Czyja dziura? Ano właśnie…

Pod koniec sierpnia Jerzy Bojarski uszkodził amortyzator swojego samochodu na jednej z dziur na ulicy Romera. Od tamtego czasu urzędnicy nie mogą ustalić, do kogo „należy” ta dziura, odsyłając skołowanego lublinianina od Annasza do Kajfasza.
– Nocą 23 sierpnia wjechałem w niepozorną dziurę na ulicy Romera niedaleko skrętu w Nałkowskich. Uszkodziłem cały amortyzator, z obudową włącznie. Zgłosiłem problem Straży Miejskiej, która odpowiedziała, że interweniuje jedynie w dniu, w którym nastąpił wypadek. Odesłano mnie do Zarządu Dróg i Mostów. I tu zaczęły się schody – opowiada Jerzy Bojarski.
ZDiM to instytucja odpowiadająca za stan lubelskich dróg, a zatem i wypłacająca odszkodowania kierowcom z ubezpieczonymi pojazdami.
Ubezpieczyciel Uniqa na zlecenie ZDiM wycenił szkodę na 132 złote. Bojarski zanegował wycenę.

– Grosze. To suma nieadekwatna do poniesionych strat – mówi. Mało tego. Po miesiącu lublinianin otrzymał pismo z informacją, że odszkodowanie z ZDiM się nie należy, a o jego uzyskanie może się starać w… Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji. faktycznym właścicielu tej części ulicy, na której doszło do usterki.
– W MPWiK odpowiedzieli, że wyślą pismo. Odesłano mnie dalej, tym razem do Wydziału Gospodarki Komunalnej, który jest właścicielem ulicznej sieci kanalizacji deszczowej. Trzy miesiące urzędy przerzucają się obowiązkami. Straciłem cierpliwość – komentuje Bojarski.
Amortyzator naprawił ze swoich funduszy. – Kosztowało to 850 złotych. Było to konieczne, samochód jest mi potrzebny. Ale nawet nie o to chodzi, ale o czas i nerwy, jakie musiałem poświęcić na swoje prywatne śledztwo. Czy jadąc po miejskiej drodze, mam wiedzieć, która spółka czy miejska instytucja zarządza poszczególnym fragmentem jezdni? To nie są zagadki dla mieszkańców – oburza się pan Jerzy.bach