Dyrektorskie spojrzenie z Labiryntu

Waldemar Tatarczuk ponownie wygrał konkurs na dyrektora lubelskiej Galerii Labirynt. Jeśli prezydent Krzysztof Żuk, zatwierdzi ten wybór, a z tym jak wskazuje Ratusz nie powinno być problemu, misja Tatarczuka wspierania różnorodności – nawet jeśli kontrowersyjnej, będzie kontynuowana.


Labirynt to galeria sztuki dobrze znana w całej Polsce. Eksponuje wystawy niejednoznaczne w myśl reguły: sztuka musi budzić kontrowersje. To założenie w środowisku branżowym nie wszystkim się podoba. Pod lupą kulturowych cenzorów z znalazły się wystawa plakatów ze słynnego Strajku Kobiet czy ekspozycja „Nigdy nie będziesz szła sama”. To wokół nich wybuchła polityczna burza: lokalni radni PiS, ale też fundacja Ordo Iuris czy młodzież wszechpolska ostro krytykowali kierownictwo Galerii Labirynt, określając jej ofertę programową jako „ekscesy”, „bezeceństwa”.

Waldemar Tatarczuk, dyrektorem w tej instytucji był od 2010 roku. I mógł być dalej, gdyż miasto, które jest organem prowadzącym galerię, chciało przedłużyć jego kontrakt bez przeprowadzania konkursu. Nie zgodził się na to minister kultury, ogłoszono więc konkurs. W pierwszej fazie, rozstrzygniętej wiosną tego roku, Tatarczuk, który do niego przystąpił i jako jedyny spełniał wymogi formalne, nie zyskał większości głosów komisji i został odrzucony (w komisji związkowców Solidarności, nie reprezentował nikt z załogi Labiryntu, która popierała kandydata, ale przedstawiciele zarządu regionu – przyp. aut.).

Drugie podejście do konkursu na dyrektora Galerii Labirynt Tatarczuk jednak wygrał, choć też nie zabrakło ideologiczno-światopoglądowych pytań ze strony członków komisji, pracującej w nieco zmienionym składzie. Jego kontrkandydat, prof. Dobrosław Bagiński, choć mógł pochwalić się jeszcze większym dorobkiem artystycznym, odpadł z powodów formalnych i choć kwestionował regulamin, to jego odwołanie zostało odrzucone.

Tatarczuk jeszcze czeka na zatwierdzenie wyboru komisji przez prezydenta Krzysztofa Żuka. Ten obecnie przebywa na urlopie, ale z Ratusza płyną sygnały, że z powołaniem nowego dyrektora nie będzie żadnego problemu i nastąpi to najpóźniej przed końcem sierpnia.

Powrót W. Tatarczuka na stanowisko dyrektora Labiryntu, to niewątpliwy sukces tego menedżera-performera, który wskutek nagonki został nawet bez pracy, a ostatnio był szeregowym animatorem galerii. – Aż trudno mi uwierzyć, że obecnie nie budzę już kontrowersji. Ogromną wartością i pomocą było wsparcie, które otrzymałem od ludzi interesujących się moją sytuacją – wypowiada się dla mediów Tatarczuk. W swej skromności twierdzi, że był to przejaw troski o galerię, o los instytucji – jej otwartość i aktywność, w ostatnich latach tak spektakularne. Labirynt stał się niemal synonimem sporu o kulturę w Lublinie: czy będzie jak dotychczas otwarta, tolerancyjna, o szerokim spektrum sztuki, czy zaściankowa.

Co zamierza kontynuować

Nowy „stary” dyrektor Labiryntu chce tu tworzyć przestrzeń do debaty z udziałem społeczności lokalnej, oddać głos artystom podejmującym ważkie społecznie, nawet jeśli kontrowersyjne tematy. Jego instytucji ma przyświecać wolność twórcza, wolność słowa i wyrażania poglądów. – Nie istnieją tematy, których zabrania się podjąć artystom. Nikt nie ma prawa cenzurować sztuki, dyktować instytucji kultury jej program – wskazuje Waldemar Tatarczuk. Oburza go fakt, że minister kultury wprowadza nowe standardy zarządzania instytucjami kultury poprzez presję polityczną. Ingerowanie w programy działania placówek kultury, wywieranie wpływu na dyrektorów, na samorządy – to jest demoralizujące, nie trzyma się litery prawa, konstytucji.

– Nie zdarzyło się to za mojego dyrektorowania, nigdy nie miałem ingerencji w swoje działanie ze strony samorządu miasta, prezydenta – mówił Tatarczuk w wywiadzie 23 lipca dla rozgłośni radia TOK FM. Zaznacza, że w drugiej fazie konkursu dyrektorskiego, wraz ze złożeniem dokumentów aplikacyjnych, prosił o opinie na temat jego programu działania instytucji wiele autorytetów kultury w Polsce. To m.in. Agnieszka Morawińska, Maria Poprzęcka, Jerzy Hausner, Paweł Potoroczyn, Krzysztof Czyżewski, Lechosław Lameński. Otrzymał od nich bardzo pozytywne oceny.

Bo, jak twierdzi, nie interesuje go prezentacja sztuki samej w sobie, tylko świat, na który sztuka reaguje, relacjonuje go odnosząc się do bieżących zdarzeń. A także respektowanie tego, co gwarantuje Konstytucja RP.

Dlatego program jego galerii dużo mówi na temat dostępności sztuki: dla osób niepełnosprawnych czy w jakikolwiek sposób wykluczonych – tu przykład stanowi spektrum autyzmu. Ale również dla społeczności LGBT, a ostatnio również uchodźców – by ludzie ci nie czuli się niekomfortowo lub dyskryminowani.

Dyrektor spogląda na Wschód

Wiele miejsca w zakresie jego działań zajmuje wsparcie artystów zza wschodniej granicy. Przypomina, że już od 2004 roku podejmuje działania wspierające ich. Wówczas, jako kurator sztuki, opracował oś programową między Polską a Ukrainą, później Białorusią. Uznał Lublin za transgraniczny punkt na mapie, gdzie łączy się wpływ obu obszarów kulturowych.

Już jako dyrektor galerii organizował imprezy artystyczne, występy artystów ze Lwowa jako miasta partnerskiego w aspiracjach Lublina. Znalazło to miejsce w programie, jaki Lublin przedstawił w 2011 roku kandydując do tytułu Europejska Stolica Kultury 2016. Tatarczuk dowodzi, że sztuka i szerzej – kultura ukraińska była i jest w projektach realizowanych przez Galerię Labirynt we współpracy z Warsztatami Kultury w Lublinie. Jednak z biegiem lat to otwarcie na kierunek wschodni nieco osłabło.

Inaczej jest teraz, gdy w naszym mieście przebywa ponad 60 tys. uchodźców z Ukrainy. Ci ludzie są wokół nas i oczywiste staje się wzajemne zainteresowanie kulturą. W ślad za ogromnym zaangażowaniem mieszkańców i organizacji społecznych, za pospolitym ruszeniem pomocowym, humanitarnym musi więc iść wsparcie kulturowe. Tym bardziej, gdy na wysokości zadań nie stają władze centralne państwa, gdy problem stanowią finanse na rzecz uchodźców. Dlatego niezbędne staje się integrowanie obu społeczności poprzez kulturę, program pomocy kulturowej. – A to nie jest wcale łatwe, ten proces musi trwać. Co ważne, Ukraińcy winni czuć się zaproszeni do udziału w kulturze miasta, poczuć że chcemy ich tutaj – twierdzi Tatarczuk. – Nie wymagajmy, by uchodźcy byli nam wdzięczni za naszą pomoc, sami bądźmy wdzięczni artystom z Ukrainy, że możemy ich ugościć – uważa.

Marek Rybołowicz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here