Gdzie dwóch się bije…

Trwa walka o władzę w kole PZŁ Szpak w Woli Uhruskiej. Teraz przeciwko prezesowi Andrzejowi Barczukowi zwrócił się łowczy, który do tej pory żył z nim w jak najlepszej komitywie. Na ubiegłotygodniowym posiedzeniu Barczuk złożył nawet rezygnację, ale wycofał ją po tym, gdy dowiedział się, że grozi to rozwiązaniem koła.

Myśliwi zrzeszeni w kole łowieckim Szpak w Woli Uhruskiej mają już serdecznie dość wewnętrznych przepychanek i ciągłej walki, ale wszystko wskazuje na to, że jeszcze trochę będą musieli wytrzymać, przynajmniej do zebrania sprawozdawczo-wyborczego zaplanowanego na wiosnę, choć do zmiany władzy nieomal doszło w ubiegłym tygodniu, kiedy to prezes Andrzej Barczuk złożył rezygnację ze stanowiska. Wielu uważa, że stało się to w wyniku wewnętrznego puczu, którego mieli dokonać niedawni poplecznicy Barczuka, pełniący funkcję łowczego i skarbnika.

– Łowczy ewidentnie chce przejąć władzę w kole, a my nie możemy do tego dopuścić – mówi jeden z członków Szpaka. – Chcemy tylko normalnej atmosfery i spokoju, a ten człowiek i jego ludzie tego na pewno nie zapewnią. Dla nich liczy się tylko władza i układy, a nie dobro koła – dodaje, prosząc o anonimowość.

Tymczasem łowczy odpiera te zarzuty, twierdząc, że jemu zależy wyłącznie na dobru koła. – Mamy sześćdziesięciu czterech członków, z których większość, w tym ja, nie zgadza się, by je dzielić – mówi łowczy. – Niestety, prezes uważa koło za swój prywatny folwark, dlatego chcieliśmy zwołania wcześniejszych wyborów. Nie chcemy się więcej kłócić. Aby przetrwać, musimy się zjednoczyć i zacząć szanować. Nie możemy dopuścić, by koło z tak długą tradycją rozpadło się z dnia na dzień – dodaje.

We wtorek (7 stycznia) m.in. na wniosek łowczego zwołano nadzwyczajne walne, którego celem miały być nowe wybory, ale ze względu na brak wymaganej większości członków, nie mogło być uznane za ważne. Na tym posiedzeniu prezes złożył nawet wypowiedzenie, ale gdy dowiedział się, że bez władz koło zostanie rozwiązane, a jego majątek przejdzie do Polskiego Związku Łowieckiego, rezygnację wycofał. – Obecnie koło działa normalnie, z pełnym zarządem, żadnych problemów nie ma – komentuje Barczuk.

Po którejś ze stron, prędzej czy później, muszą opowiedzieć się zwykli myśliwi. Dla wielu z nich jest to wybór mniejszego zła, dlatego coraz więcej słychać głosów o powołaniu do zarządu zupełnie nowych ludzi, bez żadnych powiązań, ze świeżym spojrzeniem na rzeczywistość. Nawet pojawiają się pierwsze nazwiska, ale o tym napiszemy w kolejnych wydaniach. (bm)