Dziki podejdą pod ratusz?

Dziki spacerujące po ulicach Lublina to istna plaga – uważa Stanisław Brzozowski, radny Prawa i Sprawiedliwości i nieco ironicznie ostrzega, że jeśli urzędnicy nie zajmą się rozwiązaniem problemu, to zwierzęta …podejdą pod ratusz. Władze miasta nie zgadzają się jednak na ich odstrzał.


– Jedyną możliwą formą rozwiązania problemu licznej populacji dzików jest odłów redukcyjny tych zwierząt, który realizowany jest przy użyciu dwóch odłowni. Polski Związek Łowiecki sprzeciwia się odstrzałowi redukcyjnemu tych zwierząt – w taki sposób Artur Szymczyk, zastępca prezydenta ds. inwestycji i rozwoju, odpowiedział na interpelację Stanisława Brzozowskiego.

Radny Prawa i Sprawiedliwości zwracał już wcześniej uwagę na problem dzików grasujących na terenie Lublina. – Coraz częściej otrzymuję sygnały od mieszkańców, którzy są bardzo zaniepokojeni rozprzestrzenianiem się dzików. Można powiedzieć, że to już „plaga” Lublina – ocenił radny.

Zdaniem S. Brzozowskiego dziki zagrażają mieszkańcom. – Mój sąsiad był atakowany przez lochę dzika, tylko miał szczęście, że znajdowała się po przeciwnej stronie metalowego płotu. Innemu sąsiadowi dzik zabił psa. Ogromne szkody dziki wyrządzają w ogrodach. Praktycznie nie ma możliwości uprawiania czegokolwiek, bo ogrody są systematycznie ryte – wylicza radny.

S. Brzozowski przyznaje, że już „wielokrotnie był świadkiem przebiegania watah dzików”. – Ostatnio taka sytuacja miała miejsce w styczniu, gdy byłem świadkiem majestatycznego spaceru dorodnego dzika po ulicy Poligonowej. Może nie byłoby w samym spacerze nic złego, gdyby po ulicach nie jeździły samochody, a po chodnikach nie chodzili ludzie – ironizuje radny.

Jego zdaniem „problem dzikich zwierząt żyjących na terenie miasta sam się nie rozwiąże i na pewno będzie narastał”. – Kolejny rok przyniesie lawinowy wzrost populacji dzików. Będą poszukiwały nowych terenów, więc to o czym już pisałem, może się wkrótce ziścić. Mianowicie, że podejdą pod ratusz – nieco ironicznie puentuje radny.

Dlaczego zatem miasto i Polski Związek Łowiecki sprzeciwiają się odstrzałowi dzików? Wiąże się to z koniecznością wykorzystania broni o lufach gwintowanych, gdzie zasięg pocisków jest zróżnicowany i w zależności od kalibru, konstrukcji broni i pocisku może dochodzić nawet do kilku kilometrów. W przypadku chybienia lub zrykoszetowania pocisku możliwy jest postrzał osób znajdujących się w okolicy – wyjaśnia A. Szymczyk.

To nie jedyny argument. – Wątpliwości prawne budzi też fakt wykorzystania myśliwskiej broni palnej do odstrzału zwierząt na terenie miast, które z mocy ustawy zostały wyłączone z obwodów łowieckich – dodaje zastępca prezydenta ds. inwestycji i rozwoju.

A. Szymczyk zapewnił jednak, że urzędnicy „dostrzegają wagę problemu występowania licznej populacji dzików w Lublinie”. – Będziemy kontynuować odłów redukcyjny, szukając metod zwiększających jego efektywność – zapowiedział.

Grzegorz Rekiel