Jan Gilas na tabliczce

Od minionego czwartku Jan Gilas oficjalnie patronuje ulicy prowadzącej od deptaka do ulicy Koziej

Naturalnie mowa o pojawieniu się tabliczki z nową nazwą fragmentu ulicy Bernardyńskiej, wiodącego od deptaka do ulicy Koziej, będącego ukoronowaniem starań Społecznego Komitetu na rzecz ulicy Jana Gilasa, w końcowej fazie skutecznie wspartych przez prezydenta Lublina.


W naszym tygodniku wielokrotnie pisaliśmy o akcji mającej na celu uhonorowanie bohaterskiego czynu przedwojennego woźnego lubelskiego magistratu, więc nasi czytelnicy doskonale znają przebieg działań zmierzających do jego upamiętnienia, zapoczątkowanych przez Społeczny Komitet na rzecz ulicy Gilasa pod wodzą Janusza Malinowskiego, podjętych przez prezydenta Żuka i zwieńczonych 22 marca br. uchwałą Rady Miasta Lublin o nadaniu odcinkowi ulicy Bernardyńskiej imienia bohaterskiego woźnego. W ostatni czwartek 24 maja o godzinie 16 miało miejsce odsłonięcie tablicy oznaczającej ulicę Jana Gilasa. Uroczystość miała kameralny i rodzinny charakter. Jej gośćmi honorowymi byli potomkowie patrona ulicy – pani Anna Gilas-Triadou – wdowa po synu Jana Gilasa i jego wnukowie – panowie Jerzy i Maciej Rymarczyk, synowie jego córki. Uroczystość rozpoczęło powitanie uczestników przez przewodniczącego Społecznego Komitetu na rzecz ulicy Gilasa – Janusza Malinowskiego, który przypomniał, że impulsem, który skłonił go do podjęcia działań mających upamiętnić woźnego przedwojennego magistratu, było odkrycie znanej fotografii Hartwiga, przedstawiającej martwego Gilasa trzymającego bombę. Następnie głos zabrał prezydent Krzysztof Żuk, który wyraził wdzięczność wszystkim, dzięki którym Jan Gilas wrócił do pamięci mieszkańców Lublina. Podkreślił też, że przyzwyczailiśmy się mówić o wielkich postaciach historycznych, a w przypadku Gilasa mamy przykład bohaterstwa skromnego pracownika urzędu, który chciał ratować zagrożone ludzkie życie, wynosząc z budynku niewybuch. Jednocześnie Żuk wyraził życzenie, żebyśmy w „okresie próby” potrafili – jak nowy patron ulicy – „mieć odwagę i zrobić co do nas należy”.

Określił go też jako symbol innych nieznanych z imienia lublinian, którzy żyli w naszym mieście i dokonywali bohaterskich czynów, o których pamięć nie zachowała się. W imieniu rodziny patrona jego wnuk Maciej Rymarczyk podziękował wszystkim za działania mające uhonorować pamięć jego dziadka. Następnie krewni Jana Gilasa zerwali biało-czerwoną szarfę, przesłaniającą tabliczkę z nazwą ulicy. Następnie część gości, w tym członkowie rodziny Gilasa, przedstawiciele władz miasta i Społecznego Komitetu, udali się do ratusza, gdzie wiceprzewodnicząca rady miasta Marta Wcisło wyraziła wdzięczność tym wszystkim, którzy przyczynili się do przywrócenia pamięci o bohaterskim czynie Jana Gilasa. W swoim wystąpieniu Anna Gilas-Triadou, dziękując za upamiętnienie jej teścia, niezwykle ciepłe słowa skierowała pod adresem Janusza Malinowskiego i prezydenta Żuka, którego nazwała – biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo pod jego rządami bardzo rozwinął się Lublin – „dobrym gospodarzem”.

Kolejnym punktem programu była przygotowana przez Janusza Malinowskiego prezentacja multimedialna pt. „Jan Gilas – zapomniany bohater” po czym krewni Gilasa udali się na spacer po lubelskim Starym Mieście, komplementując jego atmosferę i urok, zakończony kolacją wydaną przez prezydenta miasta.

Drugi dzień pobytu krewnych Jana Gilasa miał mniej oficjalny charakter. Rankiem jego wnukowie odwiedzili kamienicę przy Lubartowskiej, w której mieszkała ich babcia, żona Jana. Udało im się nawet zajrzeć do zamieszkiwanego przez nią ongiś mieszkania. Następnie z panią Karoliną, przewodnikiem miejskim i w towarzystwie członków Społecznego Komitetu na rzecz ulicy Gilasa zwiedzili katedrę i kaplicę Trójcy Świętej, a następnie i odwiedzili grób dziadka na cmentarzu przy ul. Unickiej, który spoczywa w kwaterze obok ofiar niemieckich bombardowań we wrześniu 1939 roku, także tych zabitych w ratuszu. JD