Historyczna chwila dla polskiego sportu

Świątek w sobotę została pierwszą Polką, która indywidualnie wygrała turniej zaliczany do Wielkiego Szlema. Wcześniej polscy zawodnicy zwyciężali jedynie w deblu: Jadwiga Jędrzejowska (Roland Garros 1939), Wojciech Fibak (Australian Open 1978) i Łukasz Kubot (Australian Open 2014 i Wimbledon 2017).

Krzysztof Basiński: Po raz pierwszy reprezentantka Polski wygrała turniej zaliczany do Wielkiego Szlema! W sobotę w finale French Open, rozgrywanym na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu, Iga Świątek pokonała Amerykankę Sofię Kenin 6:4, 6:1. Spodziewał się Pan tak fantastycznego występu 19-latki z Raszyna?


Witold Miszczak: To absolutne szaleństwo! Kto by się w ogóle spodziewał tego sukcesu i to w dodatku bez straty seta. Pamiętajmy, że Iga Świątek dopiero wkracza w wielki, dorosły tenis. Przystępowała do French Open zajmując 54. miejsce w rankingu WTA, a po drodze do finału sensacyjnie pokonała najwyżej rozstawioną Rumunkę Simonę Halep 6:1, 6:2, zwyciężczynię French Open 2018 i Wimbledonu 2019, do niedawna liderkę światowego rankingu!

Co Pan sądzi o sytuacji w drugim secie, gdy Amerykanka udała się na przerwę medyczną, chcąc wybić z rytmu Igę Świątek?

– Czasami w sporcie stosuje się różnego rodzaju sztuczki, choć nie posądzałbym Amerykanki o jakieś celowe działanie. Miała na nodze opatrunek, który mógł sugerować, że coś było z tym mięśniem nie tak. Skorzystała z Medical Time Out, miała do tego prawo.

Najmocniejsze punkty w grze Igi Świątek to…

– Serwis, returny i szalone, nadzwyczajne wyczucie kortu. Agnieszka Radwańska grała znakomicie, Iga jest jeszcze lepsza.

Iga Świątek po zwycięskim finale podkreślała rolę taty, który nauczył ją jak walczyć na korcie, jak być profesjonalistką. Rodzice grają aż tak ważną rolę?

– Oczywiście, zwłaszcza gdy sami byli wcześniej sportowcami. Iga od początku była odpowiednio kierowana przez tatę Tomasza, wioślarza, olimpijczyka z Seulu z 1988 roku i to ich wielki sukces.

To zwycięstwo Świątek sprawi, że tenis stanie się teraz jedną z najpopularniejszych dyscyplin sportowych w kraju?

– O sukcesie Świątek usłyszy chyba każdy, ale raczej na masowe uprawianie tenisa to się nie przełoży. Powód? To nie jest tani sport. Za wynajęcie kortu za godzinę trzeba zapłacić nawet 100 złotych, a by odnosić sukcesy trzeba regularnie trenować codziennie. Do tego trzeba jeszcze opłacić trenera, wyjazdy na turnieje itd.

W Lublinie i Świdniku mamy gdzie pograć w tenisa?

– Tak, kortów nie brakuje. Sam z przyjaciółmi regularnie grywam przy ul. Jutrzenki, czy też na kortach Budowlanych przy Krasińskiego. Pamiętajmy, też że w naszym mieście i regionie mamy piękne tradycje. Przed laty, w 2007 roku, Marek Oratowski z Wojciechem Gawlakiem wygrali mistrzostwa kraju w grze podwójnej. W finale nasz duet, reprezentujący Górnika Łęczna, pokonał Marcina Gawrona i Dawida Celta 7:6, 0:6, 10:6.

Proszę jeszcze na koniec powiedzieć o swojej przygodzie z tenisem. W stwierdzeniu, że jest Pan jednym z najlepszych tenisistów w Lublinie wśród dziennikarzy i najlepszym dziennikarzem wśród tenisistów nie ma chyba ani słowa przesady!

– Gram w tenisa już od ponad 40 laty. Najlepszy nie jestem, bo palmę pierwszeństwa dzierży od lat o wiele młodszy ode mnie Wojciech Spasiewicz. Dobrze jednak od czasu do czasu się poruszać.

Dziękuję za rozmowę