Dancing w środku nocy

Głośna muzyka, wydobywająca się z restauracji „Krokus”, chóralne śpiewy i krzyki biesiadników są utrapieniem dla mieszkańców kilku bloków przy ul. Powstańców Warszawy i al. Żołnierzy I Armii Wojska Polskiego. – Chcemy spać, ale nie możemy, bo imprezowicze z „Krokusa” utrudniają nam wypoczynek. Ciszę nocną mają w poważaniu – denerwuje się jedna z mieszkanek. – Intensywnie gramy do 22.00. Później wyciszamy muzykę i niewiele słychać – odpowiada pełnomocnik właściciela lokalu.

Z 1 na 2 czerwca br. (z piątku na sobotę) impreza w restauracji „Krokus”, zdaniem mieszkanki jednego z bloków przy al. Żołnierzy I AWP zakończyła się pół godziny po północy. – Do tego czasu nie można było pójść spać – opowiada nam czytelniczka. – Głośna muzyka, wydobywające się z ogródka restauracji krzyki rozbawionych gości nie dały nam w spokoju odpocząć. Nie można było otworzyć drzwi balkonowych, ani okna, bo wszystko co działo się w „Krokusie”, słyszałam u siebie w domu. Przy tak wysokich temperaturach w zamkniętych szczelnie pomieszczeniach nie da się długo wytrzymać. Trzeba otworzyć okno. Ludzie proszą policję o interwencję, ale żadnych efektów nie ma. Radiowóz przyjeżdża, funkcjonariusze zwracają uwagę, odjeżdżają i po kilku minutach znów słychać głośną muzykę. Gdyby ktoś w bloku zrobił imprezę do późnych godzin nocnych, sąsiedzi szybko by ją zakończyli – uważa kobieta.

Następnego dnia, z soboty na niedzielę, „Krokus” zorganizował kolejny dancing. O 23.59 mieszkańcy zamiast spać, słuchali… przebojów Zenka Martyniuka. – Na całe osiedle rozbrzmiewało „tak zakochać, zakochać się można tylko raz…” – mówi czytelniczka. – Lubię słuchać disco polo, ale nie o północy. Zastanawiam się, kto wydał zgodę na to, by między blokami organizować nocne biesiady. Policja sugeruje, by wnieść oficjalną skargę. Inaczej niewiele jest w stanie zdziałać. Przed rokiem te biesiady kończyły się najpóźniej o 23.00. W tym roku „Krokus” ewidentnie przesadza. Rozumiem, że restauracja utrzymuje się m.in. z tego typu zabaw i nie mam nic przeciwko potańcówkom, pod warunkiem jednak, że nie jest to uciążliwe dla mieszkańców pobliskich bloków. A biesiady w „Krokusie” w środku nocy są nie do zniesienia – skarży się mieszkanka.

Anatol Kowalczyk, pełnomocnik właściciela lokalu, z którym udało się nam porozmawiać, uważa, że dancingi tak naprawdę nie podobają się tylko jednej osobie, w dodatku mieszkającej w budynku nieco oddalonym od „Krokusa”. – Tu wcale nie chodzi o grupę niezadowolonych mieszkańców. Pani, która ciągle narzeka, wywodzi się z grona znanego z afery z rosołem, wywołanej kilka tygodni temu podczas przyjęcia komunijnego u nas w restauracji – mówi Kowalczyk. – Ludzie z bloków usytuowanych najbliżej restauracji ani razu nie zwrócili nam uwagi, że nie mogą spać, bo przeszkadza im hałas. Zabawa rozpoczyna się o 20.00 i do 22.00 gramy intensywnie, jest głośno, ale później wyciszamy się i niewiele jest słychać. Faktem jest, że teraz, gdy jest ciepło, dancingi organizujemy w ogródku. Zimą i jesienią są one w wewnątrz lokalu i może mniej słychać.

Kowalczyk przyznaje, że w sobotę 2 czerwca do „Krokusa” zapukała policja. – Szanujemy mieszkańców, ale w tej sytuacji potrzebny jest jakiś kompromis. Prowadzimy działalność gospodarczą, zatrudniamy ludzi i na ich wynagrodzenia trzeba zapracować. Mamy ich zwolnić?! W Chełmie brakuje miejsc, gdzie można pobawić się, a ludzie przecież chcą wyjść do lokalu, zrelaksować się, potańczyć. Żeby udowodnić, że muzyka z naszej restauracji zakłóca ciszę nocną, należałoby dokonać odpowiednich pomiarów natężenia hałasu – mówi Anatol Kowalczyk. (s)