Do trzech razy sztuka?

Podpisanie umowy na dokończenie COZL

Podobno tym razem ma się udać, ale Zarząd Województwa i dyrekcja COZL wolały powstrzymać się od prezentowania wizualizacji czy ogłaszania sukcesu. Dla wszystkich rozbudowa lubelskiego szpitala onkologicznego to już dziś tylko obciążenie, a dla władz Lubelszczyzny – także wstyd z powodu niedostatecznego nadzoru nad inwestycją, wlokącą się od 7 lat.


Szpitalny imperializm nie w porę

Z jednej strony brak dostatecznej ilości łóżek onkologicznych w regionie od lat jest bolączką lubelskiej służby zdrowia. Jednocześnie jednak w branży medycznej uważa się, że współodpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosiła także wieloletnia dyrektor Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, prof. Elżbieta Starosławska, która zazdrośnie strzegła wyłączności swojej placówki i jej kontraktu, różnymi kanałami blokując otwieranie oddziałów walki z nowotworami w innych szpitalach. Gdy zaś ostatecznie jednak takowe powstawały, rywalizowały o i tak za krótką kołdrę kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia. W 2011 r. dyr. Starosławska podsunęła więc marszałkom pomysł jednego, wielkiego megaszpitala specjalistycznego, który miał zaspokoić potrzeby mieszkańców województwa w zakresie leczenia nowotworów. Koalicja PO-PSL dała dyrektorce (wspieranej przez obecnego radnego PiS, Grzegorza Muszyńskiego) wolną rękę, wtedy ta skorzystała skwapliwie, rozszerzając pierwotny zamysł do rozmiarów pełnowymiarowego szpitala wielospecjalnościowego z blisko 600., a docelowo może nawet 750 łóżkach. I wszystko to wtedy, kiedy oficjalną linią samorządu było zamykanie oddziałów w pozostałych placówkach medycznych!

Pycha i niekompetencja

W obliczu ciągle zmieniających się koncepcji doszło do konfliktu między dyr. Starosławską a pierwotnym wykonawcą – konsorcjum MOSTOSTAL-u, mającym dość nieustannego doprojektowywania nowych pomieszczeń. Budowę przerwano po raz pierwszy w 2012 r. Po dłuższej przerwie, opóźnieniach i wzajemnych oskarżeniach udało się wybrać kolejnego wykonawcę, BLOCK I JP CONTRACTING, jednak i on zszedł z placu budowy w atmosferze skandalu w 2016 r., ukończywszy jednak przynajmniej pierwszy etap inwestycji i nowy gmach COZL na 285 łóżek. Plany zaczęto w końcu urealniać zamiast rozdymać, okazało się bowiem, że dla już powstałych oddziałów nie ma środków w finansach COZL ani widoków na nowe kontrakty z NFZ. Zawiniły nie tylko nadmierne ambicje prof. Starosławskiej, ale i niedostateczny nadzór ze strony kolejnych Zarządów Województwa – no i rozdęte koszty, w tym płacowe. Pani dyrektor w międzyczasie pożegnała się ze stanowiskiem i do dziś procesuje się z dawnymi szefami, korzystając obecnie z poparcia politycznego Prawa i Sprawiedliwości oraz Radia Maryja. Kolejni dyrektorzy Centrum mieli ograniczone tylko związki z problematyką służby zdrowia, jak i wiedzę na jej temat. Łatwo też popadali w konflikty z załogą, jako główną metodę zarządzania uznając radykalne cięcie kosztów pracowniczych. W efekcie COZL zamiast stać się najnowocześniejszym lubelskim szpitalem, okazał się być placówką źle zarządzaną i pomnikiem szkodliwej gigantomanii jednocześnie.

Dług wdzięczności

Ostatecznie marszałków z opresji postanowił wydobyć BUDIMEX, który w ostatnich latach wygrywał największe marszałkowskie przetargi. W tym na dokończenie COZL przedsiębiorstwo okazało się zresztą być jedynym oferentem. W tym podejściu zakończenie prac zapowiedziano na grudzień 2019 r., a ich koszt na 116 mln (o 20 milionów więcej niż zapowiadano, ogłaszając zamówienie publiczne). Być może tym razem się uda. TAK