Deszczówkę mają (prawie) pod kontrolą

Budowa kolektora deszczowego zwieńczona powstaniem w 2021 roku zbiornika retencyjnego o powierzchni ponad 1,7 ha w dużej mierze rozwiązała problemy Świdnika z podtopieniami po ulewnych deszczach

W ubiegłym roku miasto Świdnik zakończyło budowę jednej z najważniejszych i najdroższych inwestycji – budowę kolektora wód deszczowych. Powstał on m.in. po to, by zapobiegać problemowi podtopień po obfitych opadach. O tym, co zrobiono i co jeszcze trzeba zrobić, by im przeciwdziałać, na ostatniej sesji rozmawiali świdniccy radni.

– Przez lata był to duży problem. W dodatku narastał, co ma związek ze zmianami klimatu, a zagospodarowanie wód stało się trudniejsze – przyznał, rozpoczynając dyskusję zastępca burmistrza Świdnika, Marcin Dmowski.

I rzeczywiście były lata, gdzie po ulewnych deszczach strażacy mieli w Świdniku pełne ręce roboty. Tak było np. w maju i czerwcu 2020 r., kiedy po ulewach woda zalała niektóre skwery, ulice i piwnice.

– Na tę chwilę Świdnik jest w dobrej sytuacji, bo jak pamiętacie w tamtym roku został ukończony potężny projekt, czyli kolektor deszczowy – inwestycja za ponad 40 mln zł. Dziś mamy zbiornik na granicy z Mełgwią i sieć rur w całym mieście. Boimy się powiedzieć, że to jest już to, co nas w pełni zabezpiecza. Jeśli będzie duży, nawalny deszcz, to nie wiem jak dobre i wielkie byłyby te rury, muszą się przepełnić – zobrazowałbym to przykładem wody wlewanej z wiadra do lejka – ale na pewno zrealizowaliśmy bardzo duży procent tego, co było potrzebne – mówił wiceburmistrz.

W ubiegłym roku przy pomocy Politechniki Lubelskiej powstał szczegółowy techniczny raport o różnych zagrożeniach, które w Świdniku mogą wywołać obfite opady. Naukowcy wskazali w nim newralgiczne punkty, które należy mieć na uwadze planując strategiczne inwestycje.

– Jest system, jest zbiornik, ale są też punkty, gdzie ta kanalizacja nie jest w stanie technicznie – nieważne, jaki byłby przekrój rur – przyjąć tej ilości wody. Sugerowane są różne rozwiązania; jednym z nich są tzw. ogrody deszczowe, czyli zbiorniki „na szybko” zbierające nadmiar wody i powoli odprowadzające ją do systemu – mówił M. Dmowski.

Taki zbiornik został wybudowany przy placu Konstytucji 3 maja, kolejny planowany jest w okolicy urzędu miasta (będzie on zbierał wodę z ul. Niepodległości). Docelowo ogród deszczowy ma powstać także w „Zielonym LOF-ie” na Brzezinach.

Sieć kanalizacji burzowej w Świdniku liczy ponad 90 km. W ubiegłym roku wybudowano kolejne 2 km, a na przestrzeni tego roku ma powstać mniej więcej tyle samo. By kanalizacja działała jak najwydolniej tam, gdzie to możliwe, miasto zamierza stosować metodę powiększonych średnic kanalizacji, które czasowo opóźniają przepływ wody.

– Nie będą one doprowadzać jej od razu w całości do naszego kolektora, tak abyśmy nie mieli przeciążonej sieci i to spowoduje, że poprawi się gospodarka wodna – mówili urzędnicy.

Na sesji radni usłyszeli również, że miasto stara się zagospodarowywać deszczówkę. Tak jest np. w przypadku basenów, gdzie jest ona zbierana w zbiorniki, a później wykorzystywana do podlewania zieleni.

– Staramy się także nie włączać nowo budowanych kanalizacji do istniejącego szkieletu sieci, który odprowadza wodę do rzeki Stoki. Nowe części kanalizacji opieramy głównie na wprowadzaniu wody deszczowej, po odpowiednim oczyszczeniu, do gruntu, tak abyśmy nie tracili tej wody. Opieramy się na studniach chłonnych i innych urządzeniach, które pozwalają nam poprawiać retencję. Na tę chwilę to działa. Mamy z tego duży pożytek. W tych miejscach, gdzie to zastosowaliśmy, zieleń jest w lepszej kondycji. Nie wpływa to niekorzystnie na posesje czy budynki mieszkańców – podkreślali urzędnicy.

O stan i drożność kanalizacji burzowej w najstarszej części miasta pytał radny Andrzej Krupa z klubu radnych burmistrza.

Urzędnicy przyznali, że niektóre odcinki burzówki są tak stare jak miasto i przy okazji remontów dróg są wymienianie, ale są też 50-letnie odcinki, które są w dobrej kondycji. Zależy to głównie od tego, z jakiego materiału zostały wykonane.

– Po dużych opadach do kanalizacji deszczowej dostają się różne rzeczy, a nasza spółka komunalna ma obowiązek pomóc w jej udrożnieniu; ma też robić wgląd w kolektory, które odprowadzają wodę. Jeśli na nich byłby problem, widzielibyśmy to na każdej uliczce. Na tę chwilę takich rzeczy nie ma, a jeśli już, to tylko miejscowo – wyjaśniali urzędnicy.

Z kolei radny Robert Syryjczyk (Klub KO) pytał o plany dotyczące odwodnienia ul. Olimpijczyków, na odcinku pomiędzy ulicami Rutkiewicz a Kukuczki, gdzie po każdym ulewnym deszczu tworzy się ogromna kałuża, która zalewa chodnik, spływa na posesje i do znajdujących się w podpiwniczeniu domów garaży. – Przeanalizowaliśmy, jak można ten problem rozwiązać – mówili przedstawiciele Ratusza. – Trzeba wziąć pod uwagę, że zlewnia, z której dostaje się woda jest cały czas taka sama. Możemy coś poprawić w momencie, gdy wykonamy ul. Skolimowskiej w całości.

Obecnie kanał działa w przeciążeniu; jest pod ciśnieniem za każdym razem i dobudowanie czegokolwiek nie pomoże. Moglibyśmy ewentualnie zapewnić tylko opóźniony spływ, a właśnie, jak będziemy robić te ulice, o których wspomniałem, wykonamy odpowiednie zbiorniki, rurociągi, które umożliwią zwiększenie tego przepływu. Kiedy to zrobimy, będziemy mogli dołączyć fragment kanalizacji, który odciążyłby ten element wskazany przez radnego. Wiąże się to też z koniecznością modernizacji samej ulicy, bo po wykonaniu jakichkolwiek wykopów, nie będzie można odtworzyć tej samej nawierzchni.

w