Deweloper z zarzutem

Spór rodziny z Chełma z deweloperem stawiającym osiedle przy ul. Nadtorowej znajdzie finał w sądzie. Prokuratura postawiła przedsiębiorcy zarzut oszustwa. Za to, że zwlekał z przepisaniem prawa własności do kupionego przez rodzinę domu.

O konflikcie między rodziną a deweloperem pisaliśmy już na naszych łamach. Rodzina Zieleźników kupiła od niego za 600 tys. zł dwa połączone bliźniaki. Na zakup zaciągnęła kredyt. I mimo, że deweloper dostał pieniądze familia od blisko dwóch lat nie doczekała się przeniesienia prawa własności do nieruchomości.

Do konfliktu między rodziną a deweloperem doszło już w trakcie prac remontowych. Przedsiębiorca twierdził, że wszyscy, którzy kupili od niego nieruchomości są ich właścicielami a jedynie rodzina Zieleźników nie, bo winna jest mu pieniądze za tzw. dopasowanie budynku i wykonane wewnątrz prace wykończeniowe.

Przedsiębiorca wyliczył, że małżeństwo powinno mu zapłacić ok. 268 tys. zł za dodatkowe roboty a ostatnio domaga się też dopłacenia 160 tys. zł do działki, na której stoją bliźniaki. Rodzina uważa, że nic więcej nie jest deweloperowi winna, do tego wytyka mu wiele niedoróbek. Mimo zapowiedzi przedsiębiorcy, że będzie domagał się zapłaty pieniędzy przed sądem, jak dotąd pozwu nie złożył.

Zrobili to z kolei Zieleźnikowie, którzy przez brak aktu własności muszą płacić wyższe raty kredytu. I to aż o 440 zł miesięcznie. Pierwsze starcie z deweloperem wygrali. Sąd, co było do przewidzenia i co było zapisane w umowie deweloperskiej, nakazał wypłacenie kar umownych za zwłokę w przeniesieniu prawa własności (łącznie 6 tys. zł) i nadał wyrokowi rygor natychmiastowej wykonalności.

Uznał jednocześnie, podobnie jak wcześniej rzecznik praw konsumentów, do którego rodzina zwróciła się o pomoc, że przedsiębiorca nie może uzależniać przeniesienia prawa własności do nieruchomości od uregulowania innych zobowiązań. Jeśli takie są, powinien domagać się ich zapłaty w odrębnym postępowaniu.

Sprawa trafiła do prokuratury, która kilka dni temu postawiła przedsiębiorcy zarzut oszustwa z paragrafu 286 kodeksu karnego. Deweloper, chyba czując, że nie ma racji, wyznaczył terminu podpisania aktu notarialnego na 15 lipca. Ale i to nie wydaje się teraz takie proste. Jak wspomnieliśmy rodzina ma zastrzeżenia do wykonanych w budynku prac. Ich zdaniem, a także rzeczoznawcy, którego wynajęli, są rozbieżności między projektem a stanem faktycznym.

Chodzi np. o ocieplenie podłóg (na parterze warstwa cieńsza niż w projekcie a na piętrze brak), brakujących elementów jak świetlik czy wyłazy na strych i dach, brak podłączenia gazu do kuchni, czy różniące się parametrami okna – według projektu profile miały być sześcio a są pięciokomorowe. Rodzina wymienia szereg innych usterek i niedoróbek, których usunięcia będzie się domagać.

Tak oto zakup domu, który początkowo wydawał się bardzo trafioną inwestycją, okazał się przyczyną utrapienia i sądowych batalii, które pewnie nie będą miały końca. (bf)