Gdyby nie kontuzja…

Radosław Truszkowski Uczestnik Igrzysk Olimpijskich w Atenach (2004). Srebrny medalista Uniwersjady-Igrzyska dla studentów w Izmirze Turcja (2005). Mistrz Polski, wielokrotny medalista Mistrzostw Polski, medalista międzynarodowych turniejów zapaśniczych.

Przygodę ze sportem rozpocząłem w Olsztynie. Sport w mojej rodzinie był bardzo ważny. Mój starszy brat Zbigniew zapisał się na judo. Ja, jako młodszy, chciałem iść w jego ślady i też spróbowałem tej dyscypliny sportu. Bardzo mi odpowiadały sporty walki.

Wybrałem jednak zapasy. Zapasy są sportem wszechstronnym, ciężkim, wymagającym dużej sprawności, siły i zaangażowania. W latach dziewięćdziesiątych modne były filmy z elementami sportów walki, to pobudzało wyobraźnię młodych ludzi. Pierwszym moim trenerem był pan Krzysztof Merkel, później Bolesław Jurewicz, Andrzej Olszewski. Zapasy były modne, na fali. Polscy zapaśnicy odnosili duże sukcesy międzynarodowe. Zauważyłem, że trenerzy widzieli we mnie duży potencjał i talent do zapasów. To właśnie trener Bolesław Jurewicz zaproponował mi zmianę klubu i przejście do Chełma, abym mógł się rozwijać. W Olsztynie był problem ze sparingpartnerami, chociaż było kilku fajnych zawodników. W Chełmie jako jeszcze junior trafiłem pod opiekę Andrzeja Głąba, który w przeszłości był srebrnym medalistą olimpijskim. Wtedy rozpocząłem prawdziwy, profesjonalny trening, często dwa razy dziennie. Trenowałem wspólnie m.in. z późniejszym mistrzem świata – Darkiem Jabłońskim i uczestnikiem Igrzysk Olimpijskich – Piotrkiem Jabłońskim oraz wieloma doświadczonymi zapaśnikami. Zapasy to ciężki sport, wymagający dużo wyrzeczeń. Moją dewizą jest, że marzenia są po to, by je spełniać. Zawsze marzyłem mieć dres z napisem Polska, taki jaki przysługuje reprezentantom kraju, to była moja główna motywacja. Pamiętam pierwsze powołanie do kadry jako junior młodszy. Ogromna radość, że jadę na obóz, gdzie są najlepsi w kraju, że jestem na zgrupowani kadry Polski.

Następnie przyszły medale w juniorach, wystartowałem w mistrzostwach Europy juniorów w Tiranie stolicy Albanii. Zaczęły się pierwsze długie podróże, loty samolotem. To także spore przeżycie dla młodego chłopaka.

W wieku osiemnastu lat wystartowałem po raz pierwszy w mistrzostwach Polski seniorów. Zdobyłem piąte miejsce, to była mała niespodzianka, mało kto się spodziewał, że młody chłopak, jeszcze junior zajdzie tak wysoko. Później byłem dwukrotnym Mistrzem Polski młodzieżowych mistrzostw Polski do 23 lat. W kolejnych mistrzostwach Polski seniorów, w których byłem drugi, pokonałem mistrza olimpijskiego Ryszarda Wolnego, to była już sensacja sporego kalibru.

Startowałem w kategorii 74 kilogramy. To była bardzo popularna kategoria, była też bardzo trudna rywalizacja w kraju. Na rok przed Igrzyskami Olimpijskimi w Atenach było nas pięciu, może sześciu w jednej kategorii, którzy liczyli się na arenach międzynarodowych. Przebić się w kraju nie było takie proste. Przed Igrzyskami, wygrałem Puchar Polski seniorów i zakwalifikowałem się do turnieju kwalifikacyjnego do Aten, który odbywał się w Serbii w Nowym Sadzie.

Z Polaków startowali tam m.in Andrzej Wroński dwukrotny mistrz Olimpijski i wspominany Rysiek Wolny mistrz Olimpijski. W drodze po nominację olimpijską wygrałem cztery walki, jedną przegrałem z Chińczykiem. Gdybym ją wygrał, byłbym w półfinale, a to gwarantowało start w Igrzyskach.

Trzeba było walczyć w decydującym spotkaniu z utytułowanym Estończykiem Valerim Nikitinem czwartym zawodnikiem poprzednich Igrzysk Olimpijskich w Sydney. Walkę rozegrałem bardzo mądrze, kontrolowałem jej przebieg przez cały czas, później wykonałem rzut suplesowy i ostatecznie zwyciężyłem. Ogromna radość i sensacja. Zakwalifikowałem się do Igrzysk Olimpijskich. Znowu marzenie się spełniło.

Do Aten, z mojego klubu pojechałem z Darkiem Jabłońskim, mistrzem świata, jeden z faworytów do medali. Okres przed Igrzyskami był bardzo trudny, bardzo ciężkie przygotowania. Osłabiony organizm stał się podatny na choroby i kontuzje. Mnie właśnie przytrafiła się choroba z przemęczenia organizmu. Jeszcze musiałem zrzucać wagę. Losowanie miałem niekorzystne.

Okazało się, że los zmierzył mnie z dwukrotnym mistrzem olimpijskim z 1996 i 2000 roku, Kubańczykiem Filiberto Ascuyem. Tanio skóry nie sprzedałem, ale niestety walkę przegrałem. Drugi pojedynek był już tylko o przysłowiową pietruszkę w której uległem po zaciętej walce z koreańczykiem. Po zakończonej przygodzie w Atenach stwierdziłem, że pojechałem tam po naukę a do następnych Igrzysk w Pekinie będę znacznie lepiej przygotowany z większymi szansami na medal.

Same Igrzyska to niesamowite przeżycie, wielcy sportowcy, wielkie święto, wielka sportowa rodzina. Otylia Jędrzejczak wtedy zdobywała złoty medal w pływaniu, podobnie jak chodziarz Robert Korzeniowski, z którym wracałem jednym samolotem czarterowym. Poza tym dane mi było wystartować w Atenach – kolebce Igrzysk.

Ze sportowych sukcesów bardzo miło wspominam udział w Uniwersjadzie w 2005 roku w Turcji, gdzie zdobyłem srebrny medal. Uniwersjada nazywana jest popularnie Igrzyskami dla studentów. Całe to wydarzenie zorganizowane jest na wzór Igrzysk Olimpijskich. Również wielcy i znakomici sportowcy. Po Atenach zacząłem przygotowywać się do kolejnych Igrzysk. Wierzyłem, że jestem na dobrej drodze do sukcesu. Nabrałem doświadczenia, obycia na zwodach najwyższej rangi. Chciałem nie tylko wystartować na Igrzyskach, ale i odegrać w nich ważną rolę, zdobyć medal. Wierzyłem w to. Uniwersjada potwierdziła moją dobrą dyspozycję.

Byłem w stanie powalczyć z każdym na świecie i to z dobrym skutkiem. Niestety, jak to w sporcie bywa dopadła mnie kontuzja kręgosłupa, po której zakończyłem moją sportową karierę. Może trochę ją zbagatelizowałem „boli, bo ma boleć, trenujemy na bólu”. Jestem wdzięczny Bogu, że skończyło się, jak się skończyło. Czy warto było? Czasami czuję lekki niedosyt, wierzyłem, że mogłem osiągnąć znacznie więcej, gdyby nie doznana kontuzja, ale było warto. Jestem przecież olimpijczykiem. Byłem uczestnikiem największej imprezy sportowej na świecie. Na pewno były to niezapomniane chwile.

Mam również sporą satysfakcję, że będąc sportowcem mogłem promować Chełm w kraju i za granicą. Po zakończonej karierze przez okres około dziesięciu lat zajmowałem się szkoleniem dzieci i młodzieży w zapasach spośród których wyłonili się nawet mistrzowie Polski w młodszych kategoriach wiekowych. Aktualnie prowadzę spokojniejszy tryb życia, dużo więcej czasu poświęcam obowiązkom domowym oraz mojej kochanej rodzinie. Zawodowo pracuję w Zakładzie Karnym w Chełmie jako wychowawca.