Fotka nr 26 000 z „Królem Jordanii”

Drużyna Al–Faisaly SC Amman z Jordanii. Łukasz Gikiewicz – trzeci z prawej w górnym rzędzie – król strzelców Jordan Premier League w sezonie 2017/2018

Jacek Kosierb ze Świdnika nie ustaje w powiększaniu swojej specyficznej kolekcji. Jego zbiory rozrastają się z miesiąca na miesiąc. Od paru lat na naszych łamach na bieżąco śledzimy najnowsze dokonania lokalnego pasjonata futbolu. Świdniczanin od 1982 roku gromadzi zdjęcia drużyn piłkarskich z całego świata. Na czym polega specyfika jego kolekcji? Przede wszystkim na tym, że trafia do niej tylko jedno zdjęcie konkretnej drużyny. Ostatnio kolekcjoner przekroczył następną okrągłą liczbę zebranych w ten sposób fotografii. W jego zbiorach pojawiła się fotka nr 26 000. Jej bohaterem jest „Król Jordanii” czyli Łukasz Gikiewicz, który w sezonie 2017/2018 w barwach Al – Faisaly SC Amman został królem strzelców tamtejszej, egzotycznej dla nas ligi!


Łukasz Gikiewicz urodził się 26 października 1987 r. Juniorskie czasy swojej przygody z piłką nożną spędził w olsztyńskich klubach, m.in w Warmii i Stomilu. W 2004 r. został zawodnikiem DKS Dobre Miasto. Opuścił ten klub już po roku, co ciekawe, bez rozegranego choćby jednego meczu w pierwszym zespole. Następnie aż do 2009 roku, czyli przez pięć kolejnych lat, bardzo często zmieniał barwy klubowe. Reprezentował: Motor Lubawa, Drwęcę Nowe Miasto Lubawskie, Olimpię Elbląg, Wigry Suwałki i Unię Janikowo. Na początku marca 2009 r. podpisał kontrakt z grającą wówczas w ekstraklasie Polonią Bytom. W barwach tego klubu rozegrał sześć spotkań i zdobył bramkę. 1 lipca 2010 r. Polonia zerwała z nim kontrakt z powodu jego dość trudnego charakteru. Niespełna dwa miesiące później Gikiewicz został zawodnikiem ŁKS-u Łódź. W sezonie 2009/10 z dorobkiem 11 goli został najlepszym napastnikiem tego klubu i czołowym strzelcem I ligi. Dzięki swojej dobrej grze zainteresował sobą kilka klubów z ekstraklasy, m.in. Koronę Kielce, Zagłębie Lubin i GKS Bełchatów.

Na początku czerwca 2010 r. Gikiewicz podpisał czteroletni kontrakt ze Śląskiem Wrocław. Pod koniec lipca oficjalna strona tego klubu podała, że Gikiewicz nie będzie jednak występował we Wrocławiu. Wszystko z powodu półmilionowego ekwiwalentu za wyszkolenie, jakiego żądał poprzedni klub napastnika ŁKS, a którego Śląsk zapłacić nie chciał. Mówiło się wtedy, że Gikiewicz ma trafić na zasadzie wypożyczenia do II-ligowego szwajcarskiego klubu FC Wil. Ostatecznie jednak na początku sierpnia Śląsk doszedł do porozumienia z ŁKS-em i napastnik został ponownie zaprezentowany jako zawodnik wrocławskiego klubu.

Gikiewicz w barwach nowego klubu w oficjalnym spotkaniu ligowym z Cracovią zadebiutował 13 sierpnia. 24 września w spotkaniu z Koroną Kielce napastnik zdobył swoją pierwszą ligową bramkę w barwach nowego klubu. Później kibice Śląska wybrali go najlepszym zawodnikiem tego spotkania. W 2012 r. w barwach klubu z Wrocławia zdobył tytuł mistrza Polski.

25 czerwca 2013 r. Gikiewicz rozwiązał za porozumieniem stron kontrakt z klubem, by kilka dni później związać się Omonią Nikozja (Cypr). Tak zaczęła się jego wędrówka i gra w kilku klubach w dość egzotycznych jak dla futbolu miejscach na świecie.

– Pewnego dnia zadzwonił do mnie czołowy polski agent, mówiąc, że ma na mnie plan. Myśląc racjonalnie: facet mógł mieć kontakty w Polsce, Niemczech czy gdzieś w Europie, ale w Arabii Saudyjskiej czy Jordanii? Jak się okazało wybrał ofertę z miejsca, w którym chcą człowieka zatrudnić. Objazd świata zacząłem od Cypru. W Omonia Nikozja udało mi się zagrać w eliminacjach Ligi Mistrzów, Ligi Europy i strzelić nawet bramkę – wspominał w jednym z wywiadów stare dobre czasy. Z Cypru pojechał grać do Kazachstanu Gikiewicz.

– Przyjeżdżał tam na stadion sam gubernator. Rozkładano wtedy czerwony dywan, po którym wychodził na środek boiska i rugał wszystkich, od zawodników po trenera. Czasem tez kopał w drzwi do szatni, wyzywał, że nikomu nie zapłaci. Co kraj, to obyczaj. Wiosną 2015 roku przeszedłem do Lewskiego Sofia. Często słyszałem, że w takiej Bułgarii przy klubach ponoć kręcą się gangsterzy. Owszem, widywałem tam czarne „merce” podjeżdżające pod klub, ale nie wiem, kto to był. Najdziwniej było, gdy już rozwiązywałem kontrakt. Podjechała fura z kuloodpornymi szybami, otworzyły się drzwi, ze środka wyszedł jeden ochroniarz, drugi, trzeci, czwarty… i dopiero na końcu prezes klubu. Jesienią tego samego roku trafiłem do Al–Wehda Club w Arabii Saudyjskiej. Tam zdziwiły mnie kłopoty z włosami. Musiałem zakryć wygolony pasek na głowie, bo każdy musi wyglądać tak samo. Ale nie miałem najgorzej – raz bramkarz obcinał sobie nożyczkami włosy w szatni, żeby w ogóle wyjść na boisko! Na pożegnanie z saudyjskim zespołem dostałem Koran i list od kapitana, bym przeszedł na islam. Miły gest, choć bałem się to przywieźć do Polski. Ale warto znać dwa czy trzy wersety – jak był zamach w Londynie, to wypuszczali ludzi, którzy znali Koran… W 2016 roku znalazłem się w Tajlandii. Grałem tam w FC Ratchaburi i BEC Tero Sasana. Oprócz samego kopania piłki zapamiętałem sporo śmiesznych sytuacji. Po miesiącu w mig rozpoznawałem już „lady boyów”. Kiedyś byłem w lokalu m.in. z dwoma agentami z Portugalii. Nagle agenci mówią: „Patrz na laski przy barze!”. Ja na to, żeby uważali, ale nie uwierzyli. Dotarło to do nich dopiero, gdy „laski” zaczęły do nich mówić z chrypą jak u prawdziwego kibica – przyznał Gikiewicz. Do jordańskiego klubu Al–Faisaly SC Amman trafił w lutym 2017 roku. W sezonie 2017/2018 został królem strzelców tamtejszej ligi. Zdobył 14 goli w 22. kolejkach. Wyprzedził o dwa trafienia Yazana Thaljiego z Al-Wehdat SC oraz Odaya Al-Farra z Shabab Al-Aqaba Club. Niestety, mimo dobrej gry Gikiewicza jego zespół w Jordan Premier League zdobył jedynie wicemistrzostwo kraju.

– Tamtejszy futbol różni się znacznie od naszego. To jest żywioł. Kiedyś, jak wracaliśmy z meczu, fani zablokowali lotnisko na cały dzień. Opóźniono albo odwołano loty. Co do piłkarzy, brakuje dyscypliny taktycznej. Czasami traciliśmy gola i nagle dwóch stoperów biegło do ataku. Bywało również tak, że przegrywaliśmy, a oni zaczynali… się bić. Trzeba umieć ich pohamować. Są porywczy, ale za klub i drużynę oddadzą wszystko. Jordania to dobre miejsce do życia. Mógłbym tam zostać dłużej. Czułem się tam fantastycznie. Wstawałem o godzinie 10, było 31 stopni i świeciło słońce. Ludzie są przyjaźni. Nigdzie nie musiałem płacić za obiad czy kawę. Jeśli obcokrajowiec daje z siebie sto procent, to może być pewny, że zwrócą mu je z nawiązką. Od pierwszego dnia zaakceptowano mnie jak swojego. Może dlatego, że na początku wygraliśmy kilka spotkań, a ja grałem dobrze. Właściwie, dostawałem wszystko, na co miałbym ochotę – wyznał Gikiewicz. – Ludzie tutaj od razu „kupili” mnie swoją gościnnością. Zawsze zaproszą cię na herbatę lub obiad, nawet jak nie mają pieniędzy. Trener opowiadał mi o Beduinach, którzy przyjeżdżają specjalnie na mecz, bez butów i śpią przed stadionem. Niektórzy mówią: Jordania? Gikiewicz jest turystą, a nie piłkarzem. A prawda jest taka, że wszędzie można znaleźć ludzi, którzy umieją grać w piłkę. Nie lubię takiego porównywania, ale pierwsze cztery zespoły spokojnie mogłyby grać w polskiej lidze – przyznał polski piłkarz.

Założone w 1932 roku Faisaly jest najpopularniejszym i najbardziej utytułowanym zespołem w kraju. Ligę wygrał rekordowe 33 razy, do tego dochodzą m.in. dwa puchary AFC. Jedynym klubem, który może się z nim równać, jest Wehdat, w najwyższej klasie rozgrywkowej od 1975 roku. Na 58 rozegranych sezonów oba kluby wygrały 48 – od 1985 roku tylko dwa razy pierwszy był ktoś inny. Tylko one regularnie przyciągają na stadiony tysiące kibiców. Faisaly jest klubem silnie związanym z rdzennymi mieszkańcami kraju, a jego zapleczem są urzędnicy, policjanci czy wojskowi i ich rodziny oraz mieszkający na pustyni Beduini. – Jak jechaliśmy po meczu w konwoju policyjnym, to z radiowozów leciały piosenki Faisaly. Beduini rozpoznawali mnie nawet na środku pustyni. To bardzo miłe – dodał Polak.

Po wielu krótkich, często burzliwych przygodach w egzotycznych dla Polaków ligach, w Jordanii Gikiewicz, zwany tutaj Lukasem lub Lukasem Simonem (od trzeciego imienia), stał się jedną z gwiazd ligi. Jest tu duża presja, a obcokrajowcy zawsze są pierwszymi, których się wini za zły wynik. Gikiewicz strzelał gole w ważnych meczach: w derbach oraz pucharach. Tym przekonał do siebie Jordańczyków. Był pierwszym od dłuższego czasu rozpoznawalnym zagranicznym piłkarzem miejscowej ligi.

W 2018 roku Łukasz Gikiewicz podjął nowe wyzwania. 11 lipca podpisał kontrakt z saudyjskim Al-Batin FC. W styczniu 2019 przeszedł do innego zespołu tej ligi – Hajer Club. Natomiast 1 sierpnia tego samego roku podpisał roczny kontrakt z rumuńskim FCSB, czyli spadkobiercą słynnej Steauy Bukareszt. Tam miał wiele przygód z właścicielem klubu – Gigi Becalim, który jest postacią… specyficzną. Między innymi zwolnił Gheorghe Hagiego po dwóch miesiącach trenowania klubu, ponieważ ten nie chciał wystawiać podanego przez niego składu. Kierował też klubem zza więziennych krat, kiedy siedział za korupcję. Bogusław Leśniodorski w programie „Foot Truck” mówił też, że Becali m.in. pijany dyrygował ruchem na jednym z największym skrzyżowań w Bukareszcie. Gikiewicz z Becalim też nie nudził się. Wystarczy wspomnieć, że przyjście napastnika do FCSB milioner skomentował słowami: „Ktoś mi go polecił. Ma 31 lat, ale nie wiem, jak się nazywa”. Sam Becali miał później kazać Polakowi jeździć starym daewoo matizem, usuwał go z grupy piłkarzy na WhatsApp’ie czy zakazał trenować z pierwszą drużyną. Po kilku miesiącach rocznej umowy z FCSB umowa z Polakiem została rozwiązana. W barwach tego klubu Gikiewicz zagrał ledwie cztery razy, zdołał zdobyć dwie asysty.

Łukasz Gikiewicz w styczniu 2020 wrócił do Jordanii. Napastnik rodem z Polski znów przywdział trykot Al-Faisaly, w którego barwach wcześniej zdobył koronę króla strzelców. Z klubem ze Stadionu Króla Abdullaha podpisał teraz roczną umowę. W rozmowie z „Kanałem Sportowym” zdradził, że koronawirus wstrząsnął także Jordanią. Polak grający na co dzień w Al-Faisaly opowiedział, jak wygląda sytuacja w kraju leżącym nad Morzem Martwym. Spekulowano, że koronawirusa może zatrzymać wysoka temperatura, jednak sam zawodnik nie jest o tym do końca przekonany. W Jordanii podjęto kolejne kroki w celu zmniejszenia rozprzestrzeniania się koronawirusa. Jednym z nich jest wprowadzenie stanu wojennego.

– Tutaj jest piękna pogoda. Świeci słońce, jest 27 stopni Celsjusza, ale koronawirus się rozpowszechnia. To nieprawda, że zabija go wysoka temperatura. Jest już kilkadziesiąt potwierdzonych przypadków i od środy 18 marca wprowadzono stan wojenny na ulicach Ammanu. Dwa tygodnie temu w Jordanii zdiagnozowano pierwszego pacjenta. Miejscowi zbagatelizowali to. Myśleli, że to ich nie dotyczy. W klubie się ze mnie śmiali, że myję ręce, że nie podaję dłoni na powitanie, tylko mówię „Salam alejkum”. Pacjent “zero” został wyleczony, ale znowu ma koronawirusa. Nie jest powiedziane, że jak ktoś się wyleczy, to nie złapie go drugi raz – oznajmił napastnik. W Jordanii obowiązuje stan wojenny. W najbliższych 14 dniach Łukasz Gikiewicz oraz wszyscy mieszkańcy kraju będą kontrolowani przez wojsko. Prezydent zarządził ogólnokrajową izolację. Nie tylko koronawirus wyklucza kontynuowanie rozgrywek ligi jordańskiej. Na razie rozgrywki są zawieszone do 25 marca. Nie tylko ze względu na koronawirusa, ale też z powodu braku porozumienia między klubami a federacją odnośnie wypłat za ostatni sezon. – Słychać głosy, że liga ma być wznowiona dopiero po ramadanie, który trwa od połowy kwietnia do połowy maja, więc może czeka nas trochę czasu bez treningu – przyznał 32-latek z Polski.

Od tego zdjęcia wszystko się zaczęło. Reprezentacja Polski ze zgrupowania w Wiśle przed mistrzostwami świata w 1982 roku

Kolekcja Jacka Kosierba jest podzielona na trzy kategorie: drużyn z Polski, drużyn zagranicznych oraz reprezentacji narodowych. Aktualnie największą część stanowią zdjęcia ekip spoza granic naszego kraju. To 23 720 drużyn z 288 państw, terytoriów zależnych, państw nieuznawanych, autonomicznych jednostek administracyjnych czy mniejszości etnicznych. Fotografii zespołów polskich jest obecnie 1303, a reprezentacji narodowych, w tym seniorów, juniorów, młodzieżowych, olimpijskich, oldbojów czy kobiet w różnych kategoriach wiekowych dokładnie 977 egzemplarzy. Kolekcja bez wątpienia jest największą w Polsce. Potwierdziło to Biuro Rekordów, wydając świdniczaninowi w 2016 roku stosowny certyfikat.

Jacek Kosierb w dniu swoich 40 urodzin rozpoczął autorski projekt pod nazwą „50 tysięcy zdjęć na 50-lecie”. Na swoje 50. urodziny chciałby zgromadzić 50 tysięcy fotografii. Ma na to jeszcze prawie pięć lat.

„Postępy” w kolekcji pasjonata piłki nożnej ze Świdnika można śledzić na jego stronie internetowej pod adresem www.kolekcjajack74.futbolowo.pl  KB

TOP „10” ZDJĘĆ DRUŻYN

1. Portugalia 3193
2. Niemcy 2408
3. Polska 1303
4. Malezja 1191
5. Włochy 963
6. Japonia 876
7. Brazylia 778
8. Singapur 687
9. Hiszpania 339
10. Kanada 323