Dożyć bransoletki

Andrzej Madejek, 65-latek z gminy Chełm, przeżył katusze, leżąc po udarze bezwładnie na podłodze i nie mogąc wezwać pomocy. Na wagę złota w takiej sytuacji byłaby specjalna bransoletka alarmująca centrum medyczne. Dotacje na ten cel były na wyciągnięcie ręki, ale żaden z samorządów powiatu chełmskiego nie aplikował o nie. – Czy naprawdę tacy ludzie jak ja nie zasługują na to? Czekam na trzeci udar i nie wiem, co będzie – mówi nasz rozmówca.

65-letni Andrzej Madejek z miejscowości Wojniaki (gmina Chełm) wychodził z łazienki, gdy poczuł się źle. Przewrócił się na podłogę. Leżał i nie był w stanie ruszyć ani ręką, ani nogą. Był bezwładny. Czuł tylko ból i bezsilność. Potrzebował pomocy, ale mieszka sam. W pobliżu nie było nikogo, kogo mógłby zawołać na ratunek. Nie miał przy sobie telefonu komórkowego. Czas mijał a on czuł się coraz gorzej. Miał niedowład ciała. W końcu usłyszał czyjeś kroki. Po chwili w jego mieszkaniu pojawił się sąsiad. Wjechał na wózku inwalidzkim, bo jest osobą niepełnosprawną. Gdy spostrzegł, że z panem Andrzejem dzieje się coś złego, chwycił za jego telefon komórkowy. Nie potrafił jednak obsłużyć smartfona i nie mógł wybrać numeru na pogotowie. Pojechał na wózku, by szukać pomocy u innych sąsiadów. Trochę to trwało, ale w końcu karetka zjawiła się na miejscu. Medycy stwierdzili, że pan Andrzej doznał udaru. W takiej sytuacji liczą się sekundy. Pomoc medyczna musi przyjść jak najszybciej. Pan Andrzej trafił do szpitala. To historia z kwietnia br. To był drugi udar, który przeszedł 65-latek. Obecnie ma problemy z poruszaniem, chodzi o kuli, z trudem się wysławia. W orzeczeniu lekarskim napisano, że nie jest zdolny do samodzielnej egzystencji. Córka bardzo często go odwiedza, ale nie mieszka z nim. Pan Andrzej boi się, że dostanie kolejnego udaru i w pobliżu znowu nie będzie nikogo, kto mógłby mu pomóc. Niedługo po tym, jak przeszedł drugi udar, wyczytał w bezpłatnej gazetce wydawanej przez Urząd Marszałkowski w Lublinie, że do osób starszych i chorych z każdego powiatu województwa lubelskiego może trafić bransoletka ratująca życie osobom starszym i chorym. Chodzi o urządzenie z czerwonym guzikiem, reagujące na upadek i utratę przytomności posiadacza. Sygnał alarmowy z takiej opaski odbiera ratownik konkretnego centrum medycznego. Jako pierwsi w województwie lubelskim bransoletki ratujące życie odebrali starsi i samotni mieszkańcy powiatu kraśnickiego. Był to efekt pilotażowego projektu współfinansowanego z unijnej dotacji wdrażanego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego.

– Wiem, że ta bransoletka uratowała życie choremu na serce mieszkańcowi powiatu kraśnickiego. Urzędnicy z Lublina zapowiadali, że wkrótce takie opaski mogą trafić do osób starszych i chorych ze wszystkich innych powiatów województwa lubelskiego – mówi pan Andrzej. – Ostatnio dowiedziałem się, że powiat chełmski w ogóle nie starał się o udział w tym projekcie. A przecież dla wielu osób, między innymi dla mnie, to kwestia dosłownie życia i śmierci.

Pan Andrzej ma rację – żaden samorząd z powiatu chełmskiego nie starał się o dotację, dzięki której osoby starsze i chore dostałyby bransoletki ratujące życie. Do konkursu obejmującego tę formę pomocy złożono 56 wniosków na kwotę ponad 86 mln zł. Wnioskodawcami były powiaty, gminy, ośrodki pomocy społecznej, ale też fundacje czy stowarzyszenia zajmujące się wsparciem osób starszych, niepełnosprawnych i niesamodzielnych. Wnioski można było składać od 28 maja do 13 lipca br. Konkurs, obejmujący zakup opasek ratujących życie nosi nazwę „Ułatwianie dostępu do przystępnych cenowo, trwałych oraz wysokiej jakości usług, w tym opieki zdrowotnej i usług socjalnych świadczonych w interesie ogólnym”. Długą nazwę projektu wraz z jeszcze dłuższą listą niezbyt zrozumiałych nazw usług przewidzianych do dofinansowania przesłali nam pracownicy urzędu marszałkowskiego. Nie ma tu mowy o bransoletkach ratujących życie, ale o usługach m.in. „z zakresu mieszkalnictwa chronionego, wspomaganego, w tym treningowego i wspieranego”, a także „tworzeniu warunków do opieki domowej, m.in. funkcjonowania wypożyczalni sprzętu pielęgnacyjnego, rehabilitacyjnego i wspomagającego”. W takich niejasnych określeniach mogą czasem pogubić się także sami urzędnicy. W urzędzie marszałkowskim przyznają, że nikt z powiatu chełmskiego nie aplikował o pieniądze w konkursie, o którym mowa.

– Wszystkie powiaty były informowane o takiej możliwości – zapewnia Grzegorz Kloc, dyrektor Departamentu Wdrażania Europejskiego Funduszu Społecznego Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie.

Na jakimś etapie musiało jednak dojść do dezinformacji.

– Pilnujemy wszelkich możliwości ubiegania się o dotacje, uczestniczymy w spotkaniach na ten temat, ale o tym, że w ramach tego konkursu można aplikować o dofinansowanie do bransoletek nie słyszeliśmy – mówi Krystyna Kopczyńska, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Chełmie. – Szkoda, bo uważam, że te opaski to świetny pomysł i na pewno byłyby pomocne. Akurat w tym tygodniu na moje biurko trafiła oferta pewnej firmy w tej sprawie, ale bez udziału w projekcie i dotacji na ten cel to bardzo kosztowna kwestia i dla samorządu, i dla posiadacza opaski.

– O możliwościach aplikowania informowaliśmy wszystkie powiaty województwa lubelskiego – mówi Grzegorz Kloc, dyrektor Departamentu Wdrażania Europejskiego Funduszu Społecznego Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie.

Dyrektor Kloc mówi, że jeśli dostępne będą pieniądze, urząd będzie ogłaszał kolejne konkursy w tym zakresie.

– I co z tego? Wiele osób może tego nie dożyć – komentuje pan Andrzej. (mo)

Katarzyna Michalczewska ze Starostwa Powiatowego w Kraśniku, które już po raz drugi aplikowało o pieniądze na bransoletki ratujące życie, mówi o nich w samych superlatywach:

– W pierwszym projekcie uczestniczyło trzydzieści pięć osób z dziewięciu gmin naszego powiatu, ale zainteresowanie bransoletkami było bardzo duże, dlatego aplikowaliśmy o dotację na ten cel po raz kolejny – mówi K. Michalczewska. – Tym razem bransoletki mają trafić do stu pięciu osób. Zestaw składa się telefonu oraz opaski z charakterystycznym, czerwonym guzikiem. Urządzenie uratowało życie jednemu z uczestników pierwszej edycji projektu. Pan, który leczy się kardiologicznie źle się poczuł i przycisnął czerwony guzik, a wtedy sygnał alarmowy z bransoletki odebrał ratownik centrum medycznego w Krakowie. Wezwano karetkę. Życie tego pana rzeczywiście było zagrożone. Ale posiadacz nie musi włączać guzika, bo urządzenie reaguje też na upadek, utratę przytomności, a nawet zbyt wysoki cukier u posiadacza opaski. Pracownik centrum powiadamia pogotowie albo osobę wskazaną do kontaktu w sytuacji, gdy nie jest konieczna interwencja służb medycznych. W obecnej edycji konkursu nasz wniosek sformułowany jest tak, że uczestnicy nie poniosą żadnych kosztów.