Dyrektor pod ostrzałem

Konflikt między rodzicami dzieci niepełnosprawnych, korzystających z zajęć hipoterapii, a dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 3 Bożeną Koniczuk przybrał na sile. O tym, że obie strony sporu nie są w stanie go rozstrzygnąć w szkolnych murach, na komisji oświaty, kultury i sportu mogli przekonać się chełmscy radni. Ostatnie, środowe, jej posiedzenie do złudzenia przypominało komisję… śledczą.

Rodzice uczniów niepełnosprawnych z ZSP nr 3 zarzucają dyrektor placówki, Bożenie Koniczuk, brak właściwego nadzoru na zajęciach z hipoterapii, które w ubiegłym roku szkolnym odbywały się na stadninie w Janowie, a prowadziło je Chełmskie Stowarzyszenie Miłośników Koni i Kawalerii Polskiej.
O nieprawidłowościach mówili na ostatnim posiedzeniu komisji oświaty, kultury i sportu, na którym dyrektor Koniczuk musiała tłumaczyć się, jak na przesłuchaniu przed komisją śledczą. Ze strony radnych padły pytania, ile razy ona sama pełniła rolę opiekuna na zajęciach i czy inni nauczyciele mieli jakieś uwagi co do sposobu ich prowadzenia. Koniczuk przyznała, że pięciu pedagogów zgłosiło jej nieprawidłowości, ale notatki służbowe sporządziło trzech. Ona sama była w Janowie raz, ale jej zastępczyni, Alicja Grzywacz, jeździła do stadniny wielokrotnie i uwag nie zgłaszała. Wicedyrektor zapewniła radnych, że nie dostrzegła żadnych uchybień, ale dodała, że mówi o okresie od marca do maja 2016 roku.
Faktem jest, że w czerwcu br. nie odbyły się ani jedne zajęcia z hipoterapii, bo rodzice – jak mówiła Koniczuk – dzieci z nich zwalniali. Właściciel stadniny doszedł do wniosku, że taka współpraca z ZSP nr 3 nie ma sensu i z nowym rokiem szkolnym nie przedłużył ze szkołą umowy.
Ewa Suchań, przewodnicząca komisji oświaty, kultury i sportu, pytała, dlaczego pedagog szkolny, która zgłosiła nieprawidłowości, została odsunięta od zajęć. Koniczuk temu zaprzeczyła, twierdząc, że pedagog nie przekazywała jej żadnych uwag. Dodała również, że o uchybieniach nie informowali jej również rodzice. – Byłam zaskoczona, że sprawa od razu trafiła do urzędu miasta, a nie do dyrektora szkoły.
Obecni na komisji przekonywali, że dyrektor dostała od nich pismo w sprawie nieprawidłowości na stadninie, ale problem został zamieciony pod dywan.
W obronie Bożeny Koniczuk najpierw stanął dyrektor Wydziału Oświaty, Augustyn Okoński. – Nie wykorzystujmy komisji do załatwiania prywatnych porachunków. To jest bezpardonowy atak na panią dyrektor – stwierdził. Stronę Koniczuk trzymał też radny Eugeniusz Wilkowski. – To nie jest aż tak ważna sprawa, by nie mogła być rozstrzygnięta na poziomie szkoły. Obie strony powinny dążyć do kompromisu – zachęcał Wilkowski.
Dyrektor Koniczuk stwierdziła, że poczuła się jak na komisji śledczej, w dodatku zaszczuta. – Od dwudziestu ośmiu lat jestem pedagogiem, a od dziesięciu lat dyrektorem. Jeszcze nigdy pod moją opieką nikomu nie stała się krzywda. Bezpieczeństwo dzieci było i będzie dla mnie najważniejsze. Jako dyrektor jednostki zlecam pracownikom wykonywanie poszczególnych zadań. Zakres obowiązków dyrektora jest bardzo szeroki. Na wszystkich zajęciach byli wyznaczeni przeze mnie nauczyciele – opiekunowie. Czuję się osaczona. Cała ta nagonka jest skierowana w moją osobę. Nie czuję się winna – zaznaczyła.
Ale rodzice nie odpuszczali dyrektor Koniczuk. – Od samego początku nie chciała pani z nami współpracować – mówili.
– Gdy interweniowałem z żoną, bo dzieci miały zajęcia w zagrzybionej sali, stwierdziła pani, że jestem chamski, mogę pójść na skargę do kogo chcę, bo i tak nic nie wskóram, bo pani ma układy! Dopiero interwencja dyrektora Okońskiego pomogła – mówił jeden z rodziców.
Przewodnicząca Suchań podkreślała, że w całej sprawie należy jednak ustalić prawdę i sama skierowała do Bożeny Koniczuk kilka pytań, po których dyrektor „Trójki” mogła poczuć się, jak na komisji śledczej. – Gdybyśmy poznali całą prawdę, ktoś mógłby poczuć się mocno urażony – odpowiedziała jej Koniczuk. Kogo miała na myśli? Nieoficjalnie mówi się, że zarówno E. Suchań, jak i B. Koniczuk za sobą rzekomo nie przepadają. Zresztą przewodnicząca na koniec komisji stwierdziła, iż jest rozgoryczona zachowaniem dyrektor „Trójki”, która – według niej – opuszczając salę nie do końca zdawała sobie sprawę z powagi problemu.
Suchań dodała też, że strony konfliktu przy współudziale wicedyrektor Alicji Grzywacz, która cieszy się zaufaniem ze strony rodziców, powinny jak najszybciej znaleźć kompromisowe rozwiązanie.
Stanowisko w sprawie, na zakończenie komisji, zajął też przewodniczący rady miasta, Zygmunt Gardziński. – Rada miasta ma prawo kontrolować podległe miastu instytucje, ale to, co dziś się stało, było nagonką na jedną osobę, polowaniem na czarownice. Nie wchodźmy w czyjeś kompetencje. Jeśli ktoś ma ochotę bawić się w komisję śledczą, powinien startować szczebel wyżej – stwierdził. (s)