Gdzie podział się „ch”?

Z protokołu z sesji rady powiatu chełmskiego, podobnie jak wcześniej z nagrania, zniknęło słowo obrażające radnego Jarosława Wójcickiego. Znowu wszyscy będą udawać, że nic się nie stało?

Przy okazji każdej sesji radni głosują nad przyjęciem pisemnego protokołu z poprzednich obrad. Tak miało być i 28 grudnia przy okazji sesji rady powiatu chełmskiego. Ale ten punkt spadł z porządku obrad. Niewtajemniczeni nie dowiedzieli się dlaczego. Ale pozostali domyślili, że chodzi o słowo na „ch”, którego starosta Piotr Deniszczuk miał użyć w odniesieniu do swojego przeciwnika Jarosława Wójcickiego.

O sprawie pisaliśmy już na naszych łamach. Zamieszanie z przekleństwem miało miejsce na poprzedniej sesji, 29 listopada, przy okazji likwidacji niepotrzebnych komisji. Radny Wójcicki chciał zdjęcia tego punktu z obrad, bo jego zdaniem popełniono błąd, nie przekazując radnym pisemnego uzasadnienia uchwały. Sugerował, żeby przenieść uchwałę na kolejną sesją, bo i tak likwidacja komisji nastąpi dopiero od Nowego Roku. Starosta Piotr Deniszczuk nie chciał słuchać sugestii radnego i stwierdził w końcu, że nie wie dlaczego pan radny „ch..” Wójcicki chce blokować wszystkie pozytywne zmiany.

Sytuacja była zaskakująca. Widać, że nie wszyscy radni na sali obrad od razu wyłapali obraźliwe słowo. Za to osoby przed monitorami komputerów, które oglądały przekaz na żywo, bardzo wyraźnie je słyszały. Niektórzy nawet skopiowali ten fragment i z niedowierzaniem rozsyłali do znajomych a także udostępniali na forach internetowych. Później okazało się, że dobrze zrobili, bo powiatowi urzędnicy szybko zdjęli oryginalną wersję sesji a potem umieścili nową, w której fragment z przekleństwem został wyciszony. Teraz pominęli wulgaryzm w pisemnym protokole. Tak jakby pominiecie słowa miało zakończyć bulwersującą wpadkę starosty.

Do takiego protokołu zastrzeżenia przed sesją wniósł radny Wójcicki. – Złożyłem pisemną uwagę, że protokół nie zawiera wszystkich słów, które padły podczas sesji – mówi. – Przewodniczący powinien przejrzeć nagranie i podjąć decyzję, co z tym fantem zrobić.

Albo protokół zostanie uzupełniony, albo radni będę musieli głosować nad poprawką zaproponowaną przez J. Wójcickiego. Arytmetyka wydaje się być w tej sytuacji nieubłagana dla radnego, bo większość głosów w radzie ma starosta. Znowu będzie udawanie, że nic się nie stało, jak przy potajemnej inwestycji w Wierzbicy? I przymykanie oka na kręcenie i kombinowanie? Jest jakaś granica lizusostwa, wstydu i żenady? (bf)