Ten film ma być mostem, a nie murem

Po przedpremierowym pokazie w Lublinie

Od piątku w kinach w całej Polsce można oglądać film „Wołyń” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. To obraz poruszający jedno z najbardziej tragicznych wydarzeń w relacjach polsko-ukraińskich – rzeź wołyńską z lat 1943-44. W filmowych epizodach można dostrzec chełmian: Wojciecha Zakrzewskiego i Piotra Stelmaszczyka.

 

Przedpremierowy pokaz „Wołynia” odbył się w czwartek w Lublinie, bo to lubelski urząd marszałkowski wsparł film finansowo, a 70 procent zdjęć kręcono na Lubelszczyźnie. Na pokaz przybyli twórcy filmu, w tym reżyser i scenarzysta Wojciech Smarzowski oraz odtwórcy głównych ról Michalina Łabacz i Arkadiusz Jakubik.
– To jeden z najistotniejszych obrazów historycznych w dziejach polskiego kina – mówił na gorąco po pokazie Krzysztof Grabczuk, wicemarszałek województwa lubelskiego. – Około stu tysiącom ludzi, którzy zginęli w rzezi wołyńskiej i których wielu grobów do dziś nie odnaleziono, już od dawna taki film się należał. Potrzebne jest przywrócenie pamięci o nich, po to byśmy wszyscy mogli uwierzyć, że polsko-ukraińskie pojednanie jest możliwe. Wierzę, że „Wołyń” będzie mostem łączącym oba narody, a nie murem.
Scenariusz filmu powstał na podstawie opowiadań „Nienawiść” Stanisława Srokowskiego, który jako dziecko był świadkiem ataków UON-UPA na polskie wsie i rzezie ich mieszkańców oraz aktów odwetowych samoobrony. Osią dramatu jest historia młodziutkiej Polki Zosi Głowackiej, granej przez Michalinę Łabacz, zakochanej w ukraińskim sąsiedzie. Sceny filmu, w większości kręcone w Muzeum Wsi Lubelskiej, oparte są na historycznych relacjach, wspomnieniach i dokumentach.
– Opowiadając o tych wydarzeniach nie sposób było pominąć, że cechowało je wyjątkowe okrucieństwo. Żeby widz nie wyszedł po trzech pierwszych minutach, musiałem mieć bardzo mocny wątek miłosny, który zrównoważyłby tło historyczne filmu – wyznaje Wojciech Smarzowski, reżyser i autor scenariusza. – Ten film pokazuje, do czego zdolny jest człowiek, kiedy wyposaży się go w odpowiednią ideologię, doktrynę religijną czy polityczną i da mu się przyzwolenie na zabijanie.
Film szokuje okrucieństwem. Mrozi krew w żyłach, odbiera oddech i pozbawia oglądającego spokoju. Inaczej tej historii nie dałoby się opowiedzieć… Ci, którzy już widzieli „Wołyń” wystawiają mu bardzo dobre oceny. (bk)