Fałszywy ratownik pracował w szpitalu

Od miesięcy jeździł karetką, uczestniczył w akcjach ratunkowych, choć nie jest nawet ratownikiem medycznym. Szpital przyjął go do pracy na podstawie fałszywego dyplomu i życiorysu. Oszusta zgarnęli w ubiegłym tygodniu policjanci, gdy wracał po dyżurze do domu.

Piotr P. (40 l.) z Lublina, zanim trafił do Chełma, rzekomo próbował sił m.in. przy transporcie medycznym i jako doradca ds. opieki. Gdy te plany nie powiodły się, postanowił szukać pracy w chełmskim szpitalu. Fakt, że nie ma uprawnień medycznych, nie stanowił dla niego żadnego problemu. Przedstawił podrobiony dyplom ratownika oraz życiorys, jakoby zdobywał doświadczenie w wielu placówkach, m.in. w lubelskim szpitalu. Rybka połknęła haczyk i w marcu tego roku Piotr P. został przyjęty do pracy na szpitalnym oddziale ratunkowym w Chełmie.

– To taki typ cwaniaka. Popożyczał pieniądze od ludzi, a wielu osobom nadepnął na odcisk, próbując ich rozstawiać po kątach i przechwalając się, gdzie to on nie pracował – mówi kolega z pracy Piotra P. – Tylko jak mu się udało tyle miesięcy udawać ratownika? Wszyscy zachodzimy w głowę.

Lublinianin musiał najwidoczniej komuś mocno podpaść, bo ktoś zaczął w końcu grzebać w jego przeszłości i odkrył szwindel. O sprawie dowiedzieli się chełmscy policjanci z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą. W środę (18 listopada) urządzili zasadzkę na delikwenta. Po skończonym dyżurze P. wsiadł do swojego Opla Vectry i ruszył do domu. Daleko jednak nie odjechał, bo policjanci zatrzymali go w okolicy szpitala. Podrabiany ratownik zdążył jedynie zadzwonić do kolegi z SOR-u i poprosić, by ten zabrał z ulicy jego auto i zaparkował na parkingu przy szpitalu.

– W chwili zatrzymania mężczyzna kierował samochodem, mając trzy aktualne zakazy prowadzenia pojazdów mechanicznych – informuje komisarz Ewa Czyż, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Chełmie. – Okazało się także, że fałszywy ratownik wielokrotnie kierował karetką pogotowia, mając orzeczone zakazy prowadzenia pojazdów. Odpowie za oszustwa, posługiwanie się podrobionym dokumentem oraz niestosowanie się do zakazów – dodaje rzecznik.

W piątek (20 listopada) 40-latek został doprowadzony do prokuratury z wnioskiem o dozór. Grozi mu za kara pozbawienia wolności do lat 8. Na tym jednak nie koniec, bo z zasady ratownik odpowiedzialny jest nie tylko za jazdę ambulansem, ale m.in. podanie leku pacjentowi czy zrobienie zastrzyku. Dlatego śledczy zbadają też, czy aby swoimi działaniami podejrzany nie wyrządził komuś krzywdy w trakcie tylu miesięcy pracy bez kwalifikacji na SOR-ze. (pc)