Gnojowica skaziła ujęcie?

To był bardzo trudny czas dla mieszkańców Sobiboru. Ponad 300 odbiorców wody pitnej i gospodarczej przez kilkanaście dni było pozbawionych wody. Wszystko przez groźną bakterię, która skaziła ujęcie. Jako winowajcę ludzie wskazują właściciela gospodarstwa, który niedawno wylewał gnojowicę na pola niedaleko studni, ale dowodów na to nie ma.

Enterokoki kałowe bardzo rzadko pojawiają się w ujęciach wody. Jeżeli już dochodzi do skażenia, są trudniejsze do usunięcia niż bakterie E coli. Są też bardziej odporne na dezynfekcję i warunki środowiskowe. Mogą powodować poważne problemy zdrowotne: zapalenia płuc, dróg moczowych, opon mózgowo-rdzeniowych, są też groźne dla kobiet w ciąży. Takie właśnie bakterie pojawiły się w wodzie z ujęcia w Sobiborze, która zaopatruje ok. 300 odbiorców. Wykryto je podczas rutynowej, cyklicznej kontroli jakości wody.

Próbki pobrano 23 września, a wyniki nadeszły dopiero w piątek (11 października), i to po południu. Wykazały przekroczenie ilości tych bakterii o ponad 60 jednostek, przy normie wynoszącej zero. – Wraz z sanepidem natychmiast zaczęliśmy działać – mówi Andrzej Kratiuk, prezes Gminnego Zakładu Komunalnego, który obsługuje wodociąg w Sobiborze. – Pracowaliśmy do późnych godzin wieczornych, ale udało się wdrożyć plan naprawczy.

Od razu wysłaliśmy komunikaty ostrzegające o zagrożeniu, a mieszkańcom zapewniliśmy wodę pitną i do celów gospodarczych, ponieważ bakterie, które wykryto w ujęciu, całkowicie eliminowały ją z użycia. Można nią było jedynie spłukiwać sanitariaty. Od razu zastosowaliśmy odpowiednią chemię do odkażenia wody – wyjaśnia Kratiuk. Procedury trwały tydzień. Efekt przyniosły w piątek (18 października), kiedy to w badaniu przeprowadzonym przez akredytowaną jednostkę nie stwierdzono obecności bakterii.

Jednak przez wzgląd na ostatnie problemy, a także wcześniejsze – wiosenne – gdy w tym samym ujęciu wykryto bakterie E. coli, zapadła decyzja o stałym chlorowaniu wody ze studni w Sobiborze. Według mieszkańców, za ich niedogodności prawdopodobnie odpowiada jeden z ich sąsiadów, który na pola niedaleko studni wywoził gnojowicę. Oczywiście są to jedynie podejrzenia, bo jak wyjaśnia Kratiuk, studnia ma głębokość 80 metrów i poprzez wnikanie w ziemię bardzo trudno jest takie ujęcie zakazić.

Mieszkańców, jak i urzędników dziwił fakt, dlaczego na wyniki badań pobranych jeszcze we wrześniu próbek, czekano aż do 11 października, a ludzie przez ponad dwa tygodnie spożywali i używali skażonej wody. Otóż – jak wyjaśnia Mariusz Januszko, kierownik Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej we Włodawie – laboratorium, które prowadziło badania, borykało się z awarią systemu elektronicznego. Uspokaja jednak, że obecnie zagrożenia dla ludzi praktycznie nie ma.

– Nikt z mieszkańców nie zgłosił się do nas z żadnymi objawami, które mogły świadczyć o zatruciu bakteriami kałowymi – mówi Januszko. – Takiego przypadku nie zgłosił też żaden lekarz, bo trzeba wiedzieć, że wszystkie przychodnie mają obowiązek raportować o takich objawach u swoich pacjentów. Obecnie sytuacja jest już opanowana. Zapadła decyzja o ciągłym chlorowaniu wody w ujęciu w Sobiborze, by w przyszłości nie dochodziło już do tego typu incydentów – dodaje Januszko. (bm)