Gwałtu nie było, ale porno nakręcił

Włożył małoletniej członka do ust i robił zdjęcia telefonem. Potem rozsyłał je jej znajomym ze szkoły i publikował w Internecie. Dziewczyna mówiła, że się go bała i że została zgwałcona. Sąd nie uwierzył w historię o gwałcie, ale skazał 30-letniego Damiana G. za rozpowszechnianie pornografii.

Ta historia to przede wszystkim przestroga dla wszystkich młodych dziewcząt i ich rodziców. W 2008 roku nastolatka poznała starszego od siebie Damiana G. (miał wówczas 18 lat). Chłopak zauroczył ją, zostali parą. Nie poprzestali na romantycznych spacerach i chodzeniu za rękę – dziewczyna, która dopiero niedawno zaczęła miesiączkować, zaczęła sypiać ze swoim chłopakiem. Często też u niego nocowała. Pozorna sielanka trwała do kwietnia 2010 roku.

16 lutego 2011 roku dziewczyna zgłosiła, że Damian G. zgwałcił ją w grudniu 2009 roku, gdy jeszcze byli razem. Jak opowiedziała śledczym, tamtego dnia (nie pamiętała dokładnej daty) nie miała ochoty na seks, ale G. rzucił ją na łóżko, zdarł z niej ubranie, trzymał za ręce i bił pięścią po ciele, a następnie zgwałcił. Krzyczała, ale nadaremno. Zanim w nią wszedł siłą, włożył jej członka do ust i robił zdjęcia telefonem. Po wszystkim dziewczyna ubrała się i uciekła z płaczem do kolegi, który odwiózł ją do domu pod Chełmem. Zalana łzami powiedziała mu, co ją spotkało. Mimo to później wróciła do swojego chłopaka. Jak mówiła, miała uraz po tamtym zdarzeniu, ale nadal współżyła z nim. Bała się go, więc dwukrotnie zgodziła na pozowanie nago do zdjęcia. Damian G. miał ją też bić i odurzać jakimś „białym proszkiem” (prokuratura wyłączyła do oddzielnego postępowania materiały dotyczące znęcania się G. nad małoletnią wówczas dziewczyną). Zaraz po rozstaniu ze starszym chłopakiem, ten trafił do aresztu. Dwukrotnie go odwiedzała w więzieniu na prośbę jego matki, a potem definitywnie zerwała znajomość.

Damian G. wyszedł z zakładu karnego w grudniu 2010 roku i zadzwonił do matki dziewczyny. Nastolatka jednak nie chciała się z nim spotkać i gdy tylko przyszły dni wolne od szkoły, wyjechała do ojca, który mieszka z dala od Chełma. Po powrocie koledzy ze szkoły zaczęli ją wytykać palcami. Okazało się, że po wyjściu z ZK Damian G. rozesłał znajomym dziewczyny jej nagie zdjęcia. Wszyscy w szkole widzieli nastolatkę z członkiem G. w ustach. Mało tego, bandzior rozesłał też fotografie przez komunikator tekstowy oraz opublikował w Internecie na stronach „Wrzuta” i „Seksfotka”. Porno z siostrzenicą w roli głównej zobaczyła ciotka dziewczyny i od razu powiedziała o tym jej ojcu.

G. usłyszał zarzut gwałtu na małoletniej oraz rozpowszechniania pornografii. Zdecydowano się też na połączenie obu spraw z dwiema innymi prowadzonymi przeciwko chłopakowi. Akt oskarżenia przeciwko Damianowi G. dotyczył również kierowania przez niego gróźb (w styczniu 2011 r. we dwóch zrobili nocny skok na chełmską firmę. Kiedy wspólnik wpadł, G. groził mu pobiciem, jeśli tamten nie zmieni treści składanych w komendzie wyjaśnień, tak by go wybielić) oraz udziału w rozboju (dwie noce po włamaniu miał razem z nieustalonym sprawcą napaść na wracającego z baru mężczyznę, dotkliwie go pobić i okraść). Oskarżony nie przyznał się do stawianych mu zarzutów, a sprawa trafiła na wokandę chełmskiego sądu.

Teraz przed Sądem Rejonowym w Chełmie zapadł wyrok. Damian G. został uznany winnym dwóch z czterech zarzucanych mu czynów – rozpowszechniania pornografii i kierowania gróźb. W ocenie sądu nie ma podstaw, by uznać, że dopuścił się również gwałtu i rozboju. Za pierwszy czyn sąd wymierzył mu karę 6 miesięcy, za drugi – 1 roku i 8 miesięcy więzienia. Łączna kara pozbawienia wolności to 2 lata, z zaliczeniem okresu aresztu tymczasowego, w którym to G. spędził właśnie prawie 2 lata… (pc)