Elektroradiolodzy – zawód niechciany?

Jest ich w polskich szpitalach i poradniach ponad 10 000, muszą uczyć się w wyspecjalizowanych szkołach, zdobywać stopień licencjata czy magistra na wymagających studiach, a bywają traktowani jako zło konieczne, niewykwalifikowana siła robocza, do zastąpienia właściwie przez każdego, kto umie w rezonansie wcisnąć jakiś guzik (nawet jeśli nie wie, który i po co). Elektroradiolodzy i technicy radiologii wciąż nie mogą doprosić się traktowania jak pełnoprawny zawód medyczny, nie mają odrębnej ustawy, borykają się z formalnymi blokadami doskonalenia swych, jakże potrzebnych umiejętności.

Postęp jest szybki – ale nie w polskim prawie

A przecież kształcić się trzeba – i sami zainteresowani chcą tego bardziej niż przewidział ustawodawca czy niektórzy pracodawcy. Postęp w branży jest ogromny, podobnie jak i wpływ na nią coraz bardziej doskonalonych technologii. Niestety, nawet jednak, gdyby ktoś – ministerstwo czy dyrekcja szpitala mieli dodatkowe środki na doskonalenie zawodowe, to twierdzą, że nie mają, jak ich przekazać (jak to się modnie teraz mówi „dedykować”) skoro zawód elektroradiologa nie jest ich zdanie mdostatecznie wyodrębniony. Sęk w tym, że jest odrębny dostatecznie, by było komu zlecać wykonanie badań, ale już nie na tyle, by za nie godziwie zapłacić…

Od kilku już lat trwają prace nad zbiorczą ustawą o zawodach medycznych, im bardziej jednak ogólne i rozwodnione stają się jej kolejne projekty – tym bardziej wszyscy zainteresowani wiedzą, że nawet jeśli zostanie uchwalona, to niemal od razu może okazać się praktycznie bezużyteczna i skazana na ciągłe nowelizacje. Jak to zwykle z prawem, zwłaszcza medycznym w III RP bywa…

EKG nie robi się smartfonem…

W efekcie więc – zamiast raz, ale dobrze załatwić sprawę – toleruje i preferuje się prowizorki, w rodzaju wysyłania do wykonywania EKG pielęgniarek, zamiast techników elektroradiologii. A to nie odpowiada ani jednej, ani drugiej grupie zawodowej, a i niepotrzebnie obciąża pacjentów, którzy przecież potrzebują od pielęgniarek zupełnie innego rodzaju pomocy. A wszystko to z aroganckim ignorowaniem podstawowego faktu, że praca elektroradiologów odbywa się przecież w szkodliwym dla zdrowia promieniowaniu jonizującym.

– Czasem czujemy się tak, jakby dyrektorzy placówek uważali, że zdjęcia pacjentów się robi polaroidem, więc to może zrobić salowa – podsumowuje podłe traktowanie swych kolegów Cezary Staroń, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Techników Medycznych Elektroradiologii. TAK