Ten film ma być mostem, a nie murem

W czwartkowy wieczór w sali kinowej Centrum Spotkania Kultur odbył się przedpremierowy pokaz filmu „Wołyń”, opowiadającego o jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń polsko-ukraińskich relacji – rzezi wołyńskiej z lat 1943-44. Do Lublina przyjechali między innymi reżyser i scenarzysta Wojtek Smarzowski, Michalina Łabacz i Arkadiusz Jakubik, odtwórcy głównych ról, producenci filmu: Paweł Bareński, Andrzej Połeć i Dariusz Pietrykowski oraz dr Leon Popek z IPN, konsultant filmu, prezes Towarzystwa Przyjaciół Krzemieńca i Ziemi Wołyńsko–Podolskiej.
Scenariusz filmu powstał na podstawie cyklu opowiadań „Nienawiść” Stanisława Srokowskiego, który jako dziecko był świadkiem ataków UON-UPA na polskie wsie i rzezi ich mieszkańców oraz aktów odwetowych samoobrony. Sceny filmu, w większości kręcone w Muzeum Wsi Lubelskiej, oparte są na historycznych relacjach, wspomnieniach i dokumentach.
– To bardzo ważna chwila – mówił w CSK do zaproszonych gości, tuż przed rozpoczęciem przedpremierowego pokazu, Sławomir Sosnowski, marszałek województwa lubelskiego. – Cieszę się, że tak duża część filmu powstała w Lublinie i na Lubelszczyźnie. Najbardziej cieszy mnie jednak to, że znaleźli się odważni ludzie, by po 70. latach zrobić taki film. Głęboko wierzę, że będzie on mostem, a nie murem. Zostawi trwały ślad w historii, który zakończy pewne tematy – dodał marszałek, odnosząc się do słów reżysera, który niemal w każdej rozmowie podkreśla, że założył sobie, że ten film ma łączyć Polaków i Ukraińców, a nie dzielić.

Osią epickiego dramatu jest historia Polki, Zosi Głowackiej, granej przez Michalinę Łabacz, wpleciona w jedno z najbardziej tragicznych wydarzeń polsko-ukraińskich relacji w relacjach. Film szokuje brutalnością!
– Opowiadając o tych wydarzeniach, nie sposób było pominąć, że cechowało je wyjątkowe okrucieństwo. Żeby widz nie wyszedł po trzech pierwszych minutach, musiałem mieć bardzo mocny wątek miłosny, który zrównoważył tło historyczne, który opowiada film – tłumaczy Wojtek Smarzowski, także autor scenariusza, dodając, że ten film pokazuje, do czego zdolny jest człowiek, kiedy wyposaży się go w odpowiednią ideologię, doktrynę religijną czy polityczną i da mu się przyzwolenie na zabijanie.
Około 70 proc. zdjęć do „Wołynia” powstało na Lubelszczyźnie, głównie w lubelskim skansenie.

– Lublin znowu na kilka miesięcy stał się moim drugim domem – mówił po lubelskiej premierze Arkadiusz Jakubik, filmowy Maciej Skiba, mąż Zosi Głowackiej. Dla niego „Wołyń” jest kolejnym, po “Carte blanche”, filmem kręconym w naszym mieście. Praca nad „Wołyniem” była dla niego wyjątkowo trudnym doświadczeniem. – Znając twórczość Wojtka Smarzowskiego, wiemy, że historia będzie pokazana w bardzo realistyczny sposób, aż do bólu. Jako aktor musiałem się w tej rzeczywistości zanurzyć bardzo głęboko. To była trudna, bardzo wykańczająca emocjonalnie podróż – mówił, przypominając rodzinną historię sprzed 70. laty. – Moi dziadkowie uciekali przed prześladowaniami ze strony Ukraińców. Aniela i Franciszek Jakubik tak jak stali, bez bagaży i pieniędzy, wsiedli do pociągu i uciekli ze strachu przed tym, co działo się we Lwowie – wspomniał.
„Wołyń” od piątku można zobaczyć we wszystkich lubelskich kinach.KB