Dmuchają na zimne

Włodawski szpital odmówił przyjęcia niemal 90-letniej pacjentki, którą do lecznicy przywiozło pogotowie ratunkowe. Specjalną karetką została odwieziona na oddział zakaźny do Chełma. Wszystko przez fakt, że okazało się, że kobieta miała kontakt z synem, który właśnie wrócił z zagranicy.

Stan epidemii ma istotny wpływ nie tylko na codzienne życie, ale też i na funkcjonowanie służb i przede wszystkim służby zdrowia. Pacjenci nie mają jednak wyjścia i muszą się dostosować do zmienionych przepisów i zachowań, a lekarze muszą podejmować trudne i niepopularne decyzje. Tak się stało w ubiegłym tygodniu we Włodawie, kiedy to na SOR trafiła niemal 90-letnia kobieta.

Jak mówi dyrektor szpitala Teresa Szpilewicz, załoga karetki pogotowia, która przywiozła pacjentkę, nie wiedziała, że ta miała kontakt z synem, który dzień wcześniej wrócił z zagranicy. Ten fakt wyszedł na jaw dopiero w szpitalu, w związku z tym zapadła decyzja o nieprzyjęciu kobiety i odesłaniu jej do najbliższego oddziału zakaźnego.

– Zdaję sobie sprawę, że to niepopularna decyzja, ale nie mogliśmy sobie pozwolić na to, by przez przyjęcie tej kobiety ryzykować zamknięciem całego SOR-u, a być może i szpitala – mówi pani dyrektor. – W takich sytuacjach zawsze będziemy dmuchać na zimne i z góry się zabezpieczać, by niepotrzebnie nie narażać pozostałych pacjentów – dodaje Szpilewicz.

W całym szpitalu wprowadzono specjalne środki ostrożności. Pojawiły się przegrody z pleksi osłaniające pracowników SOR-u, wydzielono specjalne pomieszczenie dla osób, które wymagają rozpoznania, pracownicy są wyposażeni w maseczki, rękawiczki i środki dezynfekcyjne. (bm)