszym. Była to więc raczej Noc Concept Store’ów, w których przyglądamy się nowym zjawiskom, odczytujemy aktualne trendy życia. Sporo było dzieci, które miały swoje warsztaty umiejętności, wystawy, pokazy. W CSK można było też zwiedzać salę operową, do późna też niepokoić pszczoły w Miejskiej Pasiece Artystycznej.
Zbyt ostra iluminacja w Centrum Spotkania Kultur wyraźnie onieśmielała dorodny tej nocy księżyc nad bryłą gmachu.
Marek Rybołowicz