Cwani, groźni, (nie)skuteczni

Wydawało się im, że znaleźli patent na skok idealny. Bardzo młodzi, ale dobrze przygotowani do brudnej roboty. Włodawianie z wiatrówką napadali i kradli nie tylko na terenie woj. lubelskiego, ale też mazowieckiego. Wpadli po napadzie na chełmskie punkty z automatami do gier.

– Udowodniono, że są odpowiedzialni za dwie kradzieże z włamaniem, ale sprawa ma charakter rozwojowy – mówi Andrzej Lebiedowicz, zastępca prokuratora rejonowego w Chełmie.
Wygląda na to, że trzej mieszkańcy powiatu włodawskiego w wieku od 18 do 21 lat mają na swoim koncie sporą liczbę kradzieży. Najwyraźniej albo ktoś pomagał młodzikom w opracowaniu planu działania, albo rabusie obejrzeli wcześniej sporo filmów akcji. Przed każdym skokiem wyruszali do Lublina, brali auto z wypożyczalni, wracali i zmieniali tablice rejestracyjne. Potem ruszali na łowy. Nigdy przez miasto, zawsze peryferiami, na uboczu – by monitoring nie zarejestrował samochodu. Napadali z wiatrówką i atrapą broni palnej, a łupy wywozili w ustronne miejsce.
Prokuratura podejrzewa, że szajka spod Włodawy odpowiada za kradzieże z włamaniem m.in. na terenie Hańska (pow. włodawski), Pokrówki czy Lubartowa. Młodzi mieli też dokonać w listopadzie napadu na stróża pilnującego automatów do gier w jednym z lokali na terenie Mińska Mazowieckiego. Poturbowali mężczyznę i uciekli z maszyną. Skórka wyprawki okazała się niewarta, bo za wypożyczenie auta i paliwo zapłacili ok. 400 zł, a ze skradzionego automatu wyciągnęli jedynie 350 zł. Przekalkulowali to i najwyraźniej postanowili nie zapuszczać się więcej tak daleko. W drugim tygodniu grudnia zaczaili się na chełmskie automaty do gier. Zrabowali maszyny (z jednej wyciągnęli 30 tys. zł, a z drugiej kolejne 10 tys. zł), a przy tym wyrządzili szkody na ok. 10 tys. zł. Poszło gładko, więc 8 dni później wybrali się na kolejną przejażdżkę do Chełma. Ukradzione automaty do gier wywieźli do Okszowa. Tam, na nieużytkach rolnych, rozbili maszyny i wyjęli z nich kasę (straty tym razem wyceniono na 35 tys. zł). Tym razem jednak nie udało im się wrócić do Lublina i oddać pożyczonego do napadu auta. Wpadli w przeciągu godziny od skoku w Chojnie Nowym Pierwszym.
– Policjanci z ruchu drogowego, wspierani przez mundurowych z komisariatu w Rejowcu, zatrzymali odpowiadający podanemu rysopisowi samochód – informuje podkom. Ewa Czyż, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.
Na widok radiowozu zestresowani złodzieje otworzyli szyby w aucie i zaczęli wyrzucać na drogę część łupów z kradzieży. Wszystkiego się jednak nie zdążyli pozbyć – po zatrzymaniu policjanci „prześwietlili” auto i wyjęli ze środka resztę pieniędzy.
We wskazanym miejscu mundurowi znaleźli też zdewastowane automaty. Młodzi włodawianie wyjaśnili, że pieniędzy z pozostałych skoków nie mają – twierdzą, że wszystko wydali na ubrania… (pc)