Dźgnęła konkubenta nożem

Za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu odpowie przed sądem 35-letnia mieszkanka Świdnika, która w trakcie domowej awantury ugodziła partnera nożem. Kobieta nie przyznała się do winy, tłumacząc śledczym, że doszło do nieszczęśliwego wypadku.

Do zdarzenia doszło 4 czerwca br. w jednym z mieszkań przy al. Lotników Polskich w Świdniku. Około godz. 16 policja otrzymała zgłoszenie, że podczas domowej awantury kobieta ugodziła swojego partnera nożem. Pod numer alarmowy zadzwonił sam poszkodowany.

Na miejscu policjanci zastali jego 35-letnią konkubinę. W chwili zatrzymania była nietrzeźwa. Ranny partner kobiety trafił do szpitala, gdzie przeszedł operację. Z opinii medycznej wynikało, że obrażania, jakie odniósł 50-letnie Grzegorz B. realnie zagrażały jego życiu z uwagi na nadcięcie tętnicy. Biegli wskazali, ze gdyby nie szybka pomoc medyczna, mogłoby dojść do zgonu.

Dokładne okoliczności tego zdarzenia badała Prokuratura Rejonowa w Świdniku. Postępowanie zakończyło się w ubiegłym miesiącu aktem oskarżenia. 35-letnia Barbara S. usłyszała zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu realnie zagrażającego życiu (czyn z art. 156 par. 1, pkt. 2 Kodeku Karnego), za co grozi jej kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 3 lata.

Jak ustalili śledczy, kobieta zadała Grzegorzowi B. cios nożem w okolicy prawego ramienia i klatki piersiowej, co doprowadziło do powstania rany kłutej, przeszywającej ramię z niecałkowitym przecięciem tętnicy oraz ranę kłutą klatki piersiowej po stronie prawej. Kobieta nie przyznała się do zarzucanego czynu. Tłumaczyła, że doszło do nieszczęśliwego wypadku.

Jak wyjaśniała, kroiła warzywa, kiedy Grzegorz B. miał uderzyć ją w twarz oraz w tył głowy otwartą ręką i nadziać się na trzymany przez nią nóż. To tłumaczenie nie znalazło jednak potwierdzenia w zebranym materialne dowodowym.

– Z opinii biegłego wynikało wprost, że ta wersja jest mało prawdopodobna, a działanie musiało być celowe – przekazał Marcin Stelmach, Prokurator Rejonowy w Świdniku.

O dalszym losie kobiety zdecyduje sąd.

W chwili zdarzenia w mieszkaniu znajdowała się 7-letnia córka pary. Jak ustalili śledczy, dziecko nie było bezpośrednim świadkiem zdarzenia, bo znajdowało się w sąsiednim pokoju. Nie było też przesłuchiwane. Dziewczynka jest pod opieką ojca. Jak ustalono, miała dobre relacje z obojgiem rodziców i nie była ofiarą przemocy. (w)