Górnictwo to szansa

Wiceprezes M. Taras i dr Witold Wołoszyn mówili o szczegółach przedsięwzięcia

Rzeczowo, konkretnie i bez owijania w bawełnę – tak o planach budowy kopalni węgla w Kuliku mówili na spotkaniu z mieszkańcami wsi przedstawiciele polsko-australijskiej spółki PDCo. Mieszkańcy usłyszeli nie tylko o korzyściach, ale i zagrożeniach wynikających z ogromnego przedsięwzięcia planowanego w ich miejscowości. Ale dowiedzieli się też, że można je eliminować.

Spotkanie w Kuliku, które odbyło się 14 grudnia zamyka cykl konsultacji społecznych zorganizowanych przez inwestora. – Nie był to ani obowiązek, ani wymóg ustawowy, ale zwykła przyzwoitość wymaga, aby spotkać się z mieszkańcami i porozmawiać o przedsięwzięciu – mówił Mirosław Taras, wiceprezes PDCo.
Pierwsze spotkanie odbyło się w listopadzie w Cycowie a 13 grudnia w Busównie, w gminie Wierzbica. Czyli we wszystkich gminach, które w jakimś stopniu dotyczy projekt budowy kopalni Jan Karski. Za każdym razem przedstawiciele PDCo mówili mieszkańcom o tym, na jakim etapie jest przedsięwzięcie i czego brakuje do jego sfinalizowania i wystąpienia o koncesję na wydobycie węgla. – W tej chwili złożyliśmy raport oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i uzyskanie decyzji RDOŚ pozwoli nam na wystąpienie o koncesję na wydobycie węgla – mówił M. Taras.
Taras na każdym spotkaniu rzeczowo, konkretnie i bez owijania w bawełnę mówił o przedsięwzięciu, korzyściach, ale i zagrożeniach, jakie wynikają z tak potężnej inwestycji. Dla mieszkańców Kulika zagrożeń jednak wiele nie ma.
– Najbardziej uciążliwa część produkcji, obejmująca zakład przeróbki węgla, zaplanowana została w terenach przemysłowych przy cementowni w Rejowcu Fabrycznym – mówi.
W Kuliku powstaną dwa szyby, ale samo wydobycie będzie prowadzone w kierunku gminy Cyców. To ograniczy w znacznym stopniu powstawanie szkód tutaj na miejscu. Praca szybu wentylacyjnego niesie ze sobą jednostajny szum, ale w jego pobliżu nie ma zabudowań. Wszyscy odczują zwiększony ruch na drogach, bo do pracy w kopalni będą musieli dojechać ludzie. Na wspomniane miejsca pracy bardzo liczą nie tylko mieszkańcy Kulika i gminy Siedliszcze, ale i okolicznych gmin. W kopalni powstanie ich około dwóch tysięcy. A każde z tych miejsc będzie generować do czterech dodatkowych etatów w otoczeniu. Górnicy muszą gdzieś zjeść, skorzystać z transportu, ubrać się, zrobić zakupy itd.
– Górnictwo to szansa dla regionu nie tylko na rozwój gospodarczy, ale polityczne wzmocnienie tej części Polski, którą do tej pory traktuje się jako Polskę B lub C – mówił były prezes Bogdanki.

Odnośników do zlokalizowanej niedaleko Bogdanki było zresztą wiele. Przedstawiciele PDCo pokazywali ją jako przykład tego, że funkcjonowanie ogromnego zakładu produkcyjnego nie niesie ze sobą nic strasznego, że w sąsiedztwie kopalni mieszkają ludzie a górniczym szkodom, które mogą wystąpić przy okazji wydobycia węgla, można zapobiegać.
– Inwestor ma określone prawem obowiązki wobec mieszkańców terenów okołogórniczych i bez żadnej łaski ma usuwać szkody górnicze poprzez prace remontowe albo wykupy nieruchomości, zadośćuczynić stratom poniesionym np. w rolnictwie a nawet sfinansować zmiany w projekcie budowlanym i wynikające z nich dodatkowe koszty prac przy okazji budowy domów czy budynków gospodarczych – mówił. M. Taras.
Genowefa Pasieczna z Kulika pytała czy firma będzie wysiedlać mieszkańców. – Proszę nie wierzyć w podobne plotki – mówili przedstawiciele PDCo. – Teren planowanej kopalni został tak zaplanowany, żeby w jak najmniejszym stopniu ingerować w zabudowania. I nie ma mowy o wyganianiu kogokolwiek. Tam, gdzie będzie to konieczne, będziemy proponować wykupienie oprócz gruntów także zabudowań. Ale za pieniądze zgodne z profesjonalną wyceną i pozwalające rodzinom na kupienie lub postawienie nowego domu w innym miejscu.
M. Taras odniósł się także do rozpowszechnianych w gminie plotek, jakoby na gruntach chcieli zarobić włodarze Siedliszcza. – To niegodziwie i nieprawdziwe pomówienia – zapewniał. – Jedyne rozmowy z właścicielami terenów prowadzą przedstawiciele powołanej przez nas firmy i kancelarii prawnej. Ani pan burmistrz, ani inni urzędnicy nigdy nic nam nie proponowali.
Na koniec spotkania głos zabrał także burmistrz Siedliszcza, Hieronim Zonik. – Kopalnia to szansa dla nas na miejsca pracy, na to żeby młodzi ludzie nie wyjeżdżali na zmywak do Anglii, tylko godziwie pracowali i zarabiali na miejscu – mówił. – Jeżeli powstanie u nas kopalnia, to przy okazji będą powstawać inne firmy, co pokazuje przykład Bogdanki czy Śląska.

Wierzbica za kopalnią

Dzień przed spotkaniem w Kuliku odbyły się konsultacje w Busównie. Mieszkańcy gminy Wierzbica także z wielką nadzieją patrzą na nowy zakład pracy. – Widać, że jest akceptacja dla tego projektu i że po naszej stronie nie musimy się obawiać szkód górniczych – mówi Andrzej Chrząstowski, wójt Wierzbicy. – Ewentualne osiadanie gruntu może objąć tereny torfianek w Busównie, które nie są zabudowane. Wszyscy liczą na nowe miejsca pracy. I wszyscy też wiedzą, że w lubelskim zagłębiu jest miejsce dla kilku kopalni. To, że zakład powstaje od podstaw daje możliwość eliminowania zagrożeń na etapie projektowania, tym samym ograniczając ewentualne szkody górnicze. (bf)