Filozofowali przy górkach

Marcin Skrzypek – aktywista Forum Kultury przestrzeni, animator w Brama Grodzka – Teatr NN prezentuje książkę ojca Ludwika Wiśniewskiego adekwatną do doktryny Gandhiego...

Idąc tropem filozofii Gandhiego, 12 czerwca w auli klasztoru Dominikanów uczestnicy „Rozmów o mieście” przyjrzeli się problemom nurtującym lublinian


W wielu kwestiach, mimo że sprawiedliwość zdaje się być po stronie obywateli, to jednak prawo potrafi wyrokować przeciwko nim. Dotyczy to również kwestii wielkiej wagi dla państwa czy miasta. 100 lat temu, w dalekich Indiach, zauważył to światowej sławy myśliciel, polityk i działacz na rzecz wolności i swobód obywatelskich Mahatma Gandhi.

Satjagraha – prawda niezłomna – to zasada, którą odkrył i którą się kierował. Sam nie bardzo umiał określić, czym właściwie jest, tym bardziej inni. Dla wyjaśnienia tego pojęcia posługiwano się angielskim terminem „bierny opór”. To jednak mogło być rozumiane w ograniczonym sensie jako postawa ludzi słabych, nosząca cechy nienawiści, mogąca znaleźć swój wyraz nawet w aktach przemocy. Gandhi czuł się zmuszony oponować przeciw takiemu pojmowaniu przyświecającej mu zasady. Wyjaśniał istotę ruchu, który za jego sprawą ogarnął Hindusów.

– Akcja Satjagraha była dla niego świętością. Aktywista musiał chodzić od wioski do wioski, wyjaśniając mieszkańcom podstawy tej ideologii – przekonuje Marcin Skrzypek, lubelski aktywista Forum Kultury Przestrzeni.

Podobne do Gandhiego poglądy w europejskim kręgu kultury można spotkać w publikacjach Vaclava Havla, Rafała Matyi (w dziele „Wyjście awaryjne”) czy Dmitriego Roussopoulosa – kanadyjskieho guru ruchów miejskich, niedawno przekonującego do swoich idei w Lublinie, ale również ojca Ludwika Wiśniewskiego z lubelskiego klasztoru Dominikanów.

Odzyskać podmiotowość obywateli…

Kierując się tą zasadą, Skrzypek przyjrzał się kwestiom związanym z miastem, a nurtującym społeczność Lublina. Odniósł się głównie do polityki przestrzennej, realizowanej od lat przez władze ratusza. Relacjonował to, co obecnie dzieje się w kwestii partycypacji obywateli w rządzeniu miastem. Jego zdaniem, dotyczy to zwłaszcza terenów pod inwestycje budowlane w Lublinie – tutaj od blisko 3 lat panuje spór w debacie publicznej o przyszłości miasta. Chodzi o m.in. o standardy piesze, rowerowe, ochronę terenów zielonych, a nade wszystko obszaru górek czechowskich.

– Gandhi planował działania w aurze wolności od złych emocji względem swych przeciwników. Sam nie czuł się winny i nie obwiniał. Wierzył, że dążenie do prawdy tylko w tym stanie zmieni nastawienie brytyjskich władz kolonii – podkreśla prelegent. – Umiał łączyć obywatelską asertywność i adwokacką drobiazgowość.

Lecz oczywiście działał w zupełnie innym kontekście – dzisiejsi społecznicy i aktywiści muszą umieć opisywać swoje potrzeby i pokazywać, co nie jest w porządku na ich terenie. Niezbędne jest ustalanie faktów, zbieranie wiedzy, archiwizacja danych oraz ich spokojne wykorzystanie, prezentacja.

Idea Gandhiego wobec górek?

W dyskusji powrócił temat ewentualnego wykupienia owych 105 ha spornego terenu od aktualnego właściciela w ramach społecznej kwesty na ten cel. Przypomniano, że inicjatywa „Zrzutka na Górki” zrodziła się zimą tego roku w publicznej prezentacji na Wydziale Architektury KUL.

To postulat realnego udziału obywateli w zmianach w ich mieście, który wysunęli adepci urbanistyki, badający stopień partycypacji obywateli Lublina w życiu miasta. Z analiz urbanistów wynika, że lublinianie łatwo mogą zmienić obecny status górek czechowskich, deklarując wpłatę około 100 zł.

– Na co czekamy? Mobilizacja mieszkańców potrafi wiele zmienić. Dlaczego by nie uczynić tej propozycji studentów KUL tematem debaty publicznej? – pytała w debacie Marta Kurowska, działaczka miejska.

To nic nowego: organizacje obywatelskie czy fundacje potrafią przejąć grunty będące czyjąś własnością, by realizować nadrzędny cel społeczny. Przykład wykupienia cennego dla mieszkańców terenu Zakrzówka z rąk prywatnych pochodzi z Krakowa, gdzie podobna inicjatywa powiodła się.

W tej sprawie wypowiedział się też Leszek Szczasny, radny miasta Racibórz goszczący na spotkaniu. – W moim przekonaniu kluczowe jest przełożenie fachowych argumentów za obroną waszych górek czechowskich na język zrozumiały dla prostego obywatela. Ma być bardzo spokojny i obrazowy, trafiający do każdego mieszkańca spacerującego na tym terenie – argumentuje radny. – Musicie szukać wsparcia w mediach wykraczających poza region lubelski oraz w instytucjach ogólnopolskich, ogólnie szanowanych. Wówczas buta waszych urzędników osłabnie. Mówię to jako radny nauczony konkretnym doświadczeniem, że niedawno w Raciborzu udało nam się ocalić kilkaset drzew nad Odrą dzięki masowej akcji zbierania podpisów wśród mieszkańców, ale też przedstawieniu problemu mediom wojewódzkim, w Katowicach. Łatwiej o taki zewnętrzny nacisk w moim mieście, niemniej nie przekreślam szans lublinian. Trzymam za was kciuki i wierzę, że można uczynić to metodą, którą zawdzięczamy Gandhiemu – podsumował Szczasny.

Marek Rybołowicz