„Jednocześnie” cieszy i zdumiewa

Monodram „Jednocześnie” otworzył nowy sezon teatralny w w Centrum Spotkania Kultur

Premiera spektaklu miała miejsce 7 września w Centrum Spotkania Kultur. Pokazy odbyły się także w poprzednią sobotę i niedzielę. Przedstawienie otwierające sezon prezentuje prawdę o człowieku – jego wrażliwości, cielesności i nadmiarze emocji.


W „Jednocześnie” brawurową kreację stworzył warszawski aktor Przemysław Stippa. Jest to oparta na sztuce Jewgienija Griszkowca opowieść pewnego Rosjanina o tym, co widzi wewnątrz człowieka, a więc w nas i zarazem obok nas. Ujmujący prostotą tekst, pisany potocznym językiem świetnie – zdaniem współautorów spektaklu (reżyser Artur Tyszkiewicz, muzyka Jacek Grudzień, scenografia Aleksandra Gąsior) przetłumaczyła Agnieszka L. Piotrowska.

Bohater sztuki prowadzi osobliwy rodzaj introspekcji. W swym monologu porusza szereg ważkich kwestii: kim mógłby być, gdyby wcześniej zaczął analizować swoje wnętrze, jak ma postrzegać świat, by czerpać z życia więcej?

Słyszymy relację człowieka, który jest świadom, że idąc przez świat, w kolejnych miejscach bywa tylko chwilę. To jakby wędrowny filozof, któremu autor nie nadał imienia czy jakiejkolwiek identyfikacji poza umiejscowieniem jego przeżyć w bezkresnych krainach Rosji. Przemieszcza się po tym obszarze koleją, na co udatnie wskazuje tajemniczy acz główny rekwizyt – tor kolejowy. Oto cała scenografia „Jednocześnie”. Odpowiada ona widzom, którzy lubią ascezę przestrzeni scenicznej. W przypadku reżyserii Tyszkiewicza ten minimalizm jest oczywistą zaletą przedstawienia. Lokalizując je w podziemiu CSK (Klub Muzyczny) znaleziono dla niego idealne miejsce.

Bohater uświadamia sobie i nam

…że żywot, jaki dotąd pędzi, nie jest tym, o czym marzył. To wszystko, co się wokół niego działo, zdarzyło nie jest takie, jakie on by chciał i mógł przeżyć. Bohater nagle zdaje sobie sprawę, że nie rozumiał wszystkiego, tak jak powinien, nie czuł tak, jak by chciał. On sobie to wszystko uświadomił. Odkrywa siebie i wyjaśnia, że nie chodzi tu o pojmowanie, smaku czy radości życia. Wyraża pragnienie by w pełni móc rozumieć wszystkie sytuacje, jakie stawiają przed nim koleje losu, (choćby na kolei transsyberyjskiej), w całym swym spektrum. On chce je czuć.

Jak powiedział szekspirowski Juliusz Cezar: „Zbyt dużo myśli, tacy są niebezpieczni”.

Bohater monodramu na oczach widzów dokonuje, wiwisekcji własnego życia. Rozkłada swoje curriculum vitae na czynniki pierwsze i próbuje odpowiedzieć filozoficzne pytania. Kim jestem? Dlaczego żyję? Czy mój mózg, moja ręka, oko, żołądek to też ja? Jak mam postrzegać świat? Jak zrozumieć w nim siebie? Jak czerpać z życia więcej?

Stippa świetnie, z pasją oddaje dylematy „mózgowca”: – Gdzie właściwie kończę się Ja a zaczyna świat, który nie jest już Mną? Czy poznanie siebie, swoich prawdziwych odczuć w danej sytuacji, jest w ogóle możliwe? Bo przecież wokół tyle spraw dzieje się… jednocześnie.

Prowadzi to do konkluzji

…że w poznawaniu świata używamy tylko nikłej części naszego potencjału: intelektu, wyobrażeń, emocji. Bohater Griszkowca stanowi przypadek myśliciela, u którego przeważa „wrażliwość wegetatywna” nad intelektualną… W dodatku nieustannie przekonuje nas, że chciałby przeżywać wiele zdarzeń symultanicznie, gdy wiadomo, że wszystko musi odbywać się w należytej kolejności rzeczy. Z tego powodu przeżywa frustrację, rodzaj desperacji, bo on chciałby całą rzeczywistość czuć i doświadczać… jednocześnie, ogarniać to wszystko na raz! Rzec by można: marzenie ściętej głowy – tak zresztą będzie…

Rozterki bohatera są zaproszeniem do intymnej podróży w głąb nas samych, do rozmowy o kondycji człowieka dziś kompletnie „zgooglowanego”. Ten desperat wciąga nas w dość drastyczne przeżywanie swej cielesności – odczucia płynące z ciała są dla niego nachalne, bardzo go męczą. Także i widownię. Dochodzi do tego cała paleta jego emocjonalności, wrażliwości, wręcz neurastenii. I gdybyż ów wewnętrzny ferment szedł w kierunku publicznej psychoterapii… Lecz idzie w złą stronę, ku przepaści. Cóż, to człek bardzo samotny, o deficycie pełniejszego kontaktu z innymi.

Jak odbieramy ten spektakl?

Taka wnikliwa analiza własnej psychiki, myślenie „do wewnątrz” jest cechą dość licznych ludzi o nastawieniu introwertywnym .

– Bo któż nie babrze się w poznawaniu siebie? – Tam jest tyle z mojego życia, tyle przemyśleń – słychać w rozmowach po spektaklu.

– Takie „grzebanie” w odczuciach albo zbyt czuły odbiór rzeczywistości mocno mnie dotyczy i na wiele rzeczy, które się we mnie dzieją, nie ma mojej zgody – stwierdziła zainspirowana przedstawieniem Beata Bodzak-Jach. – Granice, które wyznaczają mnie, rozdzielają też mnie ze światem, czasem izolują. Świadomość tego jest bardzo intrygująca, a co do tytułu „Jednocześnie” mam poczucie, że np. moja rozpacz skutkiem czegoś złego jednego dnia jest niczym w porównaniu z tym, co złego aktualnie, jednocześnie dzieje się na świecie…

W foyer spotykam też osoby o chłodniej oceniające spektakl. Próbując wydobyć sens z obejrzanej sztuki, w naszej rozmowie przeplatają się dwa wątki. Pierwszy to zachwiane poczucie tożsamości bohatera, jego problem ze zdefiniowaniem własnego ja. Głośno wątpiąc, czy ręka, noga, wątroba, nawet mózg są naprawdę częściami jego ciała bohater ukazuje problem wręcz psychiatryczny. Ów brak poczucia jedności psychofizycznej jest groźny, bo w pewnym sensie nie czuje się on odpowiedzialny za własne czyny i to przyniesie fatalny skutek.

Drugi wątek to kwestia poznawania przezeń świata. U bohatera stwierdzamy zastąpienie klasycznego poznania – tj. w sposób pośredni, zakładający dystans, przeżywaniem w sensie utożsamienia się umysłu z własnymi odczuciami, emocjami, na bieżąco. Nieustanne próby „aktywnego przeżywania” całego wręcz świata, ciągłe uwewnętrznianie zagrożeń doprowadza rosyjskiego wędrowca do kresu.

Takie analizy źle się kończą

To obłąkańcza szarża z drewnianym, dziecięcym mieczem na nadjeżdżający parowóz. Samobójstwo? W każdym razie niejasne samounicestwienie – coś na kształt losu, jaki spotkał w cesarskiej Austrii tajemniczego Józefa K. ze słynnej powieści „Proces” (Franz Kafka). Ów wędrowny filozof o rosyjskiej duszy przywołuje też z pamięci egzystencjalne, wsobne rozterki bohatera „Mdłości” (Jeana Paula Sartre’a). Cóż, dzięki zawartej w takich dziełach uważności, zadumie, refleksji nad człowiekiem stajemy się wrażliwsi, empatyczni.

Warszawski aktor zachwycił publiczność. Jest zdolny, charyzmatyczny, ma świetny warsztat – uniwersalny, a nie charakterystyczny. Potrafi widza całkiem zdominować tym, co mówi, chwilami za nos wodzić, ale i uwieść…

W „Jednocześnie” Griszkowca aktor miał o tyle trudniej, że na scenie był sam, powodzenie spektaklu zależało tylko od niego. To jego pierwszy, jakże udany monodram, tym bardziej trzeba docenić wspólną pracę przy spektaklu. Stippa został perfekcyjnie poprowadzony przez Tyszkiewicza. Tak było zresztą niedawno w „Mistrz i Małgorzata” i w „ Śnie nocy letniej” na deskach lubelskiego teatru Juliusza Osterwy. Tak wtedy, jak i ostatnio zespół aktorsko-reżyserski wywiązał się ze swych zadań perfekcyjnie zbierając długotrwałe oklaski na stojąco.

Marek Rybołowicz