Jeszcze trochę i się pobiją?

Co z tego, człowieku, że ty masz taki majątek, jak u ciebie jest w głowie coś nie tak? – wójtowi gminy Białopole puściły nerwy. Powód? Podczas prac na polu syn radnego miał zniszczyć zasuwę hydrantu, ale zamiast naprawić i przeprosić, domaga się od gminy opłaty za służebność lub usunięcia wszystkich hydrantów i zaworów na swojej działce. Wójt powiadomił policję, a syn radnego wniósł na niego skargę.

– U których radnych stoją jakieś hydranty czy zawory na polach? – zapytał na ubiegłotygodniowym posiedzeniu rady gminy Białopole podminowany radny Lucjan Dowierciał, a w odpowiedzi wystrzelił w górę las rąk.

– Pan właściciel działki, na której został wyrwany zawór, do chwili wyrwania nie zgłaszał żadnej usterki, a teraz żąda, żeby wszystkie hydranty i zawory, które stoją na jego działce, zostały usunięte. Coś mi tu nie pasuje. Jeżeli wyrwałeś, człowieku, to weź go napraw, przecież jesteś ubezpieczony, z urzędem gminy byśmy się dogadali. A to idzie na udry – wypowiedział się radny Edward Majewski.

Z tego, co się dowiedzieliśmy, sytuacja wygląda tak, że radny Dowierciał przekazał jakiś czas temu pole synowi i wszystko było dobrze do momentu, gdy ów syn nie zniszczył przypadkiem, podczas orania, zasuwy hydrantu. Co podkreślane było głośno na czwartkowej sesji rady gminy (19 listopada), wiele razy zdarzało się, że ktoś przypadkiem zniszczył zasuwę czy zawór, ale zawsze polubownie dało się załatwić sprawę z urzędem. W tym przypadku jednak właściciel działki złożył wniosek do urzędu, w którym domaga się od gminy opłat za służebność lub usunięcia wszystkich hydrantów i zaworów stojących na jego działce. Poszło na noże, urząd gminy zawiadomił policję o zniszczonym mieniu, ale mundurowi odmówili wszczęcia postępowania z uwagi na brak znamion czynu zabronionego i nieumyślne działanie sprawcy. Tymczasem ów sprawca, jako że nie doczekał się w ciągu 30 dni odpowiedzi na swój wniosek, złożył do przewodniczącego rady gminy skargę na wójta. Ta była rozpatrywana właśnie na czwartkowej sesji.

Wójt gminy Henryk Maruszewski wytknął, że lata temu, gdy gmina budowała sieć wodociągową, ludzie byli inni niż teraz – nie tylko daliby przejść przez swoją działkę, ale jeszcze i tę działkę by oddali, żeby tylko woda była.

– Żyjemy we wspólnocie, każdemu jest woda potrzebna. Czy ten człowiek chce być sam, jak na księżycu, a nie współdziałać z ludźmi? – zapytał Maruszewski, po czym stwierdził, że kwestia braku umowy na korzystanie z działki, na której usytuowane są urządzenia wodociągowe, dotyczy prawie wszystkich mieszkańców gminy, więc gdyby tak każdemu płacić służebność, trzeba by zaraz podnieść cenę wody. Poza tym skarga nie powinna dotyczyć jego osoby. – Wszelkie czynności wójt zleca innym, więc jeżeli nawet to ta skarga powinna być na zastępcę wójta, bo on tę sprawę załatwiał – skwitował wójt Białopola, ale w pewnym momencie nerwy mu jednak puściły i na forum zwrócił się do radnego Dowierciała:

– Tak się nie powinno w normalnym społeczeństwie funkcjonować. Radny powinien dawać przykład. Wstyd. Tak nie powinien postępować człowiek publiczny. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest, że nie złożył ani jednego wniosku o celu społecznym, tylko wszystkie prywatne – drogę mu robić, hydranty zabrać. No, panowie, tak się nie robi. Powinniśmy ziarno od plew odróżniać. Co z tego, człowieku, że ty masz taki majątek, jak u ciebie jest w głowie coś nie tak? Uważam, że to nie jest normalne. Ja bym na twoim miejscu natychmiast naprawił tę zasuwę – wybuchł Maruszewski.

Choć wydawało się, że ten komentarz wójta nie przejdzie bez echa, Dowierciał zamilkł i nie wychylił się już do końca sesji. Radni tymczasem (wszyscy poza nim) uznali skargę na wójta za bezzasadną. Czy to już koniec wojny o hydranty? (pc)