Dewiant wolny, bo sędzia w ciąży?

Tyle czasu i nic się w tej sprawie nie dzieje. To skandal, żeby sąd zajmował się błahostkami, podczas gdy pedofil cały czas chodził wolno – mówi zbulwersowana matka chłopca, który padł ofiarą dewianta.

Zaczęło się w wakacje ubiegłego roku, w trakcie półkolonii. Starszy uczestnik miał namawiać 10-latka i innych małych chłopców, by zadzwonili dla żartu pod podany przez niego numer telefonu. Potem 10-latek sam zaczął odbierać dziwne telefony od dorosłego mężczyzny. Po powrocie do szkoły, przypadkiem, rodzice chłopca sięgnęli po aparat i odkryli niepokojącą liczbę połączeń do syna z obcego numeru – po kilka, a nawet kilkanaście dziennie. Po rozmowie z dzieckiem zgłosili się na policję, ale usłyszeli, że nie jest to jeszcze przestępstwo…

Postanowili zrobić zasadzkę – następnym razem, gdy nieznajomy zadzwonił, ojciec 10-latka odebrał telefon i, podszywając się pod syna, nagrał całą rozmowę. Następnie z nagraniem, na którym ewidentnie słychać, jak nieznajomy chce się umówić z ich dzieckiem na seks oralny, pojechał do komendy. Mijały jednak dni, a zboczeniec dalej wydzwaniał do syna, więc matka chłopca złożyła w komendzie kolejną wizytę. Wtedy dewiant zadzwonił, a rozmowę przejął policjant. Usłyszał to samo, co wcześniej ojciec chłopaka, że dorosły mężczyzna chce się umówić z 10-latkiem na seks oralny. Nieznajomy bez oporów podał też policjantowi swój adres. Jeszcze tego samego dnia został zatrzymany.

Jak się okazało, sprośne myśli chodziły po głowie 40-latkowi z os. Śródmieście. Prokuratura postawiła mu zarzut z art. 200a par. 2, czyli składanie propozycji obcowania płciowego, poddania się lub wykonania innej czynności seksualnej małoletniemu. Biegli uznali, że mężczyzna „w chwili popełniania czynu miał nieznacznie ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem i rozpoznania jego znaczenia”.

Lubujący się w małolatach dostał dozór policji, bo przyjęta kwalifikacja czynu nie daje możliwości aresztu dla podejrzanego, a prokurator wysłał do sądu akt oskarżenia przeciwko niemu. Zdaniem matki chłopca trwało to wszystko zbyt długo, dlatego złożyła skargę na opieszałość chełmskich organów ścigania.

Za uwodzenie chłopca dewiantowi grozi maksymalnie do 2 lat więzienia, ale sprawa utknęła na wokandzie.

Prezes Sądu Rejonowego w Chełmie, Ewelina Lewczuk-Zembrzycka, wyjaśnia, że termin wyznaczonej na początek marca rozprawy został odwołany z powodu usprawiedliwionej nieobecności sędziego referenta.

– Z uwagi na to, iż istniało prawdopodobieństwo, że nieobecność będzie miała charakter długotrwały, rozprawa została odroczona bez terminu. Wyznaczono nowego sędziego referenta, który po zapoznaniu się z aktami sprawy wyznaczył termin rozprawy na maj 2020 roku. Termin ten uwzględnia wyjątkową sytuację, jaka ma miejsce w kraju – informuje prezes sądu, dodając, że zgodnie z jej zarządzeniem z powodu wzrostu zachorowań na koronawirusa odwołane zostały terminy sesji do końca kwietnia za wyjątkiem spraw pilnych.

– Dowiedziałam się, że rozprawa została odwołana, bo sędzina zaszła w ciążę. Przecież ten facet jest na wolności. Dzwonił nie tylko do mojego syna, ale i jego kolegów. Słyszałam, że niektórzy się z nim spotykali, a on podawał im alkohol i jakieś środki. Kto wie co jeszcze robił? Czy sprawa pedofila nie jest pilna? Na co oni wszyscy czekają, aż wykorzysta jakieś dziecko? – pyta zszokowana matka ofiary. (pc)