Dyrektor wścibski czy zapobiegliwy?

Związki zawodowe z Domu Pomocy Społecznej w Nowinach poskarżyły się staroście, że ich dyrektor ingeruje w prywatne życie pracowników, każe się spowiadać z urlopów i kontaktów rodzinnych. A jeszcze niedawno pracownicy chwalili go za to, że załatwia dla nich pieniądze i przyznaje wysokie premie za pracę w czasie pandemii.

Solidarność działająca przy DPS w Nowinach napisała do starosty pismo z prośbą o wyjaśnienie niepokojącej – ich zdaniem – sytuacji, jaka panuje od pewnego czasu w placówce. Chodzi o zalecenia dyrektora, który domaga się od pracowników informowania o kontaktach z osobami przyjeżdżającymi z zagranicy. Związki tłumaczą, że chodzi o rodziny (małżonków, dzieci), które pracują poza Polską.

Dyrektor chce wiedzieć czy pracownicy się z nimi widują a za zatajenie tych informacji grozi zwolnieniem. Piszą też, że wymusza na pracownikach, którzy mają kontakt z osobami powracającymi do kraju, przejście dwutygodniowej kwarantanny. W jaki sposób? Chce, żeby brali zwolnienia lekarskie, urlopy wypoczynkowe a najlepiej urlopy bezpłatne, bo te nic DPS nie kosztują.

Ale to nie wszystko, na co skarżą się związki. Żalą się staroście, że dyrektor ingeruje w prywatne życie pracowników. Chce wiedzieć czy chodzą na duże uroczystości rodzinne, np. wesela. A jeśli tak, to podobnie jak przy kontakcie z osobami z zagranicy, nakazuje im dwutygodniową kwarantannę. Dyrektor chce też wiedzieć, gdzie pracownicy wyjeżdżają na wakacje i ma zakazywać im wyjazdów zagranicznych.

Związkowcy piszą, że pracownicy, którzy mają kontakt z osobami przyjeżdżającymi z zagranicy, nawet jeśli przejdą kwarantannę, czują się odrzuceni, szkalowani i piętnowani. Skarżą się na złą atmosferę w pracy i obciążenie pracowników, zakaz spotykania się a nawet wspólnego dojeżdżania do pracy. Chociaż te ostatnie obostrzenia mają nie dotykać wszystkich pracowników.

Związkowcy podkreślają, że pracownicy są świadomi sytuacji, jaka panuje i zapewniają, że im także zależy na bezpieczeństwie. Ale uważają, że dyrektor nie powinien traktować ich jako zagrożenie.

Dyrektor ma się ustosunkować do zarzutów związkowców na piśmie. Ale z tego, co dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, rozmawiał już na ten temat ze związkowcami. Podobno był zaskoczony ich skargą a raczej tym, że trafiła do starosty, a nie do niego.

– Wyjaśniałem związkom, jaką mamy sytuację i to, że od marca, kiedy wprowadziliśmy obostrzenia, nic się nie zmieniło – nadal mamy ten sam rygor w placówce – mówi Marcin Kopciewicz, dyrektor DPS w Nowinach. – Nie powinni się dziwić, że chcę wiedzieć czy mają kontakt z kimś zza granicy. Gdy idzie się do lekarza, to także trzeba wypełnić ankietę i podać czy miało się taki kontakt, czy było się w rejonie zagrożonym itp. Jako jednostka zajmująca się opieką nad starszymi i schorowanymi pacjentami jesteśmy w sposób szczególny narażeni na ewentualne skutki pandemii i tym samym nasza odpowiedzialność za ludzi jest większa. Tutaj nie ma żartów.

Kopciewicz przyznaje, że chce wiedzieć, gdzie pracownicy jadą na urlop i że faktycznie, gdy udają się w miejsca zagrożone koronawirusem, każe im po powrocie wziąć dwa tygodnie wolnego. – W tej kwestii będę konsekwentny i nie będę się obawiał żadnych kontroli, bo chodzi o zdrowie i życie podopiecznych – mówi i twierdzi, że wcale nie zakazywał wyjazdów zagranicznych, tylko sugerował rozważne wybieranie kierunku wakacji. – W sytuacji, jaka obecnie panuje, niekoniecznie trzeba chodzić na wesela czy inne, duże uroczystości rodzinne. Ja wiem, że pracownicy nie chcą brać zwolnień lekarskich, bo otrzymują wtedy 80 procent pensji. Nie chcą też brać urlopów bezpłatnych ani wykorzystywać na kwarantannę urlopów wypoczynkowych. I zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę o to są największe pretensje.

Pretensje związków rozumie wicestarosta chełmski Jerzy Kwiatkowski, ale dyrektorowi Kopciewiczowi nie ma nic do zarzucenia. – Spisał się bardzo dobrze w czasie pandemii – mówi. – Rozumiem uciążliwości, ale sytuacja jest wyjątkowa. I proszę zwrócić uwagę, że dzięki działaniom dyrektora DPS uchronił się od koronawirusa. (bf)