Czekanie na zmiłowanie

Nastolatka z bolącym kolanem przez osiem godzin miała czekać na pomoc na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, a kiedy w końcu doktor się nią zajął, usłyszała, że na wypisanie recepty i zaleceń będzie musiała poczekać jeszcze kilka godzin. Przy okazji jej protestującą matkę lekarz postraszył… policją. Inną wersję przedstawia doktor. A dyrekcja szpitala ubolewa i liczy, że po wprowadzeniu nowego systemu kwalifikowania pacjentów (Triage) wreszcie skończą się nieporozumienia.

Przed tygodniem pisaliśmy, że szpital od 1 czerwca ponownie wprowadził system kwalifikowania pacjentów na oddziale ratunkowym tzw. triaż (Triage). Ale dwa dni wcześniej na oddział trafiła 14-latka z urazem kolana. I wraz z matką przeszły „ścieżkę”, na którą od lat skarżą się pacjenci oddziału, czyli wielogodzinne oczekiwania na pomoc i brak empatii ze strony lekarza, który tej pomocy powinien udzielić.

A zaczęło się od niefortunnego wypadku podczas zajęć wychowania fizycznego w szkole w środę, 29 maja. Nastoletnia Julia stłukła kolano. Lekarz rodzinny skierował dziewczynkę do specjalisty. Na drugi dzień rano Julka trafiła do poradni ortopedycznej, skąd odesłano ją na oddział ratunkowy. I tam od godziny 8 do 15 czekała na pomoc. Gdy w końcu po 15 pojawił się doktor, który właśnie rozpoczął dyżur, najpierw miał z wyrzutem dopytywać matkę czy aby na pewno udzieliła córce pierwszej pomocy.

A po zleceniu prześwietlenia nogi zapowiedział, że skoro przypadek nie jest aż tak poważny, teraz nie będzie mógł udzielić porady ani wypisać recepty, tylko mają poczekać kolejnych parę godzin, aż przyjmie pozostałe osoby z kolejki. Kiedy zdenerwowana matka dziewczynki stwierdziła, że córka już nie da rady dłużej wysiedzieć i w tej sytuacji wracają do domu, lekarz miał zagrozić, że jeśli oddalą się z oddziału, to wezwie policję, bo matka narazi córkę na utratę zdrowia. Doktor wrócił do gabinetu, a kobieta choć na poważnie przestraszyła się groźby doktora, zdecydowała się jednak zabrać córkę do domu.

– Nie dałybyśmy rady wysiedzieć kolejnych paru godzin. Ja chociaż mogłam wstać i rozprostować nogi, ale córka przez bolące kolano była zmuszona siedzieć. Ja rozumiem, że są poważniejsze przypadki i faktycznie tacy pacjenci byli przyjmowani szybciej, dlatego przez te siedem godzin cierpliwie czekałyśmy. Ale skoro już zostałyśmy przyjęte, to kazać nam czekać kolejne parę godzin, zamiast od ręki wypisać receptę, to nieludzkie – mówi matka pacjentki. – Do tego doktor był niemiły i jeszcze te groźby.

Na szczęście z kolanem Julii jest już lepiej. Pomogły opatrunki i maści, kupione przez matkę bez recepty.

Lech Litwin, dyrektor ds. lecznictwa w chełmskim szpitalu, przyznaje, że dziewczynka rzeczywiście długo czekała na udzielenie pomocy. – Z rozmowy z lekarzem wynika, że o godz. 15, co zanotowane zostało w karcie, był nagły przyjazd karetki z ciężkim przypadkiem, którym doktor musiał się zająć, dlatego w tym momencie nie mógł udzielić porady – mówi L. Litwin.

Co do straszenia policją – dyrektor Litwin mówi, że zdaniem lekarza mogło dojść do nieporozumienia. Dyżurujący doktor miał mu się tłumaczyć, że jedynie udzielił informacji, że skoro pacjentka nie ma skończonych 14 lat, to nie może samowolnie opuścić oddziału i będzie musiał o tym powiadomić policję. Ale trudno zrozumieć „troskę” lekarza, skoro dziewczynka była pod opieką matki.

– Z mojej strony mogę jedynie przeprosić za zaistniałą sytuację i mieć nadzieje, że to ostatnia skarga na SOR po tym jak dzień później wprowadziliśmy triaż – mówi K. Litwin.

Triaż, czyli system kwalifikowania pacjentów, ma nie tylko usprawnić pracę oddziału, ale przede wszystkim dawać pacjentom na bieżąco informację o tym, jak długo będą czekać na pomoc. A do tej pory chorzy czekali, nie wiedząc czy lekarz przyjmie ich za pięć minut czy pięć godzin. (bf)